niedziela, 30 listopada 2014

Od Vierry CD Malthaela

Nie ruszyło jej to, nawet nie drgnęła.-Sądząc po twojej wypowiedzi, dajesz mi wybór. Albo otchłań, albo lustro, tak? Wolę lustro-powiedziała wzruszając ramionami. Wiedziała że mówi poważnie, błędem by było sądzić że jest inaczej. Ale co jej zostało? Mogła się już przekonać że nie ma z nim żartów. Lub po prostu zacznie go męczyć po swojemu, wywali ją i wszystko wróci do normy-Vierra Aley znów będzie sama.
-Twoje szczury są tak samo urocze jak i ty Maltuś. Ty jesteś okropnie źle wychowany, nie wiesz że kobiety się bez pytania nie całuje?-fuknęła na niego i z otwartej dłoni(która była jeszcze wolna) walnęła go z liścia. Czyli nieświadomie zaczęła pokaz swojego trudnego charakteru.-Druga sprawa jest taka, ten fotel powinien stać bardziej na lewo, tam gdzie swoi teraz, źle wygląda. I ostatnie rzecz demonie z piekła rodem, skoro nie chcesz mnie widzieć, wystarczyło powiedzieć a nie odstawiać szopkę.-To zdanie niemal że wywarczała wyrywając swoją dłoń z żelaznego uścisku. Przeszła przez pokój krokiem zdenerwowanej kobiety i wyszła trzaskając drzwiami.
Nie! Ach, nie miałam trzaskać. Wyszło gorzej niż to planowałam-pomyślała z westchnieniem kierując się na najwyższe partie zamku. Ściemniało się, księżyc zaraz wejdzie na niebo...Taka chwila wytchnienia po ciężkim dniu. Czuła się zmieszana, chyba naprawdę polubiła tego demona.

<Malthael? XD>

Need Evil-Nowy Członek

W Need Evil pojawił się demon o uroczej twarzyczce-Alice Baskervill.

Need Evil-Nowy Członek!

Tak, Need Evil zaczyna się zapełniać. Nowa członkini, Rita Targaryen.

Iluminaci-Nowy Członek!

Witamy nowego członka Edgara Allana Rayfloa Reynoldsa!

Od Aryi Cd. Draygona

Złapał mnie za rękę i pociągnął ku wyjściu. Nie miałam nic przeciwko spaceru więc dałam się wyprowadzić. Zeskoczyliśmy ze skalnej półki i skierowaliśmy w stronę lasu. Było chłodno, ale rześko. Świeże powietrze wypełniało nozdrza i napełniała duszę szczęściem. Nie wiem co było lepsze. To, że było tak rześko i przyjemnie czy to że Draygon stał tuż obok mnie. Chyba to drugie... Bałam się tego przyznać nawet przed sobą, ale się zakochałam. Bałam się, że miłość mnie ograniczy, ale serce nie sługa. Nie mogę nic z tym zrobić... Spacerowaliśmy leśną ścieżką gawędząc wesoło. Crajzi latała nad nami co jakiś czas zataczając kręgi niczym polujący jastrząb. Po jakimś czasie poczułam świeżą morską bryzę owiewającą mi twarz. Świeży morski zapach nasilał się coraz bardziej. Pewnie już niedaleko do morza. Nie myliłam się. Po paru minutach zza drzew wyłoniła się niewielka zatoka. Poczułam pod stopami sypki, miękki piasek. Do moich uszu doszedł krzyk mew i szum fal.
- To tutaj - Draygon uśmiechnął się do mnie i wskazał drogę.
Już po chwili siedzieliśmy razem na plaży trzymając się za ręce jak dawni przyjaciele, a przecież znamy się tak krótko. Cieszyłam się chwilą i podziwiałam widoki.
- Ślicznie tutaj - szepnęłam i spojrzałam na chłopaka.

<Draygon?>

Od Isabelle CD Artura

Pokręciłam przecząco głową.
- Jaki dzień dobroci dla zwierząt. Nie da sobie rady. Nie bez krwi. Chociaż to nie nasz problem.
Wzruszyłam ramionami.
- Zdrajca!- fukną na mnie Kir.
Spojrzałam na niego obojętnie.
- Nie. Ja poluje na tych co nimi są.
Odwróciłam się.
- Widzi mi się na treningu Chris. Na razie.
- Jasne siostrzyczko. - warkną na rudowłosego dampira, który zaczął się szamotać. Wyszłam z budynku i zdjęłam łuk z pleców. Znalazłam coś...sala treningowa chyba. Strzelał am raz za razem w sam się środek tarczy nigdy nie pudłując.

<Artur?>

Od Malthaela - Cd. Vierry

Skierował na nią zaskoczoną twarz, zaraz jednak spochmurniał. W pomieszczeniu zrobiło się znacznie ciemniej i zimniej. Coś małego przebiegło pod ścianą, chrobocząc pazurkami. Zaraz potem dołączyło do niego drugie. Nie można jednak było dostrzec szczegółów. Zbyt szybko się poruszały. Vierra zerknęła w lewo i wyskoczyła z fotela. Na oparciu przyczaił się wyjątkowo paskudny gryzoń. Podobny do szczura ale większy, z czerwonymi, inteligentnymi oczami. Niestety zębiska też miał spore.
- Masz szczury. - powiedziała odsuwając się na bezpieczną odległość.
Uśmiechnął się strasznie.
- To moje sługi. Przydatne gdy nie widzę.
- Aaa, czyli oszukujesz? - zapytała kręcąc nieco głową.
Westchnął nieco teatralnie.
- Świat polega na kłamstwie. Opiera się na nim. A ty jesteś dokładnie tam gdzie chciałem. - powiedział zamykając oczy. - Zastanawiałem się co z tobą zrobić. Czy zamknąć w jednym z luster, albo wysłać do otchłani.
- Nie dałbyś rady.
Kontynuował nie słysząc jej.
- Tam gdzie panuje wieczna noc. Temperatura nie spada poniżej czterdziestu pięciu stopni w klimatyzowanych budynkach a na zewnątrz nie mogłabyś zaczerpnąć powietrza. Spaliłabyś się. Mój dom to bardzo gorące miejsce. Nie ma w nim lodu i nie będzie nigdy.
- Chcesz mnie przestraszyć? Kiepsko ci idzie.
W sekundę był przy niej. Unieruchomił dłonie, mocno zaciskając nadgarstki. Musnął ustami jej szyję.
- Lubię cię czarodziejko a to raczej rzadkie, ale nie będę tolerował twojej osoby gdy jestem ślepy.

<Vierra? :3 >

Od Connora CD Lumen

Lumen wpadła w głęboki dół. Nie wiadomo jak, ale wpadła. Miałem chęć ją tam zostawić, ale nie mogłem. Po prostu nie mogłem. Choćby siłą... wróciłbym.
Wskoczyłem w głęboki dół, aby jej poszukać. Czułem, jak woda kapiąca z sufitu opadała na moją twarz. Już całkowicie pomijając fakt, że z trudem poruszałem się w niegłębokiej lecz sięgającej mi do ponad pasa rzece. Później woda zaczęła robić się głębsza... nie dawałem już rady. Nurt rzeki poniósł mnie sam w głąb tego... "czegoś".
Znalazłem się na w dziwnym miejscu. Jaskinia (bo to chyba była jaskinia...) znów dzieliła się na kolejny głęboki dół. Bez namysłu zacząłem schodzić po skałach. Były one niesamowicie śliskie. Ale szedłem dalej, nie miałem zamiaru się poddawać.
Dotarłem do małego, skalistego pomieszczenia. Zobaczyłem ją.
-Lumen! -zawołałem.
-Nie, nie podchodź! Conn...!
-Interesująca gra, nieprawdaż? -mówił to ktoś, z nieznanym mi wcześniej głosem. Chyba, nieznanym...
-O co chodzi!? Jaka znowu zjebana gra!?
-Więc znów powracasz to swojej dawnej postaci?
-Jaka kurwa dawna postać!? Kim ty w ogóle jesteś!?
-Widzisz... jest pewna sprawa. Obecna tu dziewczyna właśnie została przez ciebie porwana. Zgadza się? Nie próbuj zaprzeczać Black. -mówiła to osoba, której bardzo zależało na zlikwidowaniu mnie.
-...porwana? -zdziwiłem się. Z tego co pamiętam, Lumen zgubiła się, a następnie pragnęła zwiedzić ogrody i bibliotekę... ale to już było później...
-To nieprawda! Nie zostałam wcale porwana! Wypuść mnie! -Nocte sprzeciwiała się.
-Nocte, ja... czy ja cię zraniłem?
-Nie!
Zauważyłem, że osoba, która wymyśliła ten podstęp zamknęła dziewczynę w klatce... Okropność. Nawet ja już tego od dawna nie robię.
-Możemy zawrzemy układ, co? Ja ją wypuszczę, a ty grzecznie pozwolisz mi odciąć ci głowę. Co ty na to? -mówił to z taką łatwością... nawet nie mam pojęcia kim on był. Nie widziałem jego twarzy. Stałem nieruchomo w miejscu i nie miałem odwagi nic mówić.
-Wybieraj.
Głęboko westchnąłem.
-W porządku.
-A dokładniej...?
-Najpierw masz ją wypuścić. Na moich oczach.
-To było takie proste... -mężczyzna zaczął się śmiać...
-Black... -usłyszałem jej cichy głos.
Kto wie? Być może ostatni?

<Lumen? :3 Co będzie dalej!? XD>

Od Malthaela CD Rachel

Usiadłem obok niej, z satysfakcją obserwując reakcję. Zaczynał mi smakować jej strach i dziwne uczucia które wywoływałem. Odrobinę…
-Need Evil. Nie. -opadła na poduszki.
-No właściwie nie dokładnie. -powiedziałem.
Otworzyła oczy i spojrzała uważniej.
-Gdzie jesteśmy?
-U mnie. W moim świecie koszmarów. Znalazłem idealne miejsce stokrotko.
Ponownie usiadła i rozejrzała się. Za oknami panowała nieprzenikniona noc. Ściany były ciemne i wręcz pulsowały zaklęciami koszmarów. Meble znalazłem jednak ładne, specjalnie się o nie postarałem. Nie, nie dla niej. Czasami miewałem gości. Zwykle jednak byli przymusowi. W kominku wzorowanym na paszczę smoka, palił się ogień.
-To twój zamek?
-Kaplica. Kiedyś składano tu ofiary. Może znów będę to praktykował? -zapytałem z uśmiechem i wodziłem palcem po jej dłoni.
Wyrwała ją i wstała podchodząc do pobliskiej ściany
 -Nie robiłbym tego na twoim miejscu. -szepnąłem.
Jak na życzenie z czarnej powierzchni wychynęły koszmarne macki chcąc ją wciągnąć w czeluść. Odskoczyła i ponownie znalazła się obok mnie. No jaki ten świat mały.

<Rachel? xD>

Od Lumen CD Connora

Przytuliłam się do niego mocniej i oparłam głowę na ramieniu. Było tak przyjemnie. Nigdy jeszcze nie czułam się tak miło i bezpiecznie. Jednak irytujący głosik wspomniał słowa Tibora. O czym on mówił? Connor zboczeńcem? Terrorystą? Niemożliwe. Delikatnie odsunęłam się od niego.
-Zastanawiam się jak to możliwe, że spotkałam właśnie ciebie. Miałam wielkie szczęście. -powiedziałam przepełniona radością.
Upomniałam się do zachowania spokoju, gdyż ponownie wywołałam mały rumieniec na jego policzkach. Gdy usłyszeliśmy dziwny hałas z lewej strony zamarliśmy. Okazało się jednak, że to tylko zwierzęta. Żadne dla nas zagrożenie. Odetchnęłam z ulgą i pociągnęłam go za rękę w stronę siedziby Iluminatów. Uparcie chciałam mu ją pokazać. W końcu my też nie jesteśmy źli. Po chwili coś niebezpieczne chrupnęło pod moimi nogami. Pisnęłam czując jak ziemia się osuwa. Nie zdołałam jednak złapać się Connora. Poleciałam w dół w czeluść mroku. Długim, pokrytym mchem tunelem przejechałam spory kawałek. Zaraz potem wpadłam do lodowatej wody i poniósł mnie silny prąd. Podziemna jaskinia i rwąca rzeka zagarnęły mnie we władanie. Nie mogłam wypłynąć na powierzchnię. Z trudem łapałam oddech w tych rzadkich momentach. Nie mogłam krzyczeć, musiałam oszczędzać siły.
Poczułam niesamowicie silny ból w nodze gdy uderzyłam o wystające skały. Zapanowała ciemność.
Gdy otworzyłam oczy pierwszym co poczułam był niesamowity ból w nodze, głowie i całym ciele. Potem przyszło zimno. Jęknęłam i przewróciłam się na plecy, wypluwając wodę. Musiałam być głęboko pod ziemią. Część ciała nadal miałam zanurzoną w lodowatej wodzie. Nie miałam sił, to tak strasznie bolało. Wiedziałam jednak, że jestem sama.

<Connor? :3 >

Od Rachel CD Malthaela

Co on z tego będzie miał? Wiedziałam, że nie ujdzie mi to tak łatwo...
-S-satysfakcję?
-To już mam. Coś innego?
Jak to ma? Z czego on może mieć satysfakcję!? Z tego, że znalazł mój czuły punkt i się na mnie teraz bezczelnie wyżywa!?
-Wiesz... ch-chyba nic... -zaczynałam słabnąć.
Straciłam przytomność. Nie pamiętałam co się stało. Jedynie co mi się przypomniało, to słowa Malthaela: "Sądziłem, że dłużej wytrzymasz". I to było wszystko.
Obudziłam się w nieznanym mi wcześniej pomieszczeniu. Było tam ciepło, co poprawiło mi nastrój.
-...Malthael? -wyjąkałam. Wciąż było mi słabo.
-Dzień Dobry kochanie. Obudziłaś się?
Zamarłam. Milczałam. Co tu do cholery się dzieje?
-Witaj w zamku Need Evil. -uśmiechał się...

<Malthael? xd>

Od Malthaela CD Rachel

Prosiła mnie. Przyznam, że to było miłe. Przynajmniej tak podejrzewałem, gdyż oprócz satysfakcji nie czułem nic. Zastanawiałem się czy kiedyś mógłbym się nauczyć jak należy czuć właściwie. Wątpię ale irytowało mnie to. Może gdybym się postarał mogłaby mi pokazać? Uznałem jednak, że to raczej niewykonalne.
- Prosisz? -zbliżyłem się jeszcze nieco.
Zadrżała leciutko. Specjalnie uchyliłem odrobinę skrzydła aby poczuła lodowaty powiew. Tak jak myślałem, była zmuszona podejść o kroczek do mnie. Wylądowała wprost w moich ramionach. Chwyciłem ją mocniej wokół talii.
-Powiedz mi kwiatuszku, dlaczego zostałaś strzygą? -zacząłem lekko muskać ustami jej skórę. -Nie radzę ci mnie gryźć. Uwierz moja krew jest raczej trująca. -ostrzegłem ją.
Ciekawe czy by umarła po jej skosztowaniu jak wielu przed nią? Może kiedyś to sprawdzę?
-Proszę cię, zabierz mnie stąd. Chwyciłem ją mocniej za ramiona i zmusiłem do spojrzenia prosto w oczy.
- A co z tego będę miał?
Speszyła się nieco i szukała wzrokiem odpowiedzi. Nie na wiele jej się to raczej zdało skoro otaczała nas pustka lodów.

<Rachel? xD>

Od Rachel CD Malthaela

Tak ciepło... tak bardzo ciepło... A to sprawka tych czarnych skrzydeł...
-Proszę... -cicho wyszeptałam.
-Choć w prawdzie nie mówiłem, że się zgodzę. -odrzekł.
Nie narzekałam, bo to co chciałam to dostałam - ciepło. Nie chodziło mi dokładnie o to, ale i tak się liczy. W tym momencie zaczęłam się uśmiechać.
-Miło?
-Taaak... -całkowicie się rozpłynęłam.
-Zdaję mi się, że zaczynam być zbyt uprzejmy, wiesz?
Miałam zamknięte oczy i nie widziałam zbyt wiele - w sumie to nic nie widziałam i kompletnie nie miałam pojęcia o tym, jak bardo blisko mnie stoi Malthael. Kiedy już się zorientowałam w tej niezręcznej sytuacji, odsunęłam się jak najdalej mogłam. Momentalnie zrobiło mi się niewiarygodnie zimno...
-Jak na wampira to masz dość późne reakcje. -zaczął się śmiać.
-To nie jest śmieszne! -chciałam się w jakikolwiek sposób obronić, ale tylko to mi przyszło do głowy.
-Sama do mnie przyszłaś. W każdej chwili mogę cię tu zostawić samą, nie zapominaj. -mówił to tak, jakby sprawiało mu to radość. Niech lepiej przestanie się mną bawić...
-Zabierz mnie już stąd... Proszę...

<Malthael? Zabierz ją... ona tak ładnie prosi (ale nie musisz) XD>

Od Malthaela CD Selene

Podszedł do niej zdecydowanie bliżej niż należało.
-Bo to byłoby strasznie nudne, nie uważasz? Pomieszkamy sobie razem, a ja się nieco pobawię. Potem cię zabiję, bo tak mi na rękę.
Krzyknęła i zaczęła uciekać. O to mu właśnie chodziło. Wprost promieniał straszliwą radością. Korytarze zdawały się ciągnąć w nieskończoność. Wiły się niczym węże. Nie było nawet drzwi, ani jednych. Nagle ogarnęła ją ciemność i potknęła się z krzykiem. Wpadła prosto w jego ramiona i znalazła w salonie, ładnie oświetlonym blaskiem kominka. Wygodne fotele o czerwonych obiciach kontrastowały z czarnymi ścianami i wysokimi regałami, jednak niemal pustymi. Chciała się wyrwać ale jej nie pozwolił. Zamiast tego przyciągnął bliżej.
-Mmm duszyczko, tak szybko chcesz uciec? Nie zostaniesz na obiad?
-Zostaw mnie w spokoju!
-Ofiaruję ci spokój. -dotknął jej policzka niemal pieszczotliwie.
-Taki wieczny. Jesteś idealną ofiarą.
-Zaraz przestanę ją być.
Mimo odważnych słów czuł jej słodki strach. Zbliżył się jeszcze bardziej i pocałował lekko w kark.
-Nie pozwolę na to.

<Selene? xD>

Od Letrance CD Daichiego

Chłopak wyciągnął w moją stronę rękę. Gdy miałam zrobić to samo, w ostatnim momencie zrezygnowałam z tego. On był miły. Aż podejrzanie. Zmrużyłam lekko oczy i popatrzyłam na niego nieufnie.
-Mhm, przepraszam. Jestem Daichi miło mi cię poznać... yyy... jak się nazywasz?-zreflektował się.
-"Czym jest nazwa? To, co zwiemy różą, pod inną nazwą również by pachniało."-odpowiedziałam kpiąco jednak po chwili dopowiedziałam już normalnie.-Letrance.
-A ten cały Black. To kim on jest? Wampir, wilkołak, elf?-spytałam po chwili wymieniając różne rasy. W końcu skoro jest taki groźny, to powinnam coś o nim wiedzieć.
-Człowiek-odpowiedział na co ja zaśmiałam się głośno. Myślałam bardziej, że będzie to jakiś demon, ale o człowieku to nawet nie pomyślałam.
-Lekceważysz mnie. A to błąd-momentalnie przestałam się śmiać. Słowa te wypowiedziałam bardzo poważnie po czym znów się roześmiałam.
-"Czymże jest człowiek, jeżeli najwyższym
Jego zadaniem i dobrem na ziemi
Jest tylko spanie i jadło? Bydlęciem,
Szczerym bydlęciem."-zacytowałam jeden z moich ulubionych framgmentów z kpiną w głosie. Chłopak towarzyszący mi musiałby ogłuchnąć, żeby jej nie usłyszeć.
-No dobrze. Jestem już zmęczona. Możemy wracać-powiedziałam znudzonym tonem, nie pozwalając dojść mu do głosu. Zaraz po tym odwróciłam się i poszłam w kierunku zamku. Jednak nie słyszałam kroków za sobą.
Odwróciłam się więc jeszcze raz i popatrzyłam na niego.
-Idziesz czy nie?-warknęłam nieco zniecierpliwiona.
-W końcu muszę mieć obstawę, żeby zły Black mnie czasem nie dopadł-zaśmiałam się. Chłopak jednak ani drgnął. Przypatrzyłam się mu lepiej. W tej chwili mnie olśniło.
-Ty też jesteś człowiekiem?-spytałam przechylając nieco głowę w prawo.

<Daichi? Mam nadzieję, że się nie obrazisz?>

Od Malthaela CD Rachel

Demon zaczął wodzić delikatnie palcami po jej karku.
-Zastanawiam się czy jednak cię tu nie zostawić. Pomyśl tylko.. -zatoczył łuk dłonią.
-Kto ma takie szczęście by umrzeć w równie malowniczym miejscu?
-Zostaw mnie w spokoju!
-Z przyjemnością. -ukłonił się drwiąco i odszedł kawałek.
Doleciał do niej lodowaty wiatr tak mocny, że skuliła się w sobie. Nie dałaby rady wytrwać w takim otoczeniu kilku minut.
-Poczekaj!
Stanął zadowolony.
-Mmm już się stęskniłaś?
-To może… zabierzesz mnie jednak do cieplejszego miejsca? -wyszeptała szczękając zębami.
Podszedł do niej i natychmiast zrobiło się ciepło.
-Moooże, jeśli ładnie poprosisz. -powiedział przybliżając się nieco.
Otoczył ją skrzydłami, osłaniając przed zimnem. Dzieliły ich dosłownie centymetry. Widać było, że sprawia mu to satysfakcję.

<Rachel? On jest wredny z zasady xD>

Od Daichiego CD Letrance

Dziewczyna, którą właśnie spotkałem była dość tajemnicza. Zapewne była demonem. Wpatrywała się we mnie swoimi zielonymi oczami...
-Wracasz do zamku? -grzecznie zapytałem wciąż się uśmiechając.
-Właściwie to wybrałam się na spacer... -cicho odpowiedziała.
-O tej porze to nie jest najlepszy pomysł. Wiesz, masz szczęście, że trafiłaś na mnie, a nie na kogoś innego.
-...kogoś?
-Tak, kogoś. Gdyby to był Black było by już dawno po tobie. A szkoda takiej uroczej osóbki.
-Rozumiem.
-Wracam do zamku, więc gdybyś chciała to zawsze możemy wracać razem. -wyciągnąłem ku niej dłoń. Ona zaś najprawdopodobniej chciała zrobić to samo. Ale zawahała się.
-Mhm, przepraszam. Jestem Daichi miło mi cię poznać... yyy... jak się nazywasz?

<Letrance? c:>

Od Letrance

Jakby nie patrzeć, życie bez cyrku jest nudne. Zero przedstawień, spektakli, pokazów. Kolorów, muzyki, gry świateł. Tylko szara, smutna rzeczywistość. Jakiekolwiek emocje? Brak. Brak radości, śmiechu...bezpieczeństwa... Teraz nie ma nic z tych rzeczy. Teraz jest tylko strach, ciemność, smutek... Ale w sumie, może to i lepiej?
Dwie organizacje jak dwie strony monety, medalu. Jedni to Iluminaci. Uważali się za tych dobrych. Dowódca chciał ze wszystkich sił pomścić swego zamordowanego ojca. Był przekonany, że to ta druga organizacja zabiła go.
Właśnie, ta druga organizacja. Nazywała się Need Evil. Jak sama nazwa wskazywała, to ci źli. Mimo to, uparcie twierdzili, że to nie oni byli zabójcami króla.
Nie chciałam dołączać, do żadnej z tych grup. Jednak wiedziałam, że muszę.

"Aż zobaczyli ilu ich, poczuli siłę i czas,
I z pieśnią, że już blisko świt szli ulicami miast;
Zrywali pomniki i rwali bruk - Ten z nami! Ten przeciw nam!
Kto sam ten nasz największy wróg!  A śpiewak właśnie był sam"

Właśnie takie słowa przyszły mi na myśl. Bycie samotnym wilkiem, wcale nie jest dobre. Samemu można zdziałać dużo, ale nie wszystko.
Szelest. To usłyszałam za sobą. Nic więcej. Mimo to wiedziałam, że mam towarzystwo.
-Życie ci nie miłe, że się tak sama szwendasz o tej porze?-usłyszałam po chwili słowa wypowiedziane wesołym głosem. Faktycznie było już dość późno. Zwykle o tej porze, siedziałam z rodzicami przy ognisku i wymyślaliśmy nowe spektakle.
-A czymże jest życie?-spytałam.-"Życie jest tylko przechodnim półcieniem,
Nędznym aktorem, który swą rolę
Przez parę godzin wygrawszy na scenie
W nicość przepada - powieścią idioty,
Głośną, wrzaskliwą, a nic nie znaczącą"-wyrecytowałam obojętnie po czym odwróciłam się do mojego towarzysza i popatrzyłam się mu prosto w oczy.

<Daichi, byłbyś tak miły?>

Need Evil-Nowy Członek!

Właśnie dołączyła Letrance "Luma" Cartwright, która zasiliła szeregi organizacji Need Evil!



Od Rachel CD Malthaela

-Ja też mam dla ciebie ciekawą propozycję, może po prostu dasz mi spokój? Mrożony wampir także nie wchodzi w grę.
On tylko głęboko westchnął. Ale zaraz wyglądał, jakby wpadł na genialny plan.
-Ach... więc rozumiem, że zimno panience nie odpowiada?
-Tego nie powiedziałam... -choć tak, to prawda. Lubię przebywać w ciepłych miejscach.
-Ale to przyznałaś. -ciężko zrozumieć tego demona.
-Nawet jeśli... to co z tego?
-Widzisz, tak sobie myślę i doszedłem do wniosku, że... szykuje się dobra zabawa... -uśmiechnął się szyderczo.

<Malthael? c: Sorki, brak weny. XD>

Od Selene CD Malthaela

Selena patrzyła na niego zastanawiając się, co powiedzieć.
-Mogłabym to zrobić, ale myślę, że bym cię … uszkodziła.
Malthael roześmiał się.
-Dawaj. -powiedział wstając. Selene patrzyła niepewnie i zamachnęła się ręką, na co mężczyzna złapał ją za nadgarstek i powalił na ziemię.
-To może teraz ja pokażę, co potrafię? -spytał przymilnym szeptem i ogarnęła ich czarna mgła. Po chwili znaleźli się w wielkiej sali. Dziewczyna rozejrzała się niepewnie.
-Oto mój dom. Rozgość się. -powiedział Malthael.
-Zabierz mnie stąd! Ja chcę wracać! -krzyknęła hardo Sel odgarniając włosy z twarzy.
-Nie zrobię tego.
-Ale … dlaczego?

<Malthael?>

Od Connora CD Lumen

-No dobrze powiedzmy, że ci wierzę. Ale chyba nie musisz się do niego kleić.
Od razu mogłem się zorientować, że nie jest z naszych. Miałem chęć zabić tego typa, ale nie miałem powodu. Choć gdybym spotkał go jakiś czas temu, pewnie już dawno jeden z nas byłby martwy - czyli on.
-Poza tym... -ciągnął dalej. -...Lumen, ty nic o nim nie wiesz, prawda?
-Wiem to, co powinnam.
-Czyli twierdzisz, że ten okrutny zboczeniec i terrorysta jest dobrym człowiekiem?
Pomyślałem, że po tych słowach Nocte po prostu odejdzie -co prawda wiedziała już o tym wiele wcześniej- ale na szczęście to się nie stało.
-Tak myślę.
-Zapewne to tylko kwestia czasu zanim wydarzy się coś, czego będziesz żałować...
-Przed chwilą mówiłeś, że mi wierzysz.
Naprawdę, ciężko zrozumieć tego gościa.
-Rób jak uważasz.
I odszedł.
-Dziękuję. -po raz to kolejny powiedziałem to słowo... nawet... miłe uczucie.
-W porządku.
Spojrzałem na jej twarz. Zacząłem się śmiać.
-Co cię tak bawi!?
-Twoja twarz... jesteś cała czerwona!
-Ej! To nie jest śmieszne!
Podszedłem i ją przytuliłem - tak samo, jak wcześniej ona mnie.

<Lumen? :3 Widzisz? On żyje. XD>

Od Lumen CD Connora

Byłam zaskoczona ale powoli przestałam się obawiać. On po prostu nie rozumiał wagi swych słów. Był, mimo swego wieku, niewinny w tych kwestiach. Dotknęłam jego policzka, lubiłam to robić. Miałam tylko nadzieję, że mu to nie przeszkadzało.
-To miłe z twojej strony. Nie musisz się martwić, nie jest łatwo mnie zranić, a dobre słowa nie mogą tego robić.
Kiwnął głową i znów się uśmiechnął. Nie wytrzymałam i zrobiłam to samo.
-Nie zraniłem cię?
-Nie.
Odetchnął z ulgą. Naprawdę mu zależało. Poczułam miłe ciepło w sercu. Jeszcze nikt nie był dla mnie tak miły i aż trudno uwierzyć, że należał do Need Evil! Czy dobrze wybrałam? Co jeśli ktokolwiek się dowie, że nie mam zamiaru z nimi walczyć? Przytuliłam się do niego, oplatając dłońmi w pasie. Był zaskoczony, chyba nie wiedział co zrobić. Po chwili również mnie objął. Było przyjemnie i ciepło. Ale nic nie trwa wiecznie. Usłyszeliśmy dźwięki łamanych gałązek a z lewej strony pojawił się mój przyjaciel Tibor. Spochmurniał widząc Connora, a dłoń rozbłysła mu zielonym ogniem. Wiedziałam co to znaczy. Zasłoniłam Blacka i wyciągnęłam ręce.
-Nie atakuj go Tiborze.
-Co?! Ale… Lumen… to.
-Wiem kim jest, ale nie zrobi mi krzywdy.
Spojrzał podejrzliwie. Wiedziałam, że trzyma w pogotowiu zaklęcia. Był straszliwym czarnoksiężnikiem i bez skrupułów uśmiercał każdego. Dziwiłam się co właściwie robił w naszej organizacji, ale nie chciał odpowiedzieć.
-No dobrze powiedzmy, że ci wierzę. Ale chyba nie musisz się do niego kleić.
Poczułam, że się czerwienie. Nie chciałam jednak mu tego tłumaczyć.

<Connor? :3 tylko go nie zabij XD>

Od Malthaela CD Selene

Przyszła ofiara demona drgnęła nerwowo i spojrzała w jego stronę. Otaczały go ciemne mgły. Wielkimi, czarnymi skrzydłami delikatnie poruszał wiatr. Podszedł do niej, a że nie miała dokąd za bardzo uciec, usiadł obok.
-Całkiem obrzydliwa okolica. -mruknął.
-Chciałeś powiedzieć ładna? -zapytała, bacznie mu się przyglądając.
Spojrzał znudzony.
-Coś w tym guście. Co tu robisz duszyczko? Pomyślałbym, że celowo wystawiasz się na cel. Chcesz umrzeć?
Pokręciła szybko głową.
-Nie sądziłam, że jeszcze na mnie polujesz. -powiedziała cichutko.
-Mało mam tu rozrywek. -wrzucił kamień do stawu.
-Co? Zbyt niewiele ofiar? -zadrwiła.
Uśmiechnął się strasznie.
-Jedną właśnie widzę. -zaczął wyliczać na palcach.
-Jesteś z Iluminatów, dziewczyna, ładna i sama. Cóż więcej mogę chcieć?
-Potrafię się bronić. -warknęła.
Przyciągnął ją do siebie bliżej. Nie zdążyła zareagować.
-Udowodnij.

<Selene? :3 >

Od Lumen CD Draygon'a

Uśmiechnęłam się lekko.
-Dziękuję ale właściwie mam. -wskazałam na torbę która teraz ociekała wodą.
-Taaak, albo raczej miałam. Zupełnie o tym zapomniałam. A to były przecież takie pyszne kanapeczki. Uch jaka szkoda. Spojrzałam ponownie z zachwytem w ogień. Ta sztuczka była wspaniała. Prawdziwa magia. Oczywiście potrafiłam podobnie tyle, że z lodem, ale ogień to co innego. Zawsze był dla mnie poza zasięgiem.
-Nic nie szkodzi. -powiedział Draygon. -My mamy własny prowiant. Chętnie się z tobą podzielimy. -powiedział z miłym uśmiechem.
-Dziękuję. Nie chcę być dla was ciężarem. Jak tylko się wysuszę, natychmiast wrócę do mojego domu.
-A gdzie mieszkasz? -zapytał wyciągając z torby wiele pysznych rzeczy.
-Znalazłam idealne miejsce w lesie grzybów.
Uniósł wyżej brwi.
-No… niedaleko na wschód z tego miejsca. Rozciąga się bardzo daleko i zamiast drzew ma…
-Grzyby? -dokończył.
Uśmiechnęłam się do niego.
-Dokładnie. Są olbrzymie. Jeden był pusty w środku więc pomyślałam, że się nada. Tylko czeka mnie jeszcze wiele pracy.

<Draygon? :3 >

sobota, 29 listopada 2014

Od Connora CD Vierry

Oszczędności, co? Nie oddam moich pieniędzy, ani nic innego tej zjebanej zdzirze. Już wolę robić za rozrywkę.
-Mam aktorzyć, czy tańczyć?
-Och, jednak zmieniłeś zdanie?
-Więc? Chcę dostać jak najlepszą broń.
-W porządku. Chodźmy do osobnej komnaty, wiesz której, prawda?
-Striptiz nie wchodzi w grę, rozumiesz!?
-Przecież sam dałeś mi wybór. -szyderczo się uśmiechnęła.
-Nie będę się poniżał...
-Ha! Już to dawno zrobiłeś! Chyba, że nasz kochany pan Black rzeczywiście zmądrzał!
-Heh, kto wie...

<Vierra? c:>

Od Connora CD Lumen

Ja sam też czułem strach. Nie wiem przed czym.
Kiedy ostatni raz się bałem?
-Przepraszam... -wyszeptałem.
Lumen milczała.
-Tak z zaskoczenia... nie powinienem nic mówić.
-Black...
-Dziękuję Lumen. -uśmiechnąłem się. Tym razem z własnej woli. -Rzeczywiście nic nie rozumiem. Obiecałem sobie, że ciebie nie skrzywdzę. A tu proszę! Jednak cię ranię! -łzy napłynęły do moich oczu. Same. Nie miałem takiego zamiaru. Samo to przyszło. Ale z innego powodu.
-Black, ty płaczesz. Czy to przeze mnie!?
-Nie wiem. Nie znam tego uczucia.
-A jakbyś to nazwał?
-Nie jestem pewien, czy jest takie coś, ale wydaję mi się, że szczęście.
Czy ja właśnie byłem dla kogoś miły...?

<Lumen? :3 Black jest szczęśliwy D: >

Od Selene CD Malthael’a

Dziewczyna leżała na mokrej ściółce głośno oddychając. Patrzyła ze strachem w oczach na mężczyznę przed nią, ale uświadomiła sobie, że jej przerażenie go tylko wzmacnia, więc opanowała się trochę. Wstała i spojrzała na Malheur’a z pogardą. Obok stał chłopak.
-Widzę, że przestałaś się mnie bać, co duszyczko? -powiedział ze wstrętnym uśmiechem Malthael.
- Zostaw ją. Naprawdę będę bezlitosny. -powiedział nieznajomy nazwany Tiborem.
-Poradzę sobie. – powiedziała Selene pewnie.
-Oczywiście nie wątpię. Ale zostaw to lepiej mnie. -powiedział Tibor dobrodusznie.
-Nie wierzę, że znowu pozbawiasz mnie posiłku! -powiedział Malthael z ubolewaniem.
-Nie moja wina, że zamierzasz się żywić bezbronnymi pannami do tego z naszej organizacji. -powiedział zimno chłopak, a zielony ogień w jego dłoni rozbłysnął jeszcze bardziej. Malthael wzruszył ramionami.
-Jak nie dziś to jutro. Pamiętaj, że ona nie zawsze będzie pod twoją opieką. -powiedział głosem ociekającym słodyczą. I znikł. Tak jak wczoraj.
***
Wieczorem Selene wybrała się nad jezioro. Księżyc był jeszcze nisko, więc miała dużo czasu. Siedziała na pomoście machając nogami nad taflą wody. Wtedy znowu to wyczuła. Zło wiszące w powietrzu.
-To jak duszyczko? Dokończymy tę sprawę co ją nam bezceremonialnie przerwał Tibor? -wyszeptał mroczny głos.

<Malthael? Boję się xD>

Od Lumen CD Connora

Zrobiłam się chyba jeszcze bardziej czerwona, ale nie wiem czy to w ogóle możliwe. Dotknęłam zaskoczona ust. Co on mówił?! Na pewno po prostu nie zdawał sobie sprawy z wagi tych słów. Przecież nie może kochać osoby której nawet nie znał… chyba. Opuściłam głowę myśląc intensywnie. Co ja mam teraz zrobić? Nigdy nie uczono mnie w świątyni tego typu zachowań. Tylko obrony przed magią ale nie taką!
-Lumen. -usłyszałam jego szept.
Spojrzałam z paniką w oczach. Czy to zobaczył?
-Ja… przepraszam cię Connor. -powiedziałam a w oczach czułam napływające łzy.
Byłam przestraszona. Co ja wyprawiam? Nogi mam jak z waty a gdy słyszę jego głos wprost nie mogę powstrzymać uśmiechu. W gardle miałam nerwową gulę. Chciałam uciekać ale nie mogłam się ruszyć. Poczułam jego ciepłe dłonie na twarzy. Uniósł ją lekko tak, że musiałam spojrzeć w te śliczne oczy.
-Zrobiłem coś nie tak?
-Nie tylko… zaskoczyłeś. Nie wiem co odpowiedzieć. -wyznałam.
Czy mógł wyczuć, że cała się trzęsłam? Mam nadzieję, że nie. W końcu jak to wyglądało. Czarodziejka i kapłanka księżyca która drży jak galaretka.

<Connor? Niedobry jesteś xD Tak ją zaskoczyć xD>

Od Connora CD Lumen

Wszystko zaczęło mi się wydawać... inne. W tym czasie zacząłem patrzeć na wszystko pozytywnie. Czy to przez nią? Ja nie mówię, że to źle... bo... dobrze mi z tym. A nawet lepiej.
-Miłość? A co to dokładnie znaczy? -Nocte patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
-Naprawdę nie wiesz?
-No nie...
-To coś, czym możesz darzyć inną osobą, którą kochasz! -szeroko się uśmiechała, a jej policzki wciąż były pokryte rumieńcami.
-Ach... więc rozumiem... W takim razie... Kocham cię. -odwróciłem wzrok. Nie mam pojęcia jak wtey wyglądałem. I nie wiem, czy na pewno chcę to wiedzieć.

<Lumen? ♥>

Od Lumen CD Connora

Teraz to mnie faktycznie zaskoczył, jak mało kto. Musiałam opanować emocje. Nie było łatwo. Zaczerpnęłam tchu jak na ćwiczeniach w świątyni gdy mierzyliśmy się z mrocznymi siłami.
-Black…
-No?!
Jest taki zdenerwowany. Jak mam go uspokoić?
-To nic złego.
Zaczął chodzić w kółko, omijając co większe krzaki. Zatrzymał się w końcu i spojrzał na mnie z wyczekiwaniem.
-Ty tak twierdzisz, ale ja nie wiem...
Wydawał się zagubiony. Poczułam ukłucie żalu. Czy mógł nie wiedzieć? Na prawdę?! Nigdy oczywiście nie będę pewna czy dobrze odczytuję to co on czuje, ale nie mogłam go tak zostawić. Choć przyznam, że miałam ochotę dosłownie uciec z czerwoną twarzą. Odwagi Lumen, jesteś kapłanką czy nie?
Podeszłam do niego i lekko dotknęłam policzka. Chwycił mnie mocno za nadgarstek. Jęknęłam cicho z bólu i natychmiast zwolnił uścisk.
-Co ty wyprawiasz? -zapytał ostro.
-Co teraz czujesz?
Oczy rozszerzyły mu się nieco. Puścił moją dłoń a ja delikatnie go pogładziłam.
-Nie wiem… to dziwne. Ale miłe i...
Uśmiechnęłam się lekko i stanęłam na palcach, zbliżając do niego.
-A teraz?
-Czuje to bardziej.
Przyznam, że robiło się ciekawie. Zamknęłam oczy. To nie było dla mnie łatwe. Musiałam przezwyciężyć przyzwyczajenia i wrodzoną nieśmiałość. Lekko musnęłam ustami jego usta. Teraz i ja poczułam to miłe uczucie o którym mówił. Taaak, zdecydowanie było ciekawie. Odeszłam kawałek gdyż chciał mnie do siebie przyciągnąć. Wyglądał jak zbity szczeniaczek. Nie rozumiał chyba co się dzieje.
-To ma wiele nazw Connor. -powiedziałam starając się mówić spokojnie.
Sama lekko się trzęsłam z emocji.
-Jakich?
-Oddanie, przyjaźń, troska… miłość.

<Connor? xD>

Od Malthaela CD Tori

Przykucnąłem i lekko dotknąłem trawy która natychmiast obumarła. Dziewczyna obserwowała mnie uważnie.
-Czego szukam? -zaśmiałem się, a potępieńcze głosy tylko zwiększyły efekt upiorności.
-Może twojej duszy maleńka?
Drgnęła i mocniej chwyciła ostrze. Wyglądała zabawnie. Taka drobna i delikatna. Na prawdę myślała, że może się bronić przed koszmarami? Czy jesteśmy w stanie uciec przed własnym umysłem?
-Kim jesteś? -zapytała cichutko.
Wyczuwałem narastający w niej strach. Był smaczny ale jadałem już lepiej.
-Możesz na mnie mówić Pan Śmierć.
Ręka jej zadrżała ale zaraz się opanowała i uniosła nieco głowę. Urocza była gdy walczyła z emocjami. - Pytam poważnie.
-A ja odpowiadam. -stwierdziłem z prostotą i wstałem.
Poruszyłem skrzydłami a dziewczyna chyba dopiero teraz je spostrzegła. Tak jak i rogi.
-Jesteś demonem.
Ukłoniłem się drwiąco.
-A ty nimfą? Wyglądasz jak one.

<Tori? :3>

Od Connora CD Lumen

-Czym się interesuję?
-Mhm.
-Sam nie wiem... To chyba zależy, czy mnie to zaciekawi, czy nie.
-Niewiele mi to wyjaśnia...
-Sam też nie potrafię sobie na to odpowiedzieć.
-Więc niczym się nie przejmujesz?
-Tego nie powiedziałem, ale... zależy co mi pokażesz. -lekko się uśmiechnąłem. Chyba nawet bardziej niż lekko.
Szliśmy w ciszy... i to bardzo długo... zaczęło mnie to już nudzić.
-Tylko sobie nie myśl, że to dla mnie nic nie znaczyło... -nie miałem chęci by o tym wspominać. Ale trzeba by było ją przeprosić, prawda?
-Wcale tak nie myślę.
-Kłamiesz.
-Nie wierzysz mi?
-Nie. Wcześniej twoja mina mówiła całkiem co innego...
-Być może i masz rację... -spuściła głowę w dół i przyśpieszyła. -Ale ty z pewnością miałeś już nie jedną dziewczynę, więc co taka ja może znaczyć dla ciebie!? -było widać, że łzy napłynęły jej do oczu. Zdziwiłem się, kiedy to mówiła.
To też jest prawdą, że co Nocte dla mnie znaczy? Każdy człowiek jest dla mnie nikim, ale ona ma na mnie dziwny wpływ... tak, to chyba dobre określenie.
-Mam tego dosyć. -patrzyła na mnie ze zdumieniem. -Kiedy jesteś blisko, zawsze pojawia się to miłe uczucie! Co to jest!? Czy to ma coś z tobą wspólnego!?
Spojrzałem na nią. Zaczęła się dziwnie zachowywać. Tak samo jak wcześniej spuściła głowę na dół, ale robiła się przy tym cała czerwona.
Może jest ktoś łaskawy mi to wytłumaczyć?
-Black...

<Lumen? :3 I tak, chodzi o miłość. XD>

Od Lumen CD Connora

Gdy poczułam dotyk jego ust byłam zbyt zaskoczona by zareagować od razu. W żołądku jednak doznałam istnej rewolucji. Teraz wiem co niektórzy mieli na myśli mówiąc “motylki”. Zrobiłam się czerwona, tak jak on zresztą. Potem jednak oprzytomniałam gdy nazwał mnie idiotką.  Nie szanował mnie. Prawdopodobnie miał za nic. Cóż, przyzwyczaiłam się do takich zachowań. Co prawda wyobrażałam sobie, że mój pierwszy pocałunek nie będzie czystym przypadkiem, ale… nie można mieć wszystkiego. I tak był przyjemny.
-Przepraszam. -powiedziałam opuszczając głowę i wyplątując z jego przyjemnych ramion.
O czym ja w ogóle myślę?! Poprawiłam włosy by dać zajęcie drżącym rękom. Co ja mam teraz zrobić?! Nie chciałam uciekać, ale jeśli… Wzięłam głęboki oddech.
-Connor.
-Co. No przecież nic się nie stało. -wydawał się zirytowany, więc zamilkłam.
Dla niego to zapewne nic nie znaczyło. Zdałam sobie sprawę, że musiał mieć już sporo dziewczyn, a ja głupia zachowuję się jak … ja.
-Masz rację. -powiedziałam odsuwając się nieco i uważając aby bardziej się nie potknąć.
Gdybym ponownie wylądowała w jego ramionach zapewne bym zemdlała. Wtedy dopiero miałby powód do śmiechu. Przecież mu nie powiem, że jest pierwszym mężczyzną z którym mogę przebywać sama.
-To… może chodźmy lepiej. -odparłam, nadal speszona.
Jak mam się teraz zachowywać? On starał się być spokojny więc również udawałam. Co miał na myśli mówiąc, że takie rzeczy będą się zdarzały? Mimo, że to było przyjemne.
-Nadal chcesz mnie zabrać do tego zamku? -zapytał a ja zorientowałam się, że nie szedł za mną.
-Oczywiście. -odwróciłam się do niego, ale gdy tylko ujrzałam, ponownie poczułam to dziwne uczucie w żołądku.
Policzki chyba też miałam czerwone bo uśmiechnął się lekko. No jasne, stanowię wprost idealny obiekt drwin. Miałam ochotę przyłożyć mu czymś ciężkim.
-Chyba, że nie chcesz. Ale sądzę, że u nas też znajdziesz coś ciekawego. Właściwie czym się interesujesz?

<Connor? Biedna Lumen nie wie co powiedzieć xD>

Od Sylvanas

Czarne chmury spowiły niebo nad Avalon. Cień postaci znikł. Spod kaptura wystawały bujne blond włosy, które zwiewały na boki pod wpływem lekkiego wiatru. Postać szła równym tempem z mężczyzną, który szedł przed nią. Niósł jakieś papiery, a strój sugerował, że był kimś ważniejszym niż jakiś szlachcic. Mężczyzna obejrzał się, ta zerknęła na jego brodę i posiwiałe wąsy, wskazywało to, że był w średnim wieku.
Dziewczyna po cichy wyjęła jeden z jej sztyletów. Mężczyzna przyśpieszył, z szybkiego chodu jego krok przemienił się w bieg. Uciekał przed nią. Jego sapanie ze zmęczenia wskazywało, że nie miał dobrzej kondycji. Blondynka wspięła się na jeden z budynków i skakał po dachach, tropiąc polityka. Gdy ten spojrzał za siebie nikogo nie ujrzał. Znów szedł spokojnie nieświadomy niczego. Zrobił krok w kałuże i... w jego ciało wbił się zakrwawiony sztylet. Cichy jęk i mężczyzna padł na ziemię. Dziewczyna zabrała od niego papiery i jak gdyby nigdy nic poszła w przeciwną stronę, zostawiając go w kałuży krwi.
Szła bardzo zwinnie. Wpadła do jakiegoś budynku lekko przemokła, gdyż podczas jej wędrówki zaczęło padać.
Poszła do gabinetu i rzuciła lekko przemokłe papiery na stół.
Usłyszała przelotne " Dobra robota.", przytaknęła i wyszła.
Usiadła na jednym z foteli z książką w ręku. Spory cień padł na nią, ale nie zwracała zbytnio na to uwagi.
-Czego? -zapytała w końcu.

< Ktuś? ;-; >

Od Tori

Dostałam namiot gdzie mogłam chwile po przebywać. Następnego dnia ruszyłam na patrol. Tak jakoś mnie wzieło. Usiadłam sobie znów na miękkiej trawie. Był to otwarty teren. Spokojnie zamknęłam oczy... Medytowałam tak jak zawsze. Aż poczułam że ktoś się do mnie zbliża. Powoli otworzyłam jedno oko. I lekko spojrzałam kontem oka. Ten ktoś był za mną pare metrów dalej. Wstałam szybko odwracając się w stronę przybysza z bojowym nastawieniem wyciągając jedną broń. Chłopak nie wyglądał mi na przyjaznego... Nad nami nastały ciemne chmury i cichy wiatr. Ale nie zanosiło się na deszcz.
-Czego szukasz! - krzyknęłam mimo tego on dalej podchodził. Cofałam się aż dalej nie mogłam bo nastałam na drzewo.

<Jakieś chłopak? Może być też z Need Evil>

Od Vierry CD Maiev

Vierra spojrzała jej prosto w oczy, co tutaj widzi? Pewność siebie, wrogość...no w sumie, nic nowego.-Co mi zrobisz szpiczasto ucha?
Spytała nie okazując strachu, zresztą jak zawsze. Nawet jeżeli coś w nią pierdzielenie, mówi się po prostu trudno. Wygrzebie się. Tylko ten piekielnie wkurzający demon, Maltuś, potrafił sprawić że się bała. Takie cholerstwo się wylęgło...
Czekała na to co nastąpi. Trzęsienie ziemi, załamanie nieba, burza z piorunami. Nie miała ochoty reagować.

<Maiev? Sory, nie mam pomysłu XD>

Od Draygon,a cd Aryi

-Nie dzięki. Już się najadłem. Syte bardzo - oznajmiłem z uśmiechem. Przypomniało mi sie... Niedaleko widziałem takie piękne morskie miejsce...
-Może przejdziemy się? -spytałem - Trzeba troche się poruszać po śniadaniu. Czy biedzie ogólnie po posiłku - wstałem i poruszałem trochę rękoma. Smoczyca również się ucieszyła i zabrała głowe z jaskini. Ja wystawiłem rękę do dziewczyny.
-Choć. Chce ci coś pokazać... -oznajmiłem ciepło.

<Aryia?>

Od Aryi CD. Draygona

Usłyszałam to co powiedział Draygon dzięki mojemu dobremu słuchowi. Serce zabiło mi mocniej. Libił mnie? Lubił! Starałam się nie okazywać zbytniego szczęścia, ale uśmiechu nie mogłam ukryć.
-Em... to ten... świetnie gotujesz – mruknął.
Roześmiałam się.
-To nic takiego – przyznałam. - Gotować nauczyła mnie Hestia. Ona mnie wychowała.
Chłopak drgnął lekko.
-Też nie wychowali cię twoi rodzice? - spytał.
-Aha – przytaknęłam. - Ojca nie znałam w ogóle, a matki nie pamiętam. Zginęła jak miałam 6 lat.
  Spojrzałam na Draygona i pierwszy raz poczułam w nim bratnią duszę. On też nie znał rodziców... i też kocha smoki. Spojrzał na mnie, a ja na niego. Uśmiechnęłam się lekko.
- Dokładki? - spytałam żeby przerwać milczenie.

<Draygon?>

Od Maiev cd. Vierry

Maiev kręciła się szukając czarodziejki, bez skutku. Odetchnęła, przymknęła oczy i wsłuchała się w las.
Skoczyła na gałąź jednego z drzew i namierzyła swoją przeciwniczkę. Jak było widać, ta jej nie zauważyła. Przeskoczyła na gałąź na której była dana postać. Ta od razu się odwróciła, lekko zaskoczona.
- Próbujesz się ukryć w lesie przez elfem? Jesteś głupsza niż mi się zdawało.- mruknęła Annabelle.
Gdy ta chciała zastosować jedną ze swoich lodowych sztuczek, elfka przyłożyła jej nóż do gardła.
- Nie radzę.- oznajmiła przyciskając ją do konaru.- Mów jak się nazywasz?- przeszyła ją wzrokiem.
- Vierra... Aley- burknęła niechętnie.
-" Need Evil"- pomyślała.
Przycisnęła ją mocniej do pnia i wrogo spojrzała na nią.

< Vierra?>

Od Draygon,a cd Lumen

-Pochodzę, jak już wcześniej wspomniałem z smoczej krainy. Nie wiem jak się tam znalazłem, byłem za mały by pamiętać. Wychowany zostałem przez smocza rodzinę. A oni mieli jeszcze córeczkę. Właśnie ją. I została moją siostrą. Ciągle trzymaliśmy się razem. Nauczyłem się od niej magi ognia. Tak aż do czasu dorastania. Następnie razem wyruszyliśmy w świat. Nigdy się nie rozstajemy. No i tak do dzisiaj. - lekko się uśmiechnąłem.
-Jednym słowem nieciekawie - dodałem po chwili. Ognisko dalej ładnie się paliło. Wpadłem na pomysł.
-Spójż w ogień - powiedziałem miłym tonem do dziewczyny. Ona spojżała z dziwienia. A ja robiłem tak że w ogniu pojawiały się obrazy... oraz... z ogniska zrobiłem...
Duży ciepły kwiat, z delikatnymi rysami ciepłych liści. Niektórych częściach, ogień zmieniał barwe z niebieskiej, na zółto-pomaańczowe. Kwiat otwierał się jakby żył własnnym życiem.
Oczywiście nie dałem go dotknąć bo może się poparzyć ale żeby chociaż zobaczyła. Ona pokiwała troche głową.
-Może głodna jestes? -spytałem po chwili

<Lumen>>

Od Draygon,a cd Aryi


Skosztowałem.
-Dobre. dobre - az z zachwytu zjadłem wszystko. Crejzy również. Po posiłku usiadłem wygodnie.
-Ale się najadłem - złapałem się za brzuch.
-Ciesze się że smakowało - oznajmiła z uśmiechem.
-O i to jak. A Crejzi jak tobie? -spytałem normalnie głosem kierując głowe w strone smoka. Pona podniosła głowę z zachwytu.
-Bardzo cię polubiła - uśmiechnąłem się do dziewczyny. -I nie tylko ona - dodałem szeptem po chwili. Aryia skierowała ku mnie wzrok. A ja lekko się zawstydziłem.
-em.. to ten... świetnie gotujesz. - oznajmiłem.

<Aryia?>

Od Aryi do Connora

wyciągnęłam niewielki sztylet i przecięłam gładką, lodową taflę. Gdy wreszcie dostałam się do wody zanurzyłam w niej łapczywie usta i otrząsnęłam się z zimna. Nie ma to jak lodowata woda z jeziora. Poczułam jak z mojej brody za koszulkę spływają zimne krople. Przeszedł mnie dreszcz. Szybko wstałam i rozejrzałam się. Miałam niejasne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Może to złudzenie? Ruszyłam dalej wzdłuż jeziora rozglądając się co jakiś czas. Nagle poczułam coś zimnego na szyi. Tym razem to nie była lodowata woda. Spojrzałam w dół i ujrzałam sztylet przyłożony do mojego gardła. Próbowałam się wyrwać, ale czyjeś mocne ramiona przytrzymywały mnie od tyłu.
-Nawet nie próbuj uciekać – usłyszałam męski głos tuż nad swoim uchem.
-Odwal się ode mnie! - wrzasnęłam. W moim głosie brzmiała groźba.
-Bo co? - droczył się mój oprawca.
Przycisnął mocniej sztylet i poczułam ciepłe strużki krwi cieknące mi po szyi. Spojrzałam na nieznajomego kątem oka. Nie wiem czemu, ale miałam pewność, że mnie nie zabije. Widziałam to w jego oczach. Znów zaczęłam się szamotać, ale na próżno. Nagle przemknęła mi przez głowę pewna myśl. Sztylet! Moja ręka powędrowała w kierunku ostrza wiszącego za pasem.
-Jak ci na imię? - spytałam chcąc go zagadać żeby nie dostrzegł mojego ruchu.
Moja dłoń spoczęła na rękojeści sztyletu bałam się jednak wyciągnąć go i zaatakować.

<Connor?>

Od Malthaela CD Selene

Malthael wziął ją pod rękę i skierował się do pobliskiego lasu. Im bardziej się w niego zagłębiali tym był mroczniejszy. Wyczuł, że dziewczyna drży nieco. Lubił to.
-Powiedz mi duszyczko. Co właściwie robisz w tej żałosnej organizacji?
Spojrzała na niego ostro.
-Pomagam.
Zaśmiał się okrutnie.
-I ty w to wierzysz?
-Tylko takie gbury nie wierzą w nic poza tym co mogą ujrzeć lub dotknąć. Skrzywił się nieco i przytrzymał ją, obracając do siebie twarzą.
-Po co miałbym wierzyć? Ty tu jesteś i niczego więcej nie potrzebuję. Niebawem pozbawię cię duszy i wtedy dopiero zacznie się zabawa.
Zadrżała mocniej i chciała się wyrwać. Puścił ją a nieszczęsna poleciała do tyłu na wilgotne liście.
-Zostaw mnie w spokoju!
-Po twojej rychłej śmierci. -dobył zakrzywionego ostrza.
Zapewne miał zamiar skrócić ją o głowę. Nagle spostrzegli, że zza drzew wyszedł wysoki chłopak o niebieskich oczach i melancholijnym uśmiechu.
-Malheurze zostaw ją. -wyszeptał.
Dłoń rozjarzyła mu się zielonym ogniem.
-Bo co? Poszczujesz mnie nieumarłymi.
Chłopak uśmiechnął się szerzej.
-A żebyś wiedział.

<Selene? Ten nieznajomy to Tibor :3 >

Od Malthaela - Cd. Rachel

Spojrzała na mnie hardo.
- Mylisz się.
Zamruczałem zadowolony.
- Jestem w tym znawcą słoneczko. - tak właśnie ją obraziłem.
Nienawidziłem słońca ale tylko Vierra o tym wiedziała. Pomyślmy co by jej zrobić aby się nie nudzić? Wydawała się nieco mniej pewna siebie. Trzymała się prosto i nawet na mnie nie spoglądała. Urocze. Pojawiłem się tuż za nią i nim zdążyła zareagować objąłem w talii przyciągając bliżej.
- Powiedz kochanie, boisz się wysokości?
Chciała się wyrwać ale nie pozwoliłem. Może i była wampirem ale teraz, w ciemnościach należała do mnie.
- Nie, jak widzę łapiesz same pudła.
Zaśmiałem się i chwyciłem leciutko pukiel jej śnieżnych włosów. Lubiłem ten kolor.
- Rozumiem, to może mrok?
- Pff ja w nim żyję. - powiedziała zadzierając nieco główkę.
- Mmm w takim razie zabieram cię na przejażdżkę.
Spojrzała zaskoczona. No nareszcie jakieś uczucia. Owiała nas czarna mgła. Już po chwili znaleźliśmy się na lodowych pustkowiach. Daleko na północy widoczny były ośnieżone góry. Nie było zimno, gdyż mgła uniemożliwiała nam zamarznięcie.
- Co ty na to kochanie? Mogę cię zostawić i będziesz mrożonym wampirem.

<Rachel? :3 >

Od Vierry CD Malthaela

Rozsiadła się wygodnie w jednym z foteli.-Vierra, Vierra Aley.-Czekała na dogodny moment aż jej towarzysz usiądzie, i przestanie w końcu tak bacznie ją obserwować. Chciała przejrzeć to i owo, była ciekawa co kryje się za zasłonami, w i na szafkach, intrygująco wyglądały też lustra...Tak, one ciągnęły ją do siebie najbardziej. Było tu tyle ciekawych miejsc do zbadania!
-Maltuś, nie jest ci smutno w takich ciemnościach?-Pytanie było głupie i z góry znała na nie odpowiedź,ale trzeba czymś go zająć.
-Maltuś?-spytał demon unosząc brew.
-Tak, będę cię nazywała Maltuś-powiedziała zakładając nogę na nogę. Imię jak dla psa, owszem. Ale jej kojarzył się po prostu z Maltusiem, a szczególnie teraz gdy przypominał jej dziecko. Taki kruchy i bezbronny bez tak ważnego zmysłu jakim jest wzroku. Kobieca intuicja podpowiadała jej że jest w błędzie, miała więc tego świadomość. Ale co tam, raz się żyje.

<Malthael? XD>

Od Malthaela - Cd. Vierry

Dosłownie zapadłem się w miękki fotel, który nie wiedzieć czemu tu postawiłem. Zastanawiałem się ile koszmarów wplotłem w ściany i podłogę. To był mój świat. Mój prywatny poligon doświadczalny. Mało kto chciałby stać gdzie ta głupia dziewczyna. Doszło do mnie, że chyba się o coś pytała. Skierowałem na nią twarz dobrze wiedząc jak fatalnie wyglądają teraz moje oczy.
- Malthael, ale tobie nie wolno używać tego imienia.
Wyobraziłem sobie jej minę.
- Doprawdy?
- Dla ciebie jestem Malheur.
- Wolę to pierwsze.
- Nie bardzo mnie to obchodzi. - burknąłem i wstałem.
Liczyłem kroki. Nie pierwszy raz byłem ślepy. Dwa, trzy… i jest lustro. A właściwie cztery czarne lustra, osłonięte kotarami. Każde w innej ramie. Złotej, srebrnej, nefrytowej i onyksowej. Służyły mi do komunikacji z generałami w otchłani. W końcu nie mogą czuć się zbyt spuszczeni ze smyczy. Wyczułem, że słodziutka się poruszyła.
- Strasznie tu ciemno. - powiedziała.
Podobało mi się brzmienie jej głosu. Ale nie przywiązywałem do tego wagi.
- Koszmar rodzi się nocą. - odparłem i dotknąłem luster.
Były spokojne więc nic nagle nie zacznie nam wrzeszczeć z otchłani piekieł. Dobrze, a teraz reszta zaklęć. Jeśli mam ją kiedyś zabić to na pewno nie będzie to przypadek jak teraz.
- A ty? Jak mam się do ciebie zwracać?

<Vierra? :3 >

Od Vierry CD Connora

Ależ ona była zadowolona! Dawno tak dobrze się nie bawiła.-No to jak Black, zrobisz coś w końcu?
-Nie zdziro! Spierdalaj!
Zaśmiała się patrząc na jego czerwoną z wściekłości, zażenowaną twarz. Ułożyła się wygodniej w fotelu dowódcy i po prostu czekała, czekała na coś co nie zamierzało przyjść.-Ojej, Black gwałci zwierzęta a boi się zatańczyć przez kolegami z organizacji. Jaka szkoda.-powiedziała z udawaną słodyczą.-Skoro tak sprawa wygląda, przełożymy to na wieczór gdy już wszyscy będą w zamczysku. Teraz idź przynieś mi swoje oszczędności.
-Że co?!
-Chcesz mieć broń? Załatwie ją ale płacisz ty.

<Connor? XD>

Od Connora CD Vierry

-Również popatrzę. -mówił Jake.
-Czy ktoś jest tu kurwa po mojej stronie!?
-Ile mam jeszcze czekać? Niecierpliwię się. -czy ja naprawdę muszę to robić? Zajęło jej 10 minut by mnie upokorzyć.
Zdjąłem koszulę i stałem jak ciula w tym samym miejscu.
-Nudno. Zrób coś. Chyba nie będziesz teraz tak stał, prawda!?
Stałem bezruchu w ciągłym milczeniu. 
-Jak nie chcesz to nie musisz.
-Serio? -zdziwiłem się
-Nie. Nie odpuszczę. Rób teatrzyk, albo tańcz. Lepiej nie śpiewaj, bo stracę słuch. -zaczęła się śmiać.

<Vierra? :3>

Od Selene cd. Malthaela

Selene patrzyła na Malthaela z obrzydzeniem. Przecież nawet się nie znają. Nagle zobaczyła drewnianą bramę.
- To siedziba Iluimnatów. – powiedziała z radością wyszarpując rękę z ramienia mężczyzny.
- Zawsze służę pomocą kochanie. – powiedziała kłaniając się i zniknął w kłębie dymu. Dziewczyna wzruszyła ramionami i po zameldowaniu się weszła do swojego domu. Zapaliła światło i prawie od razu rzuciła się na łóżko. Z torby wyszedł duży kot przypominający dużego, niebieskiego żbika.
- Przepraszam Moon. Ten typ jest dziwny.
Kot spojrzał na nią zainteresowany.
- Taki … bezproblemowy. Może to zaleta? – nie mówiła nic więcej tylko zasnęła.
Rankiem wyszła na dwór. Czuła zapach rosy, ale też…
- Malthael? – powiedziała w przestrzeń. Zza domu wyszedł wysoki mężczyzna ubrany w czarny płaszcz do ziemi.
- Witam maleńka. Może się przejdziemy?
Selene stała jak wryta patrząc na człowieka.
- Ooooczywiście… - wyjąkała i poszła za nim.

(Malthael? ^^)

Od Rachel CD Malthaela

Moje zbyt małe opanowanie nad nerwami i głodem sprawiło, że właśnie zraniłam niewinnego człowieka. Teraz - już wampira nieczystej krwi.
Nie panowałam nad sobą. Umysł mówił nie, a ciało... no właśnie.
-Więc jak? Podzielisz się mną swym koszmarem? -takie o to bzdury proponował mi Malthael.
-Co takiego dadzą ci te koszmary? To irytujące. Koszmar mam zawsze wtedy, gdy widzę Blacka. Więcej mi nie trzeba.
-Nie skorzystasz z oferty?
-Jak widzisz, nie.
-Więc po prostu już nie będę się ciebie o ty pytał, a zrobię to bez twojej zgody?
Przeraziłam się. I to nie był dobry pomysł, aby bać się w pobliżu Malthaela.
-Czuję twój strach, strzygo. -lekko się przy tym uśmiechnął.

<Malthael? c:>

Od Vierry CD Connora

Uwielbiała tego typu wydarzenia, przez dwa tygodnie ma swojego prywatnego sługę! Nawet nie wiecie w jak dobry humor ją to wprowadziło.-Najpierw przynieś mi coś zimnego do picia, pamiętaj też o tym że nie słodzę.
Connor burcząc coś pod nosem, poszedł spełnić jej zachciankę. Chciał dobrą broń? Musiał cierpieć.
Gdy chłopak wrócił, czekało na niego już kolejne zadanie.-Szanowny panie Connorze Black, może się nie rozbieraj bo to co bym tam pewnie zobaczyła, wstrząsnęło by mną doszczętnie ale możesz zdjąć koszulę i udawać gladiatora. Chciała bym zobaczyć przedstawienie teatralne w twoim wykonaniu. Może dowódca Jack też się ze mną zgodzi?

<Connor? XD>

piątek, 28 listopada 2014

Od Artura CD Isabelle

Artur siedział spokojnie w swoim gabinecie, przeglądając papiery. Miał naprawdę dość jak na dzisiejszy dzień. Chyba pójdzie się położyć...Właśnie miał to zrobić, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Z westchnieniem oparł się o biurko.-Proszę.
Do pokoju weszła pół wampirzyca którą zdążył poznać wcześniej, próbowała skrócić go o głowę ale to taki mały szczegół. Nie była sama, towarzyszył jej inny wampir dosyć do niej podobny, może rodzina? Mniejsza o to. I ostatnia, trzecia osoba którą niemal że wlekli, tak biedaczyna był skatowany.
-Możesz z nim skończyć, to przez niego prawię straciłeś życie-powiedziała wampirzyca z powagą. Niedoszły król spojrzał to na nią, to na skatowanego człowieka.
-Wypuśćcie go-nakazał po chwili zastanowienia.
-Ale...ale jak?!
-Zlecił zabicie mnie ale to ty przyjęłaś to zadanie, jak dla mnie to ten biedaczyna dostał już wystarczająca nauczkę-odparł przeciągając się. W końcu był Arturem Sprawiedliwym.

<Isabelle?>

Od Connora CD Lumen

To dziwne uczucie coraz to częściej nie daje mi spokoju. Ale już mnie nie denerwuje. Teraz wydaje się... miłe. Po prostu miłe. I to chyba... nic szczególnego.
Razem z Nocte wyszliśmy z zamku, a ona zaczęła mnie prowadzić na teren Iluminatów. Przez pewien czas, panowała głęboka cisza...
-Daleko tam jeszcze? Przecież wcześniej się zgubiłaś! Skąd pamiętasz drogę!?
-Wystarczy pójść ze na wschód od zamku i będzie się na miejscu.
-Więc czemu wcześniej nie poszłaś na wschód?
-Sądzisz, że łatwo jest z tą orientacją w terenie?
-Nie no... w sumie to nie. Ale wiesz... odpocznę sobie trochę. Na dziś to mój limit, więc daj mi chwilę. -położyłem się pod pierwszym lepszy drzewem i na chwilę zamknąłem oczy.
-Dziękuję, że nie straciłeś mnie w lochach, ani nie pozostawiłeś w żadnych katakumbach.
-Nie miałem powodu. Nie wkurzasz mnie.
-Ale i tak dziękuję. Poza tym, to miejsce, które mi pokazałeś było wspaniałe. -poczułem ciepło Nocte.
Otworzyłem oczy. Ta dziewczyna leżała naprawdę blisko mnie. Mógłbym bez wahania się na nią rzucić. Ale nie zrobię tego. Nie wiem czemu, ale nie jestem w stanie jej tego zrobić. W takich sytuacjach jak ta, zawsze serce bije szybciej. Boję się jej czy co?
Wstałem.
-To jak? Idziemy dalej? -podałem jej rękę, aby mogła wstać.
-Jesteś miły. -skorzystała z pomocy.
-Nie jestem. Tylko tak ci się zdaję... -odwróciłem wzrok.
-Jesteś! -Nocte potknęła się o kamień i kiedy już miała spaść...
-Lumen! -od kilku godzin nic nie wychodziło tak, jak chciałem.
Przypadkiem ją pocałowałem. Teraz to uczucie było niesamowicie silne.
-Ty idiotko! Mówiłem, że masz uważać, bo staną ci się takie rzeczy jak ter... -zobaczyłem jej twarz. Cała czerwona... mogę rzec, ze lekko zrozpaczona. Ale nie wyglądało mi to na ból. Ja sam pewnie nie wyglądałem lepiej...

<Lumen? :3>


Od Vierry CD Mathaela

Dało się słyszeć głośnie westchnienie, symbolizujące zażenowanie.-Doprawdy, jak dziecko.-Vierra już jako ta stara, poczciwa zrzęda, zeszła ze schodów przykucając przy nim.-Na początku myślałam że Connor gwałci gdzieś tu jakiegoś ptaka, kto by pomyślał że te czarne piórka należą do kolegi Koszmara?
Do kieszonki na piersi wsadziła mu garść czarnych piór i poklepała ją kilka razy. Pomogła mu się pozbierać się z podłogi, sprzeciwów nie przyjmowała a gdy widziała że chce powiedzieć, po prostu zagłuszała go długą wypowiedzią na temat tego jak to przekomicznie wyglądał spadając ze schodów i wcześniej na lodzie.
Zaprowadziła go aż do samej komnaty, osłaniając przy tym od światła. Do pokoju weszła jako pierwsza, nie czekając na zaproszenie. Ciekawska natura i chęć zdenerwowania go tak jej nakazywały.
-Nie wiem jak się nazywasz-powiedziała chodząc od półki do półki, od fotela do fotela. Żadna cegiełka nie umknęła przed jej wścibskiemu oku.

<Malthael? XD>

Od Malthaela - Cd. Vierry

Wyczułem coś dziwnego. Ból? Smutek? Poczucie zdrady i coś jeszcze, ale nie potrafiłem tego nazwać. Nie rozumiałem co takiego zrobiłem, że tak się zirytowała. Musiałem coś zrobić, ale… Nie potrafiłem nazwać uczuć które nią targały. Połowy nigdy nie odczuwałem, innej nie mogłem nawet sobie wyobrazić. Siedziała tam skulona w fotelu. Czy czułem cokolwiek takiego jak poczucie winy? Gdybym wiedział jak to wygląda to może…
Podszedłem bliżej ale zawahałem się. Nie chciałem mimo wszystko aby była na mnie jeszcze bardziej wściekła. Wyglądałem zapewne jakbym stąpał po polu minowym. Za co mi się dostało? Wolałem jednak gdy rzucała we mnie przedmiotami niż była taka cicha i nieobecna.
- Rozumiem. - skłamałem. - Oczywiście. - westchnąłem i skierowałem się do drzwi.
Po drodze nie mogłem się powstrzymać i musnąłem lekko jedną rzeźb. Dlaczego? Nie wiem. Ale już nie przekroczę tego progu bez jej wyraźnego zezwolenia. Wszystko byle nie oglądać jej w takim stanie. Najgorsze jednak to, że nie rozumiałem dlaczego tak zareagowała. Zostałem ograbiony z innych uczuć i teraz brakowało mi ich bardziej niż kiedykolwiek. Nie spojrzałem jednak na nią. Nie chciałem tak jej zapamiętywać. W końcu mogłem być pewien, że teraz będzie mnie unikać, jak każdy inny zresztą. Otworzyłem drzwi komnaty i cofnąłem się z sykiem. Słońce. Świetlista smuga padała na podłogę. Jak mam ją obejść? Wziąłem głęboki wdech i wszedłem w sam środek małego piekła. Cóż, zasłużyłem sobie. Natychmiast poczułem ból w oczach i słabość ciała. Trudno, jakoś dojdę do swojej komnaty. Dotykałem palcami ścian aby wiedzieć dokąd idę. Oślepłem już w kilka minut po wyjściu. Uroki pochodzenia z otchłani gdzie nigdy nie świeci słońce. Gdy dotarłem do schodów których nie pamiętałem zakląłem i zleciałem na sam dół z donośnym hukiem. Zostawiłem po drodze kilka czarnych piór. Musiałem doprawdy stanowić interesujący widok. Nie wiedziałem jednak czy ktokolwiek upajał się moim własnym koszmarem.

<Vierra? xD >

Od Vierry CD Mathaela

Tak, udało mu się ją zawstydzić, i to poważnie. Zapomniała jednak o tym widząc kolejny koszmar. Tego się nie przestraszyła, była wściekła. On naruszył jej przestrzeń osobistą w jeszcze większym stopniu niż dotychczas, posągi były jej przyjaciółmi. Jak dzieci miały swoich wyimaginowanych przyjaciół, tak ona miała rzeźby-jedyne stworzenia z którymi mogła pogadać od serca.
-Przesadziłeś-warknęła. Tym razem znalazła duuuużo większe przedmioty których już tak łatwo nie było unikać. To z jednej, to z drugiej strony latały księgi, wazony, ubrania(znalazło się parę sztuk bielizny) i małe figurki przedstawiające zwierzęta, rośliny i ludzi.
-Ze mną rób co chcesz, je zostaw w spokoju!-krzyknęła na koniec i po prostu przyłożyła mu z liścia.
Odwróciła do niego plecami, przeszła przez pokój i usiadła w miękkim fotelu obok którego stała najbardziej okazała figurka. Przedstawiała starszego mężczyznę w zbroi i pięknie wykonanym mieczem u pasa, na samym dole wyryte były inicjały "S.P". Była w stanie wybaczyć mu te chamskie odzywki, koszmary które zgotował jej wcześniejszej, to jak bezprawnie panoszył się po jej pokoju a nawet fakt, że patrzył jak się przebiera! Ostatnia sprawa była jednak niewybaczalna, dotknęła czegoś ukrytego dużo bardziej niż strach. Poczucia samotności.

<Mathael? XD>

Od Malthaela - Cd. Vierry

Uśmiechnąłem się widząc jaka była wściekła. Do twarzy jej było z rumieńcami i tymi iskierkami w oczach. Ale o czym ja właściwie myślę?
- Oczywiście. - powiedziałem podchodząc nieco bliżej. - Dzięki temu mogłem podziwiać twoje kształtne plecy i powiem szczerze, że jednak różnisz się od innych kobiet.
Zrobiła się czerwieńsza niż zazwyczaj. Czy to wściekłość czy w końcu udało mi się ją zawstydzić? Nie miała chyba już czym we mnie rzucić, ale kilka ciężkich tomiszy książek by się znalazło.
- Co?! Co chcesz przez to powiedzieć, że jestem...
Uniosłem wyżej brwi. Taaak, takiej zabawy nie miałem od wieków.
- Twierdzę tylko, że jesteś znacznie ładniejsza od wielu innych które widziałem.
No i proszę jednak może być bardziej czerwona. I cóż, znalazła ciężki posążek do rzucenia we mnie. Uchyliłem się w porę aby nie stracić głowy. Z głośnym trzaskiem lodowe cudeńko rozbiło się o ścianę. Wielka szkoda. Mogłem je zabrać na pamiątkę gdy już nie będzie mnie chciała widzieć.
- Wyjdź! - wrzasnęła.
No i wróciliśmy do początku. Podszedłem do wielkiego łoża z pięknymi błękitnymi zasłonami i skoczyłem na nie, rozkładając skrzydła.
- Nie mam zamiaru. Jestem dziś na twoją wyłączność. A jeśli bardzo chcesz, chętnie przyrządzę ci mały koszmar. - zmrużyłem oczy i wskazałem sąsiednią ścianę z posągami.
Zbladły i zaczęły się poruszać. Postacie wydawały się teraz realne i wyciągały do niej zakrzywione pazury, a ze ścian dobywały się głosy cierpiących dusz. Dostrzegałem nawet wykrzywione w agonii twarze.
- Czy może jednak porobimy coś innego? - zapytałem a koszmar zniknął nagle, jakby nigdy go nie było.

<Vierra? xD >

Od Lumen CD Connora

Byłam tak zaskoczona, że przez chwilę nie wiedziałam co powiedzieć. Gdy poczułam jego dotyk wiedziałam, że robię się cała czerwona. Uch irytujące emocje. Nie potrafiła jeszcze nad nimi tak doskonale panować jak niektóre elfy. Nas, kapłanki trzymano dosłownie pod kloszem z dala od towarzystwa mężczyzn i Connor był chyba pierwszym który mnie dotknął w taki sposób. Muszę się otrząsnąć bo wyjdę w jego oczach na idiotkę.
-Ja nie ufam nikomu. -powiedziałam, ale głos mi drżał niszcząc nieco efekt.
Spojrzał dziwnie. Czy go zraniłam? Miałam nadzieję, że nie. Nie chciałabym tego.
-Ale przyszłaś ze mną, zupełnie obcy facetem do siedziby wrogiej organizacji. No faktycznie nieufna jesteś jak cholera.
Spuściłam wzrok. Było mi głupio. Oczywiście miał rację. Jak miałam mu wytłumaczyć, że nie oceniam ludzi przed poznaniem? Przecież to niepraktyczne. Co by było gdyby odciął mi głowę? Nie powinnam tu przychodzić. Zagryzłam wargę w nerwowym tiku.
-Black. -spojrzałam na niego pewniej.
-Przecież mogłeś mnie zabić już w lesie. Jestem czarodziejką. Myślisz, że nie potrafię się obronić?
Podszedł znacznie bliżej niż powinien. Czułam ciepło bijące od niego. Nie miałam jednak jak uciec gdyż naparłam na zimną ścianę. Nieprzyjemne dreszcze przeszły mi wzdłuż kręgosłupa.
-Nie sądzę byś mogła cokolwiek zrobić. -powiedział strasznym głosem.
Czyli znowu trafiłam na socjopatę lub mordercę? Błagam tylko niech nie będzie taki jak Malthael. Zamknęłam oczy uspokajając oddech. Gdy otworzyłam, byłam już ponownie sobą. Wyciągnęłam rękę i lekko dotknęłam jego policzka. Chyba był zaskoczony.
-Nie boję się ciebie bo nie zrobiłeś mi krzywdy. A teraz przestań mówić głupoty i chodź ze mną. Mam ci wiele do pokazania.

<Connor? xD>

Od Vierry CD Malthaela

Włączył się jej tryb twórczy.-Ja bym jednak spróbowała-wyszeptała z zastanowieniem do siebie, patrząc na poszczególne części jego ciała. Ponownie spojrzała na swoje mokre ubranie, nie zamierzała w nim siedzieć.
-Wyjdziesz? Vierra Aley, mag z Królewskiej Akademii Magii prosi cię, a nawet błaga żebyś wyszedł!-Coś nie do pomyślenia, żeby to ona musiała kogoś o coś prosić. Pierwszy raz trafiła na tak upartego człowieka.
-Zadajesz głupie pytania, oczywiście że nie wyjdę.
Zaczęła burczeć pod nosem. Miała silny charakter(a przynajmniej tak zawsze sądziła) i niewiele razy się trafiło żeby ktoś z takim uporem trzymał się swojego. Spróbowała jeszcze parę razy. To prosiła, błagała, groziła a nawet próbowała wypchnąć siłą. Oparła się o niego rękami, zaparła nogami i pchała ile sił w tym drobnym ciele. Przesunęła go o kilkanaście centymetrów. Mogła zastosować parę brudnych sztuczek ale nie miała na nie po prostu siły. Wymiękła po ostatnich przeżyciach.
Wkurzona wzięła pierwszą, lepszą bluzkę na przebranie, odwróciła się do niego tyłem i po prostu ją zmieniła. Była naprawdę zdenerwowana, toteż nie doszło do niej zbytnio co właściwie zrobiła.
-Zadowolony?-fuknęła patrząc przez okno z miną mówiącą "mam na ciebie focha, nie odzywaj się do mnie".

<Malthael? Piszą z tobą, boję się w pozytywnym znaczeniu tego słowa, co z tego wyjdzie XD>

Od Connora CD Vierry

-Niech ci będzie. tylko się postaraj i zrób broń, a nie ścierwo. Inaczej naprawdę tego pożałujesz.
-To był łatwy układ. -zaczęła się nikczemnie śmiać. -Poza tym. -zaczęła. -Obiło mi się o uszy, że zaprzestałeś z wymuszaniem seksu u innych. Mam rację?
-A co ma teraz do rzeczy fakt, czy to robię, czy nie? -chociaż tak. To prawda. W ostatnim czasie przestałem to robić jak i wymuszać.
-Nic. Po prostu mówię, że obiło to mi się o uszy. -znów zaczęła się śmiać... to takie... wkurwiające. Mam jej naprawdę dosyć.
-Więc dobrze. Od czego mam zacząć?
-Zrób coś.
-Może jaśniej suko? -moja cierpliwość się kończy...
-Och Black, Black... tak szybko zniżać się do takiego poziomu? Mhm, wiesz... rozbierz się i rób przedstawienie. Nie wiem, tańcz, śpiewaj, zabawiaj... cokolwiek. Byle było interesująco.
-Chciałabyś. Nie będę się ośmieszał przed takim babskim dziwadłem.
-Pamiętaj, że od dziś jesteś moim sługą. Więc? Co teraz zrobisz? -ten przebrzydły uśmiech wciąż pozostawał na jej twarzy...

<Vierra? :3>

Od Malthaela - Cd. Vierry

Malthael zmaterializował się w progu i z głośnym westchnieniem wpatrywał w rzeźby.
- No proszę, a więc jesteś artystką. - powiedział, podziwiając piękno wykonania.
Nie znał się na uczuciach ale ślepy nie był, a lód budził w nim dziwne emocje. Dziewczyna spojrzała ciężko.
- Wolałam cię w formie kruka.
- Doprawdy? To można naprawić. - puścił do niej oko i swojskim krokiem zaczął obchodzić komnatę.
Obserwowała go uważnie.
- Mógłbyś wyjść? Chcę się przebrać. - wskazała mokre nadal ubranie.
Uśmiechnął się bezczelnie.
- Nie przeszkadzaj sobie. Dziś jestem twoim ochroniarzem. Poza tym nie masz niczego co różniłoby cię od innych kobiet.
To był błąd. Zrozumiał to widząc lecący lodowy wazon. Uchylił się w porę i zastanawiał jak takie delikatne rączki mogły unieść taki ciężar.
- Spokojnie, odwrócę się i nic nie zobaczę. - powiedział z dziwnym uśmiechem.
- Chyba w twoich snach. - warknęła.
Spochmurniał natychmiast.
- Nie pamiętam jak to jest śnić. Zapewne przyjemnie. - wyszeptał idąc do sporego regału z książkami. - Po co ich tu trzymasz? - wskazał na rzeźby.
- To moi byli chłopacy. I ci którzy nie chcieli dobrowolnie wyjść z pokoju. - odparła z jadowitym uśmiechem.
Uśmiechnął się do niej lekko i zignorował groźbę.
- Jak dobrze, że jestem demonem. Mnie nie można zamienić w rzeźbę.
- Tak sądzisz?
- Mhm, byłaby tak koszmarna, że zniszczyłaby się sama.

<Vierra? Taaak, nie zamierza wyjść za nic xD >

Od Malthaela - Cd. Rachel

Spojrzałem z lekkim zaskoczeniem na słodką wampirzycę która dossała się do niewinnego człowieka. Normalnie moja krew! Jeśli mogę tak to ująć. Podszedłem do niej i zamknąłem w ramionach, odciągając od nieprzytomnego. Nie wyrywała się, czym mnie nieco zawiodła. Ale cóż, będzie jeszcze czas na walkę.
- Chodź strzygo, co za dużo to niezdrowo. - powiedziałem robiąc z nią kolejnych kilka kroków do tyłu.
Black spojrzał na nas podejrzliwie. Był chyba najbardziej irytującym typem w całej organizacji. Miałem zamiar niebawem przygotować specjalnie dla niego maraton koszmarów. Wskazał na drżącą dziewczynę.
- Zabierz ją stąd! - wrzasnął.
Było mi to jak najbardziej na rękę. Tylko ja i piękna wampirzyca. Oczywiście nie gustowałem w krwiopijcach, a jej strachu jeszcze nie zasmakowałem co zamierzałem niebawem naprawić, ale raz się żyje. Chwyciłem nieszczęsną za nadgarstki i zamieniłem wraz z nią w czarną mgłę. Z niesamowitą prędkością pokonaliśmy mroczne korytarze zamczyska. Muszę sobie coś znaleźć, bo to mieszkanie razem doprowadzało mnie do szału. No i był jeszcze zegar który słyszałem nawet tu. Zmaterializowaliśmy się nieopodal pogrążonego w wiecznym chyba półmroku ogrodu. Jak cokolwiek tu rosło? Pojęcia nie miałem. Wszędzie jednak pełno było ohydnych czarnych róż i kilka białych. Spojrzałem na drżącą nieco dziewczynę w moich ramionach. Czy było mi jej szkoda? Żal? Cóż te słowa znaczą? Odsunąłem ją na bezpieczną odległość i obszedłem w koło.
- Jesteś nienasyconą strzygą jak sądzę. Zaatakowałaś jednego z naszej organizacji co mam gdzieś, swoją drogą. - powiedziałem mając zamiar jednak nieco wykorzystać jej stan.
Zwykle wydawała się taka pewna i opanowana, a w obliczu głodu wychodziła prawda. Niczym nie różniła się od wielu innych. Wielka szkoda...

<Rachel? ^^ >

Od Malthaela - Cd. Selene

Malthael zrobił urażoną minę. Dotknął miejsce gdzie każdy normalny miał serce. On jednak miał tylko czarny kryształ uniemożliwiający odczuwanie dobrych emocji.
- Ranisz mnie słodziutka.
Spojrzała na niego wilkiem.
- Wątpię. Jesteś z Need Evil?
- Mhm.
Westchnęła i przyspieszyła. Szybko ją dogonił.
- Powiedz, dlaczego kobiety przede mną uciekają? To przez rogi?
Przystanęła i pokręciła głową.
- Może po prostu jesteś irytujący?
- Możliwe. Ale powinnaś się cieszyć. Mało kto może powiedzieć, że odprowadza go Władca Otchłani.
Zrobiła większe oczy.
- Teraz wydajesz się bardziej straszny. Dlatego uciekają.
Zaśmiał się i wziął ją pod ramię, ignorując protesty. Trzymał mocno, nie tak jednak by ją zabolało. Owiała ich czarna mgła a po chwili byli kawałek bliżej siedziby Iluminatów.

<Selene? ^^>

Od Vierry CD Maiev

Vierra wzdrygnęła się. Stojąc za jednym z drzew, obserwowała jak dziewczyna bezradnie próbuje ją znaleźć. Czarodziejka nie przepadała za walką w takim terenie. Magia dawała jej niejaką swobodę, której nie posiadali użytkownicy zwykłych broni.
Ukryła się na wyższej gałęzi, ukryta w koronie drzewa. Z coraz większym zainteresowaniem obserwowała młodą elfkę. Podziwiała grację z jaką się poruszała, jednak te uszy...Uh, coś okropnego. Gdyby nie one, pewnie mogła by pozwolić jej przebywać w swoim towarzystwie.
-Jak się nazywasz szpiczastoucha?-spytała zmieniając co rusz swoją kryjówkę.
-Myślisz że ci powiem? Wyjdź, nie chowaj się-warknęła dziewczyna. Aley uśmiechnęła się do siebie. Widać że tak prędko z tond nie uda jej się odejść.

<Maiev?>

Od Lumen - Cd. Draygon'a

Uśmiechnęłam się lekko. Nie chciałam go zanudzać moją historią ani tym jak ciężko jest wejść do królestwa elfów.
- Pochodzę z dalekiej krainy elfów. Jej nazwa wiele ci chyba nie powie. Jest trudna do wymówienia dla ludzi. - powiedziałam grzejąc się przy ognisku.
Zdjęłam wierzchni płaszcz który był całkowicie przemoczony. Drżałam jeszcze mocno ale odczułam wyraźną ulgę. Byłam mu wdzięczna za pomoc. Jakby nie patrzeć uratował mi życie.
- Przepraszam za ten chaos na jeziorze. Nie sądziłam, że zaklęcie nie wyjdzie. Ostatnio coraz częściej mi się to zdarza. Nie to, że jestem jakimś złym magiem tylko...
Uspokoił mnie uśmiechem.
- Spokojnie. Ja cię nie oceniam.
Czułam że się rumienie. Oj głupia jestem.
- A ty skąd pochodzisz?

<Draygon? :) >

Od Rachel Cd Malthaela

Czułam, że ktoś jest w pobliżu. Choć nie sądziłam, że ktoś ma zamiar mnie śledzić. Szłam przed siebie.
Po pewnym czasie objawił się mój szpieg.
-Wydawałaś się interesującą osobą. A teraz tylko idziesz i idziesz... straszna nuda. -oczywiście był to Malthael.
-Czy to źle?
-Tak. I to bardzo. Rób coś ciekawego wampirze. -zamienił się w kruka i siadł na moim ramieniu. Głęboko westchnęłam... Malthael znów przemienił się w swoją ludzką postać.
-Jak smakuje moja krew?
-Sam mówiłeś, że demoniczna krew wcale nie jest zbyt dobra... Dasz mi w końcu spokój? Zaczynasz mnie irytować. -szedł za mną dalej. Prowadziliśmy konwersację o niczym. Szliśmy tak i szliśmy... aż dotarliśmy do pewnego miejsca, gdzie usłyszałam krzyki. Głos tej osoby już dobrze znałam. A był to Rene. W oddali zauważyłam też odchodzącego Blacka. Razem z Malthaelem podeszliśmy do Daichiego...
-Czy wszystko dobrze!? -nic nie wyglądało dobrze. Rene miał rany na szyi i ręce. Były otwarte, a lała się z nich krew.
-Krew... -zaczęłam jęczeć.
-Widzę, że wampirza wola jest dość słaba.
Chwyciłam go za ramię i mocno przyparłam do ziemi. Po prostu... rzuciłam się na niego. Nie dałam rady... Byłam zbyt słaba, a ludzka krew jest najlepsza. Stracił przytomność.
-Przepraszam Daichi... ja... nie chciałam... -zaczęłam płakać. Łzy same napłynęły mi do oczu. zaczęłam je wycierać.
-No to ładnie... -wymamrotał Malthael.

<Malthael? :3>


Od Isabelle CD Artura

Siedziałam jeszcze przez chwilę nim dotarło do mnie że jestem cholernie głodna. Zeskoczyłam z drzewa z gracją i pobiegłam na miasto. Użyliśmy swojego starego lokum, w centrum Avalonu. Najpierw trzeba było wynaleźć miejsce trzem bezdomnym,którzy weszli przez wybite okno. Oddałam im mini chatkę,a sama z dwoma koszami zakupów robiłam obiad. Usłyszał am ciężkie buty na schodach.
- Co tam robi tych troje?
Wzruszyłam ramionami.
- Mieszka. Nie będą nam i przeszkadzać.
Skiną głową i nałożył sobie sporą porcję.
- Smacznego.
Miałam pełne usta więc tylko uniosłam kciuk.
- Do wiedziałem się od kogo przeszło zlecenie.
Spojrzałam na niego z nowym zainteresowaniem.
- Czerwona Sucz zaczyna mieszać i wysłała swojego piepszo*ego Rudego Pieska.
- Kira?
Ski na krótko głową. Mieliby powód. Nienawidzili nas oboje. Z wzajemnością.
- Krewni będą musieli pomścić ich śmierć. Jaka szkoda.
Dokończyłam obiad i zaczęła szukać obrysowanej deski w podłodze. Gdy ją znalazłam podważyłam i nacisnęłam przycisk pod spodem. Brat otworzył klapę w podłodze.
-Bingo.- mruknęłam.
Broń czysta i wypolerowana.

<Artur?>

Od Maiev cd. Vierry

-To nie była odpowiedź na moje pytanie- oznajmiła elfka, jeszcze mocnej napinając łuk i będąc gotowym wbić jej strzałę między oczy.
Cisza.
Annabelle odetchnęła i schowała broń.
-Te uszy też możesz schować- burknęła nieznajoma.
Maiev zacisnęła pięści, próbując się powstrzymać, by nie uderzyć lodowej "księżniczki" w jej nieuszkodzoną (jeszcze ) twarz.
-Masz jakiś problem?- spytała dość spokojnie.
-Tak, mam- odpowiedziała powtórnie poprawiając czapkę.
-No to masz problem.- oznajmiła lekko ochrypłym głosem.
Kropla deszczu spadła jej na nos. Przykryła się kapturem, gdy miała zamiar iść poślizgnęła się na lodzie. Za sobą usłyszała złośliwy chichot. Wstała szybko, wyjęła łuk i strzałę z zakrwawionym grotem i strzeliła. Strzała przeleciała centymetr od jej głowy, naruszając kosmyki włosów i ucinając je.
-Dość tego!- krzyknęła Maiev.- Nie dam sobą pomiatać, głupi człowieku.- burknęła.
Mina czarnowłosej była nie do opisania. To była wściekłość mieszająca się z pogardą, ale i lekkim zaskoczeniem. Maiev wyciągnęła kolejną strzałę lecz spadła na ziemię, gdy czarodziejka trafiła kryształem lodu w jej rękę.

<Vierra? XD sorki, że tak długo c: >

Od Vierry CD Connora

Uśmiechnęła się doń, robiąc słodkie oczy.-Jak dla ciebie? Wystarczy że przez dwa tygodnie będziesz mi usługiwał.
-Chyba śnisz!
-Nie, mówię całkiem poważnie-powiedziała śmiejąc się w głos. Palcem przeczesała swoje długie, ciemne włosy. Czekając na odpowiedź, przeszła przez salę siadając w fotelu przeznaczonym dla dowódcy. Kiedyś to ja będę tu siedzieć-pomyślała zakładając nogę na nogę. Szczerzyła białe ząbki, nie mogąc ukryć rozbawienie jakie wywołały w niej miny obu panów.

<Connor?>

Od Selene cd. Malthaela

Dziewczyna niepewnie ruszyła dalej z torbą na ramieniu, w której coś mocno się szamotało. Nagle poczuła niemiły dreszcz. Ktoś ją obserwował. Odwróciła się gwałtownie i stanęła twarzą w twarz z nieznajomym.
- Dziękuję, ale poradzę sobie sama. Nie musisz mnie odprowadzać. – dodała z ironicznym uśmiechem. Chłopak patrzył na nią pożądliwie tak, że zrobiło jej się nieswojo.
- Ja idę tylko w tą samą stronę, co ty. Nie zamierzam się zbliżać do siedzimy Iluminatów. – powiedział zimno jakby mówił o robakach. Żachnęła się lekko i poprawiła torbę, w której coś zasyczało. Malthael spojrzał na nią ciekawie.
- Co ty tam chowasz?
- Nie powinno cię to obchodzić. – powiedziała chłodno i poszła dalej. Jednak gostek nie chciał się odczepić. Kluczył za nią po lesie jak ogar gończy. Wreszcie westchnęła i zatrzymała się.
- Możesz się wreszcie odczepić?

(Malthael? Prawda, prawda :3 Twojego opka nie da się pomylić z żadnym innym)

Od Connora CD Lumen

Nocte była zadowolona z tego, co właśnie jej pokazałem. Kiedyś często przesiadywałem w tym miejscu. Ale później, kiedy tam wracałem już nie robiło na mnie żadnego wrażenia. Aż do dziś...
-Co powiesz na rewanż?
-W sensie? -nie wiedziałem o co jej chodzi.
-Teraz ty odwiedzisz mnie.
Zaniemówiłem. Już raz Atos skopał mi tyłek, a właściwie to ramię, ale to raczej to samo.
-T-taa... w porządku. Jak chcesz. -zamiast powiedzieć "nie i wal się" wyszło to, co wyszło... choć pewnie Nocte usłyszała jak mój głos drżał.
-Wszystko dobrze, Connor? -pierwszy raz nazwała mnie po imieniu.
-Tak... chyba tak... -podszedłem do małego jeziora i zamoczyłem dłonie w wodzie - tak samo jak Nocte. Woda wydawała się chłodna, ale nie zimna.
-Boisz się mnie? -zapytałem.
-Nie wiem... wydaję mi się, że nie. -odpowiedziała bez dłuższego namyślenia.
-Dziwne.
-Czy coś w tym złego, że tak myślę? -wstała i znów podeszła do kryształów, które były na ścianach.
-Przyzwyczaiłem się, że każdy mnie unika. Więc dziwię się, że tak myślisz. Zazwyczaj byłem nazywany brutalnym, bezczelnym i okrutnym zboczeńcem. -zataczałem kółka w taflach wody.
-Tak naprawdę jest? Dziwię się, bo na razie wciąż mnie uszczęśliwiasz, a nie ranisz. Kiedy jestem blisko ciebie czuję się naprawdę dobrze. -tym razem nie przeszkadzało mi to, że tak mówi. Ale nie miałem zamiaru uśmiechać się z tego powodu. Także wstałem i podszedłem to kryształów.
-Czy to dobrze, że tak uważasz? -zapytałem z ciekawości.
-Nie wiem, zapytaj samego siebie... A jak sadzisz? -wziąłem ją od tyłu i mocno przyparłem do ściany tak, aby nie mogła się wydostać. Nocte odwróciła wzrok, ale nie miała zamiaru uciekać.
-Nie ufaj mi. Nie chcesz, aby dochodziło do tego typu akcji jak teraz, prawda? Ja sam, też nie chce... -zacząłem się do niej stopniowo przybliżać, ale zaraz się cofnąłem.
-Przepraszam... -zazwyczaj takie rzeczy były dla mnie proste. Nic szczególnego. Ale... nie tym razem...

<Lumen? :P>

Od Artura CD Isabelle

Spojrzał na nią badającym spojrzeniem. Miał się odezwał jednak w ostatniej chwili zrezygnował. Wyminął ją idąc kawałek.-Jeżeli będziesz chciała porozmawiać, jestem w gabinecie.-Nie czekając na odpowiedź, ruszył przed siebie. Przeszedł dwadzieścia metrów i zniknął z jej oczu.
Siedział w swoim gabinecie, przy biurku oświetlonym paroma świecami. Przeglądał raporty dotyczące ostatnich przestępstw. To naprawdę nie należało do jego ulubionych zajęć. Czasu tu spędzony mógł poświęcić na jazdę konną, szermierkę a nawet czytanie! Ale nie, Atos uwielbiał zasypywać go dokumentami, które sam już wcześniej wypełnił, uważał że nie może tego przesłać dalej puki nie będzie w stu procentach pewien że wszystko jest w porządku.

<Isabelle?>

Od Aryi CD. Draygona

-Nie śpię nie śpię – wyszłam z jaskini. - Miło, ze wpadliście.
-Wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.
  Wchodźcie– zachęciłam gości.
Draygon wszedł do jaskini natomiast problem był z Crajzy. Była zad uża więc po prostu wsunęła głowę do wnętrza, a reszta jej ciała została na zewnątrz.
-Widzę, że się rozgościłaś – chłopak uśmiechnął się i spojrzał na trzaskający wesoło ogień.
-Tak, tak – rzuciłam przez ramię. - Wstałam już dano i przygotowuję posiłek.
Po tych słowach uklękłam przy niewielkim kociołku wiszącym nad ogniskiem. Zamieszałam lekko łyżką i wsypałam parę ziół. Po jaskini rozszedł się miły aromat.
-Mm... co to będzie? - Draygon zajrzał do kociołka.
Uśmiechnęłam się tajemniczo.
-Moja specjalność. Potrawka z królika. Skusisz się? - zachęciłam.
-Z przyjemnością.
Odczekaliśmy zeby królik zaróżowił się i zaczęłam nakładać potrawkę na liście służące za talerze. Odłożyłam też oczywiście porcję dla Crajzy. Draygon wziął jednego liścia i skosztował pierwszy kęs.

<Draygon? Smakuje?>

Od Vierry CD Malthaela

Czuła się dość...nieswojo. Sama świadomość, że ma na ramieniu demona który potrafił sprawić że się bała, była jej nie w smak. Miała jedynie nadzieję że nikt nie widział scenki która wydarzyła się nad jeziorem. Ona, Vierra Aley klękała przed człowiekiem! Ona! W jej krótkim życiu zależało jej na dwóch rzeczach: Magi, magi lodu bez której nie umiała funkcjonować, oraz na zachowaniu twarzy jako nieugiętej kobiety, chciała żeby ją poważano. A że przy tym często traciła przyjaciół, to już kompletnie co innego.
Popatrzyła na czarnego kruka z udawaną nienawiścią, czuła do niego respekt ale trzeba przecież utrzymać pewne pozory.-Będziesz tak siedzieć cały dzień?-spytała ze skwaszoną miną. Jedno spojrzenie w ciemne oczy czarnego kruka i już znała odpowiedź. Oczywiście że będzie siedział, tak prędko jej nie zostawi. Jedno dotknięcie podłoża na którym stała, wystarczyła żeby Vierra stworzyła sobie lodową zjeżdżalnię, dzięki której dość szybko dostała się do środka zamczyska.
Wyprostowała się, przybrała drwiącą minę i krokiem pełnym gracji oraz pewności siebie, ruszyła przez korytarz. Po krótkim spacerze, doszła, a raczej doszli do jednej z ciemniejszych części zamku. Aley otworzyła samotne drzwi, stojące nieco na uboczu.-Ciesz się, nie dużo osób a szczególnie mężczyzn ma tu wstęp-mruknęła wchodząc do pomieszczenia. W środku(jak można było się spodziewać) panował chłód. Pomieszczenie było urządzone w sposób wygodny i praktyczny, bez zbędnych ozdób. Spojrzenie przyciągały lodowe posągi stojące na uboczu, w rogach, pod drzwiami i oknem. Jak wieczni strażnicy pełniący swoją wartę. Były niemal że...ludzkie? Realistyczne oczy wołały wręcz o pomoc. A przynajmniej tak się wydawało. Vierra miała do nich słabość. Często czuła się samotna, do czego się nie przyzna, właśnie w takich chwilach zwierzała się swoim cichym towarzyszom. Nie oceniają, nie mówią, nie drwią.

<Malthael? Rozpisałam się XD>

Od Lumen CD Connora

Zaparło mi dech w piersiach. Stałam tam jak kołek, wpatrzona w olbrzymią jaskinię. Tak, coś najzupełniej normalnego ale jednak, ściany miała ozdobione naturalnymi kryształami w różnych barwach. Od czerni po najjaśniejszy złoty, poprzez zielenie i błękity, czerwienie i… tu było wszystko. Przekroczyłam zachwycona próg. Gdy tylko podeszłam do pierwszego kryształu ten delikatnie się rozjarzył, wydając cichy dźwięk.
-Co to za miejsce?
-Raczej nie sala tortur, chociaż… zależy dla kogo. -powiedział z uśmiechem.
Odwzajemniłam go i z zaskoczeniem stwierdziłam, że czuję się swobodniej niż z kimkolwiek innym. To było niepokojące.
-Do twarzy ci. -powiedziałam nim ugryzłam się w język.
Spojrzał zaskoczony.
-Słucham?
Już nie mogłam się zbytnio wycofać. Dotknęłam leciutko kryształu a ten wydał przyjemny dźwięk.
-No z uśmiechem.
Zrobił się czerwony ale przez słabe światło miałam tego nie zauważyć.
-Znowu to robisz. -warknął.
Zaczynałam lubić te jego reakcje i humory.
-Co? -zapytałam niewinnie.
Spojrzał groźnie a ja uniknęłam jego wzroku patrząc gdzieś w bok. Złościł się na mnie? Naprawdę? To akurat nie było dla niczym nowym. Ludzie zwykle reagowali na mnie dziwnie. Najczęściej agresywnie. Dlaczego? Kto ich tam wie. Aby zmienić temat odbiegłam na środek jaskini i zanurzyłam dłonie w niewielkim jeziorku. Wręcz przepełniała mnie magia tego miejsca. Taki cud w mrocznej siedzibie? Czy może jednak nie byli tacy źli jak nam ich przedstawiali? Black podszedł do mnie z tyłu. Normalnie zareagowałabym atakiem ale teraz nie miałam zamiaru. Czy uśpił moje instynkty by potem zabić? To byłoby niezmiernie smutne. Spojrzałam na niego przez ramię.
-Co powiesz na rewanż?
Spojrzał zdziwiony. Szkoda, że już się nie uśmiechał.
-W sensie? -zapytał patrząc z napięciem. Miałam niezdrową ochotę wywołać uśmiech na tej ponurej twarzy. - Teraz ty odwiedzasz mnie.

<Connor? :3 >

Od Draygon,a cd Lumen

-Draygon. Miło mi - uścisnąłem jej dłoń, -A to Crejzi. Moja siostra. - przedstawiłam również smoczyce. Widziałem że dziewczyna marznie. Dziwnie.. ale o nic nie pytałem. Znalazłem pare patyków i jedno machnięcie ręki i ognisko gotowe.
-Może teraz będzie ci cieplej -oznajmiłem. Usiadłem po chwili.
-Tak ogólnie to z skąd pochodzisz? -spytałem wpatrzony w ognisko a po chwili na nią.

<Lumen? Wybacz brak weny>

Od Draygon,a cd Aryi


Po rozstaniu ruszyliśmy wyżej w swoje strony. Weszliśmy do jaskini, mimo chłodu mi zimno nie było. Oparłem się o smoczyce jak o poduszkę. I spoglądałem w sufit jaskini. Myślami długo o dziewczynie... Miła i spokojna. Po czym zasnąłem w końcu. Długo nie spałem. Szybko pojawiło się słońce. Siostra obudziła się tuż zaraz po mnie. Wstałem i rozciągnąłem się. Następnie wyszedłem z jaskini a smoczyca za mną.
-To co. Lecimy do Aryi? -spytała Crejzy umysłowo.
-Hm.. czemu by nie - usiadłem wygodnie na grzbiecie smoczycy.
-Ale przyznaj...
-Co mam przyznać? -spytałem marszcząc brwi.
-Serce ci wali. Myślisz że nie słyszę? -uśmiechnęła się.
-Cicho siedź... - oznajmiłem. Uśmiechając się. Po chwili wylądowaliśmy niedaleko Aryi.
-Nie spać, zwiedzać - zapukałem w ścianę.


<Aryia?>

Od Lumen - Cd. Aryi

- Dziękuję, że mnie jednak nie zostawiłaś. - powiedziała drżąc nieco i kierując skostniałe dłonie nad płomień.
Elfka wydawała się zdziwiona.
- Dlaczego miałabym?
- Tak tylko pomyślałam… - powiedziała patrząc gdzieś w bok.
Wiedziała, że większość spotkanych osób jest zbyt zajęta własnymi sprawami aby tracić czas na innych. W końcu niby dlaczego Arya miałaby zrobić coś ponad to?
- Jesteś na polowaniu? - zapytała po chwili ciszy Lumen.
Arya pokręciła jednak głową.
- Bardziej na zwiadzie. Ale jeśli uda mi się coś upolować, nie widzę przeszkód.
Lumen uśmiechnęła się a po chwili obie spojrzały na dziwnie dogasające ognisko. Na zewnątrz zrobiło się ciemniej i wiał mocniejszy, lodowaty wiatr.
- Co się dzieje? - wyszeptała Arya.
U wejścia do jaskini ujrzały otuloną cieniem postać. Już na pierwszy rzut oka widać było wielkie skrzydła. Wszedł w zasięg ogniska i skrzywił nieco gdy poczuł na twarzy drażniące światło.
- Witam moje Panie. Doprawdy kiepska pora na spacer. - powiedział Malthael siadając po drugiej stronie ogniska.
Wyciągnął spore, zakrzywione ostrze i zaczął je dotykać leciutko w różnych miejscach. Za każdym razem broń błyszczała runicznymi znakami.

<Arya? xD Nie mogłam się powstrzymać >

Od Malthaela - Cd. Vierry

Malthael spoglądał na nią przez chwilą z zadumą. Po chwili jednak podszedł i uklęknął na jedno kolano, aby mieć na wysokości wzroku jej twarzyczkę. Wydawała się w obecnej chwili taka krucha. Ale wyczuł to bezbłędnie. Maleńkie ukłucie strachu w jej umyśle. Czy odczuwał teraz wyrzuty sumienia? Nie znał nawet takiego słowa. Po prostu był, istniał. Został wieki temu ograbiony ze wspomnień i dobrych uczuć. Nie mógł więc rozumieć.
- Czyżbym cię przestraszył? - wyszeptał dotykając zimną dłonią jej policzka.
Drgnęła i odsunęła się nieco.
- Nie.
Zaśmiał się, a w okolicy ponownie usłyszała cichutkie szepty. Zdecydowanie nieludzkie.
- Twój strach jest inny. Wyjątkowy bo bardzo trudny do uzyskania, ale nie martw się. - wstał i otrzepał ubranie. Wyciągnął do niej dłoń aby pomóc wstać. Przyjęła po chwili wahania. - Nie użyję na tobie zbyt szybko moich mocy. Czuję się zmęczony.
Skrzydła jakby mu opadły i spojrzał zamglonym wzrokiem w kierunku wschodu. Zaraz potem ponownie odwrócił do niej z dziwnymi iskierkami w oczach.
- Nie możesz tu zostać. Jak już mówiłem przeziębisz się.
Potrząsnęła głową chcąc się odsunąć ale nie pozwolił. - Latałaś kiedyś na skrzydłach wiatru? - zapytał szeptem.
Otworzyła szerzej oczy a wokół zafalowała czarna mgła otulając ich mrocznym całunem. Z boków wyrosły niematerialne skrzydła i uniosły ich w powietrze. Demon chwycił mocniej dziewczynę aby nie wypadła i skierował się do odległego zamku, siedziby Need Evil. Wylądował chwilę potem na dachu jednej z wież. Trzymał ją w ramionach z lekkim uśmiechem. Zaraz jednak ukazały się pierwsze promienie słońca które padły mu na twarz. Krzyknął i zachwiał się niebezpiecznie. Przyklęknął na jedno kolano ale nie wypuścił z rąk dziewczyny. Zasłonił oczy jednym skrzydłem. Już zdążyły zrobić się czerwone i podrażnione.
- Nienawidzę słońca. Jeśli kiedykolwiek nazwę cię jego zdrobnieniem, możesz mi dać w twarz. Ale póki co… mogę cię wykorzystać?
Nie czekając na odpowiedź ułożył ją bezpiecznie na dachu a sam przybrał formę kruka. Zatoczył niewielki łuk i usiadł jej na ramieniu.

<Vierra? :) On jak się teraz przyczepi to cały dzień będzie na tym ramieniu xD A jak ktoś się zbliży to dostanie po palcach dziobem xD >

Od Tibora Do Tori

Wysoki chłopak w czarnych szatach stał nad starą, rozpadającą się księgą. Mruczał pod nosem jakieś zaklęcia których za nic nie potrafił zrozumieć. Teoretycznie chciał ożywić golema podobnego bardziej do mumii. Teorię jednak od praktyki dzieli spora przepaść. Gdy zielona mgła opanowała truchło omal nie zachłysnął się powietrzem z radości. Zaraz potem jednak przerwał i rzucił księgą w odmęty pobliskiego jeziora gdyż ożywieniec rozpadł się w proch.
-Brawo Tibor. Jak zawsze ślepy zaułek. - warknął i schował skostniałe ręce do kieszeni czarnego płaszcza. Zaklęcie, nawet nieudane wyczerpało jego nadwątlone siły. Ruszył powoli w kierunku pobliskiego zamku. Czy będzie miał kłopoty jeśli ojciec dowie się o nieobecności? Na pewno, mało go to jednak obchodziło. Nie wiedział gdzie mógłby znaleźć odpowiednie księgi do nauki. Idąc i rozmyślając, przeszedł sporą polankę i wszedł w gęstwinę lasu. Wszędzie tu były nieprzebyte bory, pełne pułapek na nieostrożnych podróżników. Już sam fakt, że zapuścił się tak blisko siedziby Need Evil był głupotą, nie bał się jednak. Co mogli mu zrobić? Zabić? Ha! Już był martwy. Nagle wpadł na coś i z jękiem poleciał twarzą w mokrą, zimną ziemię. Wypluł liście i spojrzał na nowej obiekt swojej nienawiści. Zaraz jednak zamarł widząc zdziwioną dziewczynę. Musiał potknąć się o jej pozostawioną na ziemi torbę.
-Przepraszam, nic ci nie zrobiłem? -zapytał obawiając się, że mógł przez przypadek wysłać nić zaklęcia i jednak skrzywdzić nieznajomą.

<Tori? :3>

Od Isabelle CD Artura

Zamrugałam zdziwiona.
- Nie, dzięki.
Wiatr poruszył moimi jasnymi włosami. Założyłam je za ucho. Spojrzałam ma niego szczerze.
- Przepraszam cię za tamto.
Ja serio mu to powiedziałam? Boże drogi. Nadal uważałam że to on powinien mnie przeprosić. Bolał mnie przez niego kręgosłup, ale darowałam sobie. Odwróciłam wzrok.
- Ktoś mnie wystawił. - mruknęłam raczej do siebie niż do niego. - Jak się dowiem kto to był, niech się martwi że nie zginą wcześniej.
Spojrzałam na niebo,po chwili zamknęłam oczy,ciesząc się z chłodnego powietrza na twarzy.

<Artur?>

Od Connora CD Lumen

Nie wiem skąd, nie wiem po co, ale ten porąbany typ przyszedł za nami. Czułem, że ktoś nas śledzi... a może to istny przypadek? Nie wydaję mi się, choć w tym świecie pełnym okropnych ludzi zawsze znajdzie się jakiś kretyn, który będzie się wtrącał w nie swoje sprawy.
-Daj mi już spokój... Czego ty ode mnie naprawdę chcesz? -Nocte sprawiała wrażenie przestraszonej. Nawet bardziej niż wtedy, kiedy się spotkaliśmy.
-Wiesz... sam nie wiem. Czasami się nad tym zastanawiam. A wy? Co takiego porabiacie razem?
-... -milczałem. Nie mam zamiaru rozmawiać z takim idiotą. Ona także siedziała cicho.
-Wiecie... może wpadnę do was później. Idę zająć się nic nie robieniem. -i odszedł.
-Czego on od ciebie chce? -zapytałem ją.
-Twierdzi, że jestem jego siostrą. Wciąż mnie nęka... -wydawało się, że zaraz zacznie beczeć.
-Daj spokój. Ten debil jest naprawdę dziwny. Zawsze sprawia wrażenie nieobecnego. Zakładam, że nie masz czasu przejmować się nim. -brzmiało to jak dobra rada. Po takim czymś, musiałbym wymazać jej pamięć, czy coś w tym stylu. Już za późno.
-Masz rację. -przyznała.
-Dobra, więc chodźmy do tuneli. Może być tam coś, co być może cię zaciekawi. -mówiąc to, przypadkiem lekko się uśmiechnąłem. I to nie było wcale takie złe. Nie licząc faktu, że to widziała...
-*śmiech*. Więc potrafisz się uśmiechać. -chyba rzeczywiście jej na tym zależało. Powinienem ją już dawno stracić w sali tortur. Ale nadal uważam to za kwestię czasu.
Zeszliśmy pod ziemię. Droga rozchodziła się w trzy różne kierunki.
-W jednym z tych tuneli znajduje się podziemna kryjówka, w drugim tajemnicze miejsce, a w trzecim sala tortur. Mam nadzieję, że potrafisz szybko biegać. -miałem zamiar trochę ją nastraszyć, aby zmieniła zdanie o tym, jak to "miły" jestem. W pewnym momencie wyglądała na przerażoną. Chwyciłem ją za dłoń i wbiegliśmy do trzeciego tunelu. Tak naprawdę nie podałem jej prawdziwej kolejności tych miejsc...
-Więc to mój koniec, tak? -powiedziała to dość spokojnie, ale ja nie miałem zamiaru jeszcze odpowiadać. Jej dłoń... Nocte była naprawdę przestraszona. O to mi chodziło.
Zatrzymaliśmy się przed metalowymi drzwiami. Puściłem ją i kazałem zamknąć oczy... drzwi się otworzyły, choć dość głośno przy tym skrzypiały... po czym znów rozkazałem odsłonić oczy.
Wyglądała jakby zobaczyła coś niesamowitego... była zadowolona. Ale...
-Co ja kurwa robię? -cicho wyszeptałem. Spojrzałem się na nią i zacząłem się uśmiechać. Ale kiedy już raz to zrobiłem, później nie potrafiłem już przestać...

<Lumen? :3>