Byłam zaskoczona ale powoli przestałam się obawiać. On po prostu nie rozumiał wagi swych słów. Był, mimo swego wieku, niewinny w tych kwestiach. Dotknęłam jego policzka, lubiłam to robić. Miałam tylko nadzieję, że mu to nie przeszkadzało.
-To miłe z twojej strony. Nie musisz się martwić, nie jest łatwo mnie zranić, a dobre słowa nie mogą tego robić.
Kiwnął głową i znów się uśmiechnął. Nie wytrzymałam i zrobiłam to samo.
-Nie zraniłem cię?
-Nie.
Odetchnął z ulgą. Naprawdę mu zależało. Poczułam miłe ciepło w sercu. Jeszcze nikt nie był dla mnie tak miły i aż trudno uwierzyć, że należał do Need Evil! Czy dobrze wybrałam? Co jeśli ktokolwiek się dowie, że nie mam zamiaru z nimi walczyć? Przytuliłam się do niego, oplatając dłońmi w pasie. Był zaskoczony, chyba nie wiedział co zrobić. Po chwili również mnie objął. Było przyjemnie i ciepło. Ale nic nie trwa wiecznie. Usłyszeliśmy dźwięki łamanych gałązek a z lewej strony pojawił się mój przyjaciel Tibor. Spochmurniał widząc Connora, a dłoń rozbłysła mu zielonym ogniem. Wiedziałam co to znaczy. Zasłoniłam Blacka i wyciągnęłam ręce.
-Nie atakuj go Tiborze.
-Co?! Ale… Lumen… to.
-Wiem kim jest, ale nie zrobi mi krzywdy.
Spojrzał podejrzliwie. Wiedziałam, że trzyma w pogotowiu zaklęcia. Był straszliwym czarnoksiężnikiem i bez skrupułów uśmiercał każdego. Dziwiłam się co właściwie robił w naszej organizacji, ale nie chciał odpowiedzieć.
-No dobrze powiedzmy, że ci wierzę. Ale chyba nie musisz się do niego kleić.
Poczułam, że się czerwienie. Nie chciałam jednak mu tego tłumaczyć.
<Connor? :3 tylko go nie zabij XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz