niedziela, 22 lutego 2015

Od Christopher'a CD Rose

-Poczekaj chwilę, nie ruszaj się.
Zrzucił z siebie kurtkę i tak samo czarny sweter. Nie ważne że teraz był pół nagi, bo liczyła się dziewczyna. Sprawnie porwał materiał, jakby codziennie ratował innych z kłopotów. Zadziwiająco blisko prawdy, lecz także znacznie daleko. Nie zwracał uwagi na to czy mu pozwoli czy nie i zaczął owijać prowizorycznym bandarzem jej talię. Gdy skończył, przyjrzał się twarzy poszkodowanej.Była bardzo zmęczona. Pomógł jej wstać i wiele nie myśląc wziął ją na ręce.
-Co robisz...?
Spytała słabo.
-Przenoszenia w bezpieczne miejsce.
Jedynym miejscem był dom, a nieznajoma chyba zaczeła tracić przytomność. Urzył prętkości, aby trafić jak najszybciej w plątaninie budynków. Otworzył kopniakiem drzwi. Głos siostry doszedł go z kuchni.
- Chris! Te drzwi i tak mają dużą wytrzymałość.
- Cisza!
Zaniusł dziewczynę do pokoju gościnnego i zaczął szukać apteczki. Izzy rzuciła mu podłużne pudełeczo z krzyżykiem i podeszła do kobiety.
-Pomoge ci.
Rozerwała folie bandaża. Chłopak ją podniusł, a Isabelle zdjęła strzępy swetra i załorzyła czysty porządny opatrunek. Powoli, delikatnie ułorzył ją z powrotem na miękkim łóżku. Zeszli na dół do kuchni i czekali, aż ranna się obudzi.

wtorek, 17 lutego 2015

Od Rose CD Christopher'a

Tego wieczoru wracałam do domu, nie miałam siły by używać magii, wystarczająco dużo jej zużyłam na zleceniu.
Byłam niedaleko Tawerny, gdy znikąd wpadł we mnie jakiś wilkołak.
- Patrz dziewczynko jak chodzisz..., ale powinnaś mnie przeprosić.
- Nie będę cię przepraszać....- warknęłam.
- Tak? Oh, to wiesz co? Zabawmy się... - uśmiechnął się szyderczo i rzucił się na mnie.
Wbił głęboko pazury w prawy bok, przebijając prawie na wylot, rana ledwo się zrastała, niestety, miałam zbyt wycieńczony organizm, za dużo ran jak na jeden dzień. Klęczałam już na kolanach, a oni toczyli mnie, liczyłam na to, że mnie rozszarpią no i będę musiała się odradzać, lecz jednak tak nie było, gdyż nagle zjawił się jakiś chłopak. Pierwszy raz go widziałam, powalił ich wszystkich momentalnie.
- Nic ci nie jest? - spytał zerkając na mnie.
- N-nic poważnego, zagoi się...- wymamrotałam osłabionym głosem. Spróbowałam wstać, jednak od razu osunęłam się na kolana, a szkarłatna krew z niewielką ilością czarnej, ciekła z rany, syknęłam z bólu łapiąc się za bok. Leciała czarna krew, czyli uszkodzenie było poważne.

< Chris? sorki ze takie opko, miałam lepszy pomysł ale mi go wywiało, jak chcesz yaoi to powiedz Andreas zawsze wolny XD>

Od Rose CD Marii

Westchnęłam cicho, napiłam się kakao.
- No już nie płacz, wszystko jest już ok...- uśmiechnęłam się do niej, odkładając kubek gdzieś na szafkę.
Położyłam przed nią talerz z kanapkami, żeby sobie zjadła.
- D-Dziękuję..- wyjąkała.
Wolno wzięła jedną kanapkę i zaczęła je jeść. Uśmiechnęłam się jeszcze i poszłam pozmywać naczynia.
- Mam nadzieje, że ci smakują...- mruknęłam nim weszłam do kuchni.
Westchnęłam cicho i zabrałam się za zmywanie, tak, miałam wcześniej jeszcze gości, takie tam rozmowy o zleceniach i wymiana różnych ważnych informacji. Dowiedziałam się, że mój brat jest w tej samej organizacji, będę musiała go unikać jakoś.

< Mariia? sorki, że takie krótkie >

Od Rose CD Noctis'a

Westchnęłam cicho i zerknęłam na niego.
- Eh, Andreas raczej jest nadopiekuńczy, ciągle mi czegoś zabraniał, sorry, zabraniał mi nawet wychodzić z pokoju i z kimkolwiek gadać. Zwiałam mu, a teraz pewnie mnie szuka i chodzi wkurwiony...-uśmiechnęłam się słodko.
- Czyli nic się nie zmienił...- stwierdził.
- Tia, mam nadzieje, ze tu nie wpadnie,,,- skrzywiłam się lekko.
Wyczarowałam sobie soczek i zaczęłam pić przez słomkę. Przymrużyłam lekko oczy patrząc na ścianę.
- Nie wpadnie, wątpię, by przedarł się przez moje zabezpieczenia...
Kiwnęłam tylko głową, przeniosłam wzrok na okno, nie miałam już soczku, takie czary mary i pusty kartonik zniknął.

< Noctis? >

Od Andreas'a CD. Felix'a

Szliśmy chwilę prostą ulicą, lecz w pewnym momencie skręciliśmy do ślepego zaułka, gdzie nie było drugiego wyjścia. Idąc prosto na spotkanie ze ścianą, jednak to był ukryty portal, przeszliśmy przez niego i znaleźliśmy się w bogatym pomieszczeniu. Tak, byliśmy w biurze tego urzędnika, siedział sobie za biurkiem i przeglądał jakieś papiery.
- O, Książę, nie spodziewałem się ciebie tak szybko...- wstał urzędnik, podszedł i ukłonił mi się.
- Nie jestem księciem... z kimś mnie pomyliłeś... - mruknąłem.
- Wasza Wysokość, przecież... - zatkałem mu usta dłonią.
- Do cholery, rozumiesz co do ciebie mówię? Nie używaj tego tytułu w świecie ludzkim.., tak możesz tylko na osobności...- szepnąłem mu do ucha tak, że ten dzieciak nie słyszał, oczywiście nie był już pod moją kontrolą, ale go pilnowałem by nie zwiał.
- Felix'ie Evans, masz do oddania sam wiesz ile... Masz na odrobienie tej sumy miesiąc czasu inaczej oddam cię do więzienia, gdzie będą cię gwałcić...- odparł siadając na swoim miejscu. Patrzyłem na niego, a on na mnie. - A Ty, Andreas, masz dopilnować, aby znalazł sobie pracę, ma na to 2 dni... Zapłatę dam ci gdy to zakończysz...
- Ehem, za to, że mam go pilnować by znalazł pracę biorę +2k...- odparłem.
- 1,5.... - licytował się.
- 2,5... chyba, że mam komuś poderżnąć gardło...- uśmiechnąłem się drwiąco.
- Eh, dobra... Dostaniesz te 4k.... - westchnął. - Zabierz tego dzieciaka, bo już nie mogę na niego patrzeć.
- Nie jestem jakimś jebanym dzieciakiem !- prychnął Felix.
Złapałem go za nadgarstek i otworzyłem portal, ciągnąłem go za sobą, jednak chciał zaprotestować i nie iść, dlatego ścisnąłem go dość mocno, prawie wykręcając mu rękę.
Będąc już na zewnątrz w mojej ręce pojawiła się gazeta z ofertami prac, dałem mu ją prosto do rąk, żeby sobie je przejrzał. Schowałem ręce w kieszenie i szedłem ulicą.

<Felix?>

Od Andres'a CD. Dannyessy

Chłopak zatrzymał się na kilka sekund, uśmiechnął się pod bandażami.
- Oj, a czego mogę szukać? Pilnuje swoją kochaną siostrzyczkę, no a teraz sio, bo jak mnie wkurzysz to źle się to dla Ciebie skończy... -powiedział to z tak piękna ironią i takim zażenowaniem w głosie, lecz można było wyczuć bijący od niego chłód i chęć mordu.
Strupy, które miał, gdyż rozciął sobie usta, puściły, a bandaż sączył się jego szkarłatną krwią.
Szedł przed siebie z rękoma w kieszeniach, dziewczyna szła za nim i coś tam bredziła pod nosem, jednak ją ignorował.
- Ej! Słuchasz mnie !? - krzyknęła mu do ucha.
- Okej, dobra...czego do cholery ode mnie chcesz!? - warknął, był już nieco wkurwiony, ciągle mu coś brzęczało. - A może, po prostu chcesz by ktoś cię przeleciał? Oj wybacz... jak tak to źle trafiłaś...- jego charakter momentalnie uległ zmianie, na bandażu krew tak się wchłonęła, że wyglądało tak jakby się uśmiechał. Zaśmiał się sadystycznie, odwrócił się na pięcie i poszedł w stronę swojego domu. Jednak słyszał, że ona nie daje mu spokoju, tylko szła koło niego.

< Dannyess? :3 Endi taki jest, ma drażliwy dzień XD >

poniedziałek, 9 lutego 2015

Od Christopher'a

Rozłożyłem się na sofie w salonie. Isabelle nie było, z resztą ostatnio ciągle gdzieś znika. Jednak wiedziałem że wróci na nasz trening. Usłyszałem pukanie i uniosłem wzrok. Lekkie, jakby drwiące. Zamek otworzył się. Gość nacisną klamkę i wszedł do środka.
- Cześć Chris. - usłyszałem męski głos, jeszcze za nim ujrzałem jego właściciela.
- Witaj Sebastianie.
Nawet się nie ruszyłem. Przyjrzałem się jednak przyjacielowi. Coś było z nim nie tak. Czarne włosy jak zwykle w artystycznym nieładzie. Jarzące się zielone oczy, błyszczały bólem. Sam się rozgościł i rozsiadł na fotelu.
- Co jest? - Zapytałem, wodząc za nim wzrokiem.
Pokręcił głową.
- To nic takiego. Mała sprzeczka z Jasnymi.
Prychnąłem. Już nawet wiedziałem jak to wyglądało. Walka w powietrzu i upadek na ziemię. Tylko że jeśliby je złamał, mógłby więcej nigdy nie wzbić się w powietrze.
- Idiota.
Stwierdziłem. Spojrzał na mnie i się uśmiechną.
- Palant.
Sprzeczki nie byłoby końca,ale po prostu, nie miałem na to chęci.
Porozmawialiśmy jeszcze trochę i poszliśmy na piwo.
Usiadłem przy barze i zamówiłem coś mocniejszego. Popijałem bursztynowy płyn,rozglądając się po Diabelskiej Tawernie. Sebastian obserwował moje poczynania, nie wtrącając się. Nie musiałem długo prowokować pewnego mało cierpliwego wilkołaka, który zamachną się na mnie,ale zamiast w moją twarz trafił w szklankę. Szkło uderzyło w ścianę z impetem i rozprysło się. Poczułem zmianę atmosfery przy sąsiednich dwóch stolikach. Posłałem mu uśmiech,który świadczył o tym że tylko szukam zaczepki. Stado kundla,było napięte, gotowe do ataku. Wymruczałem jeszcze dwa słowa,a zamiast mężczyzny staną wielki biały basior.
- Dawaj szczeniaku.
Dwudziestu na jednego? Mi o jak najbardziej pasuje.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Uśmiechnięty i widocznie zadowolony z siebie, czekałem przed Tawerną na przyjaciela. Byłem cały podrapany i trochę we krwi. Wyprowadzili mnie i stado Doriana,które brało udział w bójce. Oparłem się o ścianę,z kapturem na głowie. Było dość ciemno. Nie używałem broni,bo nawet nie zdążyłem jej wyciągnąć.
-Mam CEL.
- To idź i do zabij, nim zrobi to ktoś inny.
Powiedziałem i ruszyłem w stronę domu. Zobaczyłem nagle że ktoś ma wyraźne kłopoty. To te same wilkołaki. Znalazłem się nagle przy ich przywódcy, złapałem za ramię i podstawiłem mu nogę. Wypierdzielił się na ziemię,a ja przygwoździłem go sztyletem.
Zająłem się następnymi przeciwnikami.
-Nic ci nie jest?- Zapytałem, zerkając cały czas na poszkodowanego.

<Ktosiu?>

niedziela, 8 lutego 2015

Od Sondwave Cd. Knockout

Kiedy się obudziłem zobaczyłem na mnie śpiącego Knockouta mając zamiar go obudzić chwyciłem go lekko za ramie
- Zostaw mnie... ja chce spać...
Gdy to powiedział wtulił się we mnie. Jak najdelikatniej położyłem go obok i Wyjrzałem przez okno wtedy przypomniał mi się różany ogród który widziałem jak ostatnio spacerowałem z Knockoutem po zamku. Wyszedłem z pokoju "Powłóczyć" się trochę po okolicy. Spacerowałem sobie w tą i we w tą i poznawałem swoje otoczenie. Po jakimś czasie znalazłem różany ogród, przykucnąłem przy pierwszej z brzegu róży a wtedy poczułem że ktoś za mną stoi i nie jest zbyt zadowolony.

< Knockout? Sorki że tak długo ale laptopa nie miałem >

środa, 4 lutego 2015

Od Sheevy do Knockouta

Sheeva- To ty knockout? Nie wiedziałam, że jesteś w Need Evil
Knockout- Dobrze cię znowu widzieć panienko
Sheeva- Czujesz się już lepiej?
Knockout- Lepiej ale nie dobrze ktoś dodał alkochol do mojego napoju przez to wyladowałem z tobą w łużku
Sheeva- Podejżewasz kogoś?
Knockout- Nie. Nie mam bladego pojęcia kto to mógł zrobić
Sheeva- Lepiej zeby to się niepowtórzyło
Knockout- też mam taką nadzieje
Sheeva- Tak wogóle to mogłabym z tobą posiedzieć? Nie mam nic do roboty a troche mi się nudzi
Knocout- Cóż...
Sheeva- Jeśli masz dużo pracy to nie ma problemu nie będe się nażucać
knocout- Ależ skądże oczywiście, że możesz ze mną posiedzieć panienko
Poszliśmy razem do jego pokoju kiedy już byliśmy on usiadł przy biurku a ja usiadłam na jego łóżku nie wiedziałam co powiedzieć przezco panowała niezręczna cisza na szczeście od odezwał się pierwszy

<Knockout? Romantycznie ;)>

Od Knockout do Sheevy

Zacząłem się zastanawiać co ja tam robiłem .. czy ja .. NIE .
Poszedłem do mojego pokoju leszcze się chwiejąc i zauważyłem coś co wyglądało na niewypał mojego starego naboju którego sam wymyśliłem .
- Taaa .. chyba jednak musiałem coś pić .
Zobaczyłem że pod moim biurkiem leży flakonik z jakąś dziwną substancją .
- Chwila .... już pamiętam ! Pracowałem nad nową techniką obcinania kończyn i popijałem zimnym napojem to pewnie to zostało dolane do napoju ... Jak tylko znajdę tego sk*rwiela
to po nim !
Pobiegłem na korytarz i zderzyłem się z kimś ? A raczej z nią .. Ponownie ujrzałem jej oblicze .

<Sheevy?>

Od Sheevy do Knockouta

Sheeva- Ja jestem Sheeva
Knockout- Miło mi cię poznać choc chyba się poznaliśmy ostatniego wieczora
Sheeva- Sama niewiele pamiętam
Knockout- Tak pozatym to skoro tak się śpieszym moja pani to lepiej byś się ubrała
Sheeva- Co?
spojrzałam na siebie i odrazu zapiszczałam po czym zasłoniłam się kołdrą.
podniosłam moje ubrania z podłogi i jak najszybciej sie ubrałam później pogadam sobie z Lust
Sheeva- Do zobaczenia Knockout
Knockout- Do widzienia Sheevo

wybacz za zakończenie

Od Knockout do Sheevy

- Jestem Knockout droga pani przepraszam za to że Tobie przeszkadzam lecz mam ważne powody co to tego ..
- Eeee śpieszę się ..
Popatrzyłem na panienkę i dopiero wtedy zrozumiałem że nie jestem w swoim pokoju lecz w miejscu dość niejasnym dla mnie . Czy ja piłem wczoraj że mam takiego kaca ?
- Ja przepraszam ... nic nie pamiętam .
Lekko się zachwiałem a potem poczułem że moje nogi odmawiają mi posłusznego i prostego stania na baczność .
- Czy ty piłeś ?
- Ja skądże ! Jestem doktorem mi niewolno ... potrzebuje pomocy ...
Chwyciłem się za głowę .
- Nigdy nie byłeś pijany ?! Dziewczyna spojrzała na mnie z wyrazem zdziwienia i czymś co wyglądało na uśmiech .
- Cóż nigdy nie miewam okazji zazwyczaj siedzę pośród ksiąg .

<Sheevy?Garet mnie na mówił XD>

wtorek, 3 lutego 2015

Od Sheevy

Od rana przechadzałam się po równinach duffai i gadałam sobie z grzechami
Sheeva- Dobra czyja kolej na dzień wolności?
Pride- Chyba Lust
Lust- Nareszcie
Wrath- KU*WA!
Pride- Spokojnie Wrath
Wrath- Tak panie
Sloth- Bądzcie ciszej ja tu próbuje spać
Sheeva- ok cicho być Lust tylko błagam cię zostaw tym razem bezdomnych ok?
Lust- ok ok ale przyznaj tamten był całkiem niezły
Sheeva- Prosze cię nie przypominaj mi tego
Odrazu potem zamieniłam się w Lust
Lust- Czas na troche zabawy
Sheeva- Sloth zrób miejsce ja też mam ochote się przespać
Sloth- Nie ma problemu
I zasnęłam a kiedy się obudziłam widziałam jak Lust leżała koło jakiegoś chłopaka (dobrze, że chłopaka) Chyba troche przesadziła ze spaniem bo inaczej już by jej przy nim nie było. Przejęłam kontrole i próbowałam wyjść ale on się obudził
Chłopak- Chej gdzie idziesz?
Sheeva- Do domu
Chłopak- Nie zostaniesz na śniadanie?
Sheeva- Wybacz ale musze iść
On złapał mnie za ręke i niewiem czemu przectawił mi się

<Ktoś?>

Od Gareta cd Kiry

Chwile po tym jak wybiegła kira do pokoju wszedł Knockout
Knockout- Cześć
Garet- Witaj masz te organy o które prosiłem?
Knockout- Tak są w tej lodówce
Garet- Dzięki przydałeś się
Knokout- Jagbyś potrzebował czegoś jeszcze to proś
I wyszedł z pokoju. Ja jednak ciągle myślałem o Kirze
- powinienem do niej pójść i ją prz ... prze ... szlak to będzie trudniejsze niż myślałem
Wyszedłem na dwór i zobaczyłem ją siedzącą pod drzewem. Podszedłem do niej i odrazu się odezwałem
- Ja prz. ... Prze ... Wybacz za to co powiedziałem jesteś jedyną nie irytującą mnie nastolatką i powinienem ci okazać troche szacunku
-Zapamiętam to sobie staruszku a teraz idz sobie
-Ale...
-Powiefdziałam idz sobie
Nie było co znią teraz dyskutować jednak poczułem się urażony niedość, że ja przepraszałem to jeszcze tych przeprosin nie przyjeła. A przez to, że skończyły mi się ciała musiałem pójść po nowe.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Od Noemi

Planowałam wyruszyć w jednodniową podróż z siedziby najemników do mego rodzinnego domu Lasu Grzybów, gdy nagle przybiegł do mnie zakapturzony mężczyzna ze zleceniem. Po  kolorach ubioru zakładałam, że to członek Need Evil. Zdjął maskujący kaptur, a przed moimi oczami ujawniła się bardzo przystojna twarz. Jego rysy twarzy były mocne i zdecydowane. Oczy miał krwisto czerwone, a włosy ciemno brązowe z czarnawymi pasemkami. Po chwili milczenia przeleciał wzrokiem po moim ciele, a ja oblałam się rumieńcem, przez co się zawstydziłam i uśmiechnęłam nieśmiale.
- Oferuję ci 150 monet.
- Czego chcesz? - starałam się być twardą i niezależną, ale nie byłam zbyt dobrą aktorką.
- Jako elfica nie jesteś  zaawansowanym kłamcą - kurde zauważył - szukam pomocnika. Wyruszam w wyprawę do jaszczurów, ale sam nie dam rady jestem na liście bardzo poszukiwanych, a za moją głowę oferują 3000 monet.
- Czemu idziesz z prośbą do mnie?
- Jesteś za słaba, - SŁABA?! - żeby mnie zabić i mogę ci zaufać. Narazie dla bezpieczeństwa nie podam ci mojej godności, za to ty możesz się przedstawić bez konsekwencji - lekko obrażona odpowiedziałam.
- Jestem Noemi.
- Ładne imię, Noemi.
- Dzięki. Mógłbyś chociaż zdradzić twoją rasę, członku Need Evil. Wilkołak, mag, człowiek, może wampir ...
- Demon - uzupełnił.
Trochę się przestraszyłam. Chodzą pogłoski, że są bezwzględni dla przeciwnika i bez problemu pozbywają się dowodów zbrodni. Likwidują przeszkody jak ogień drzewa.
Nagle nieznajomy złapał mnie za rękę i powiedział jakby w myślach "Nie bój się mnie, nic ci nie zrobię". Po namyśle powiedziałam
- Dobra,to kiedy wyruszamy? - on tylko się uśmiechnął i sięgnął do kieszeni. Wyjął pogniecioną, starą kartkę, ale po rozwinięciu ukazała się mapa do miasta jaszczurów.
- Nigdy nie widziałam takiej mapy.
- Jest prosto z tego miejsca.
- Ale skoro byłeś już w mieście sam to po co ci moja pomoc.
- To było dawno - jego ton zmienił się na bardziej groźny, może trochę przerażający - nie zdobyłem aż tylu wrogów , którzy mogliby zadać mi ciosy sztyletem, który mógłby zgładzić nieśmiertelnego. Za dużo gadamy, lepiej odpowiednio się wyposaż, weź towarzysza. Duffai jest wystarczająco dobrym rumakiem. Spotkajmy się u skraju lasu za trzy kwadranse.
Pobiegłam po torbę z posiłkiem, po czym zeszłam do stajni, w której mieszkała moja klacz Duffai. Jej kara maść pasuje do zamkowych czapraków, a siodło i ogłowie były szyte na miarę. Wezmę derkę na wszelki wypadek.       Po ubraniu konia wyszłam na zewnątrz, tam przywitało mnie grzejące słońce. Bez trudu wsiadłam na konia i wyruszyłam w drogę. Minęło pół godziny, a ja byłam już niedaleko puszczy. Niebo zaszły chmury, a wiatr wiał tak mocno, że prawie zleciałam z konia. Bałam się, że Duffai była zmęczona, więc przeszłam do stępu. Nieznajomy już czekał, hmm bardzo punktualny jak na doemona. Gdy klacz zyskała energię podgalopowałyśmy do miejsca spotkania. Obok mężczyzny stał ogier o maści kasztanowej. Gdy zobaczył Duffai zarżał i uderzył kopytem o ziemię. Ona zaś jak prawdziwa dama zlekceważyła zaloty i zaczęła skubać trawę.
Nieznajomy uśmiechnął się tajemniczo i powiedział:
- Nie spodziewałem się takiej punktualności.
- A ja jestem zadziwiona twym przyjściem przed czasem, po cóż ten pośpiech demonie - uśmiechnęłam się niczym Mona Lisa na obrazie DaVinci'ego - chciałabym zawrzeć z tobą układ.
- Tak? - zaciekawiony podszedł bliżej, że byłam w stanie wyczuć zapach siarki.
- Wybierz nazwę dla siebie, żebym mogła się do ciebie jakkolwiek zwrócić - widocznie to pytanie go zaskoczyło, ponieważ na twarzy wymalowała się zmieszana mina.
Dość długo milczał prawdopodobnie z powodu zadanego pytania. Ja za to miałam już parę na myśli.
- Aro, Flame, Inferno, lub Victor. Wybierz - szyderczo się uśmiechnęłam, ponieważ na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie.
- Victor odpada, hmm na pewno nie Aro. Może być Flame, lub Inferno.
- Ciężka decyzja - powiedziałam. - Chyba wolę Flame.
On się uśmiechnął.
- To niech będzie Flame.
Wsiedliśmy na konie i ruszyliśmy w stronę lasu. Przemierzaliśmy puszczę, gdy nagle zza potężnych drzew wyskoczyli zamaskowani mężczyźni.
- Oddajcie nam wszystko co macie, łącznie z pożywieniem - wykrzyczał najniższy z nich. - I to już! - miał mocny głos, co powodowało większy respekt.
Podszedł do mnie młody, chudy chłopak. Wyglądał na wystraszonego i zmieszanego. Wyjął sztylet i zaczął nim przede mną wymachiwać.

<Ktokolwiek( ^ω^  )

Od Kiry CD Greta

-A tak w ogóle, to co ty tam robisz?
-Eksperymentuję..
-A dokładniej?
-Wiesz, jednak jesteś taka, jak inne małolaty...
-To znaczy? - warknęłam.
-Irytująca.
-A ty... A zresztą.. - fuknęłam i pobiegłam pod drzewo. Tam usiadłam i używając połowy smoczych mocy utworzyłam małą kulkę ognia i zaczęłam ją podrzucać.

< Garet? Mało czasu.. :c >