Planowałam wyruszyć w jednodniową podróż z siedziby najemników do mego
rodzinnego domu Lasu Grzybów, gdy nagle przybiegł do mnie zakapturzony
mężczyzna ze zleceniem. Po kolorach ubioru zakładałam, że to członek
Need Evil. Zdjął maskujący kaptur, a przed moimi oczami ujawniła się
bardzo przystojna twarz. Jego rysy twarzy były mocne i zdecydowane. Oczy
miał krwisto czerwone, a włosy ciemno brązowe z czarnawymi pasemkami.
Po chwili milczenia przeleciał wzrokiem po moim ciele, a ja oblałam się
rumieńcem, przez co się zawstydziłam i uśmiechnęłam nieśmiale.
- Oferuję ci 150 monet.
- Czego chcesz? - starałam się być twardą i niezależną, ale nie byłam zbyt dobrą aktorką.
- Jako elfica nie jesteś zaawansowanym kłamcą - kurde zauważył - szukam pomocnika. Wyruszam w wyprawę do jaszczurów, ale sam nie dam rady jestem na liście bardzo poszukiwanych, a za moją głowę oferują 3000 monet.
- Czemu idziesz z prośbą do mnie?
- Jesteś za słaba, - SŁABA?! - żeby mnie zabić i mogę ci zaufać. Narazie dla bezpieczeństwa nie podam ci mojej godności, za to ty możesz się przedstawić bez konsekwencji - lekko obrażona odpowiedziałam.
- Jestem Noemi.
- Ładne imię, Noemi.
- Dzięki. Mógłbyś chociaż zdradzić twoją rasę, członku Need Evil. Wilkołak, mag, człowiek, może wampir ...
- Demon - uzupełnił.
Trochę się przestraszyłam. Chodzą pogłoski, że są bezwzględni dla przeciwnika i bez problemu pozbywają się dowodów zbrodni. Likwidują przeszkody jak ogień drzewa.
Nagle nieznajomy złapał mnie za rękę i powiedział jakby w myślach "Nie bój się mnie, nic ci nie zrobię". Po namyśle powiedziałam
- Dobra,to kiedy wyruszamy? - on tylko się uśmiechnął i sięgnął do kieszeni. Wyjął pogniecioną, starą kartkę, ale po rozwinięciu ukazała się mapa do miasta jaszczurów.
- Nigdy nie widziałam takiej mapy.
- Jest prosto z tego miejsca.
- Ale skoro byłeś już w mieście sam to po co ci moja pomoc.
- To było dawno - jego ton zmienił się na bardziej groźny, może trochę przerażający - nie zdobyłem aż tylu wrogów , którzy mogliby zadać mi ciosy sztyletem, który mógłby zgładzić nieśmiertelnego. Za dużo gadamy, lepiej odpowiednio się wyposaż, weź towarzysza. Duffai jest wystarczająco dobrym rumakiem. Spotkajmy się u skraju lasu za trzy kwadranse.
Pobiegłam po torbę z posiłkiem, po czym zeszłam do stajni, w której mieszkała moja klacz Duffai. Jej kara maść pasuje do zamkowych czapraków, a siodło i ogłowie były szyte na miarę. Wezmę derkę na wszelki wypadek. Po ubraniu konia wyszłam na zewnątrz, tam przywitało mnie grzejące słońce. Bez trudu wsiadłam na konia i wyruszyłam w drogę. Minęło pół godziny, a ja byłam już niedaleko puszczy. Niebo zaszły chmury, a wiatr wiał tak mocno, że prawie zleciałam z konia. Bałam się, że Duffai była zmęczona, więc przeszłam do stępu. Nieznajomy już czekał, hmm bardzo punktualny jak na doemona. Gdy klacz zyskała energię podgalopowałyśmy do miejsca spotkania. Obok mężczyzny stał ogier o maści kasztanowej. Gdy zobaczył Duffai zarżał i uderzył kopytem o ziemię. Ona zaś jak prawdziwa dama zlekceważyła zaloty i zaczęła skubać trawę.
Nieznajomy uśmiechnął się tajemniczo i powiedział:
- Nie spodziewałem się takiej punktualności.
- A ja jestem zadziwiona twym przyjściem przed czasem, po cóż ten pośpiech demonie - uśmiechnęłam się niczym Mona Lisa na obrazie DaVinci'ego - chciałabym zawrzeć z tobą układ.
- Tak? - zaciekawiony podszedł bliżej, że byłam w stanie wyczuć zapach siarki.
- Wybierz nazwę dla siebie, żebym mogła się do ciebie jakkolwiek zwrócić - widocznie to pytanie go zaskoczyło, ponieważ na twarzy wymalowała się zmieszana mina.
Dość długo milczał prawdopodobnie z powodu zadanego pytania. Ja za to miałam już parę na myśli.
- Aro, Flame, Inferno, lub Victor. Wybierz - szyderczo się uśmiechnęłam, ponieważ na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie.
- Victor odpada, hmm na pewno nie Aro. Może być Flame, lub Inferno.
- Ciężka decyzja - powiedziałam. - Chyba wolę Flame.
On się uśmiechnął.
- To niech będzie Flame.
Wsiedliśmy na konie i ruszyliśmy w stronę lasu. Przemierzaliśmy puszczę, gdy nagle zza potężnych drzew wyskoczyli zamaskowani mężczyźni.
- Oddajcie nam wszystko co macie, łącznie z pożywieniem - wykrzyczał najniższy z nich. - I to już! - miał mocny głos, co powodowało większy respekt.
Podszedł do mnie młody, chudy chłopak. Wyglądał na wystraszonego i zmieszanego. Wyjął sztylet i zaczął nim przede mną wymachiwać.
<Ktokolwiek( ^ω^ )
- Oferuję ci 150 monet.
- Czego chcesz? - starałam się być twardą i niezależną, ale nie byłam zbyt dobrą aktorką.
- Jako elfica nie jesteś zaawansowanym kłamcą - kurde zauważył - szukam pomocnika. Wyruszam w wyprawę do jaszczurów, ale sam nie dam rady jestem na liście bardzo poszukiwanych, a za moją głowę oferują 3000 monet.
- Czemu idziesz z prośbą do mnie?
- Jesteś za słaba, - SŁABA?! - żeby mnie zabić i mogę ci zaufać. Narazie dla bezpieczeństwa nie podam ci mojej godności, za to ty możesz się przedstawić bez konsekwencji - lekko obrażona odpowiedziałam.
- Jestem Noemi.
- Ładne imię, Noemi.
- Dzięki. Mógłbyś chociaż zdradzić twoją rasę, członku Need Evil. Wilkołak, mag, człowiek, może wampir ...
- Demon - uzupełnił.
Trochę się przestraszyłam. Chodzą pogłoski, że są bezwzględni dla przeciwnika i bez problemu pozbywają się dowodów zbrodni. Likwidują przeszkody jak ogień drzewa.
Nagle nieznajomy złapał mnie za rękę i powiedział jakby w myślach "Nie bój się mnie, nic ci nie zrobię". Po namyśle powiedziałam
- Dobra,to kiedy wyruszamy? - on tylko się uśmiechnął i sięgnął do kieszeni. Wyjął pogniecioną, starą kartkę, ale po rozwinięciu ukazała się mapa do miasta jaszczurów.
- Nigdy nie widziałam takiej mapy.
- Jest prosto z tego miejsca.
- Ale skoro byłeś już w mieście sam to po co ci moja pomoc.
- To było dawno - jego ton zmienił się na bardziej groźny, może trochę przerażający - nie zdobyłem aż tylu wrogów , którzy mogliby zadać mi ciosy sztyletem, który mógłby zgładzić nieśmiertelnego. Za dużo gadamy, lepiej odpowiednio się wyposaż, weź towarzysza. Duffai jest wystarczająco dobrym rumakiem. Spotkajmy się u skraju lasu za trzy kwadranse.
Pobiegłam po torbę z posiłkiem, po czym zeszłam do stajni, w której mieszkała moja klacz Duffai. Jej kara maść pasuje do zamkowych czapraków, a siodło i ogłowie były szyte na miarę. Wezmę derkę na wszelki wypadek. Po ubraniu konia wyszłam na zewnątrz, tam przywitało mnie grzejące słońce. Bez trudu wsiadłam na konia i wyruszyłam w drogę. Minęło pół godziny, a ja byłam już niedaleko puszczy. Niebo zaszły chmury, a wiatr wiał tak mocno, że prawie zleciałam z konia. Bałam się, że Duffai była zmęczona, więc przeszłam do stępu. Nieznajomy już czekał, hmm bardzo punktualny jak na doemona. Gdy klacz zyskała energię podgalopowałyśmy do miejsca spotkania. Obok mężczyzny stał ogier o maści kasztanowej. Gdy zobaczył Duffai zarżał i uderzył kopytem o ziemię. Ona zaś jak prawdziwa dama zlekceważyła zaloty i zaczęła skubać trawę.
Nieznajomy uśmiechnął się tajemniczo i powiedział:
- Nie spodziewałem się takiej punktualności.
- A ja jestem zadziwiona twym przyjściem przed czasem, po cóż ten pośpiech demonie - uśmiechnęłam się niczym Mona Lisa na obrazie DaVinci'ego - chciałabym zawrzeć z tobą układ.
- Tak? - zaciekawiony podszedł bliżej, że byłam w stanie wyczuć zapach siarki.
- Wybierz nazwę dla siebie, żebym mogła się do ciebie jakkolwiek zwrócić - widocznie to pytanie go zaskoczyło, ponieważ na twarzy wymalowała się zmieszana mina.
Dość długo milczał prawdopodobnie z powodu zadanego pytania. Ja za to miałam już parę na myśli.
- Aro, Flame, Inferno, lub Victor. Wybierz - szyderczo się uśmiechnęłam, ponieważ na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie.
- Victor odpada, hmm na pewno nie Aro. Może być Flame, lub Inferno.
- Ciężka decyzja - powiedziałam. - Chyba wolę Flame.
On się uśmiechnął.
- To niech będzie Flame.
Wsiedliśmy na konie i ruszyliśmy w stronę lasu. Przemierzaliśmy puszczę, gdy nagle zza potężnych drzew wyskoczyli zamaskowani mężczyźni.
- Oddajcie nam wszystko co macie, łącznie z pożywieniem - wykrzyczał najniższy z nich. - I to już! - miał mocny głos, co powodowało większy respekt.
Podszedł do mnie młody, chudy chłopak. Wyglądał na wystraszonego i zmieszanego. Wyjął sztylet i zaczął nim przede mną wymachiwać.
<Ktokolwiek( ^ω^ )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz