Zrzucił z siebie kurtkę i tak samo czarny sweter. Nie ważne że teraz był pół nagi, bo liczyła się dziewczyna. Sprawnie porwał materiał, jakby codziennie ratował innych z kłopotów. Zadziwiająco blisko prawdy, lecz także znacznie daleko. Nie zwracał uwagi na to czy mu pozwoli czy nie i zaczął owijać prowizorycznym bandarzem jej talię. Gdy skończył, przyjrzał się twarzy poszkodowanej.Była bardzo zmęczona. Pomógł jej wstać i wiele nie myśląc wziął ją na ręce.
-Co robisz...?
Spytała słabo.
-Przenoszenia w bezpieczne miejsce.
Jedynym miejscem był dom, a nieznajoma chyba zaczeła tracić przytomność. Urzył prętkości, aby trafić jak najszybciej w plątaninie budynków. Otworzył kopniakiem drzwi. Głos siostry doszedł go z kuchni.
- Chris! Te drzwi i tak mają dużą wytrzymałość.
- Cisza!
Zaniusł dziewczynę do pokoju gościnnego i zaczął szukać apteczki. Izzy rzuciła mu podłużne pudełeczo z krzyżykiem i podeszła do kobiety.
-Pomoge ci.
Rozerwała folie bandaża. Chłopak ją podniusł, a Isabelle zdjęła strzępy swetra i załorzyła czysty porządny opatrunek. Powoli, delikatnie ułorzył ją z powrotem na miękkim łóżku. Zeszli na dół do kuchni i czekali, aż ranna się obudzi.
