-Widzę, że przestałaś się mnie bać, co duszyczko? -powiedział ze wstrętnym uśmiechem Malthael.
- Zostaw ją. Naprawdę będę bezlitosny. -powiedział nieznajomy nazwany Tiborem.
-Poradzę sobie. – powiedziała Selene pewnie.
-Oczywiście nie wątpię. Ale zostaw to lepiej mnie. -powiedział Tibor dobrodusznie.
-Nie wierzę, że znowu pozbawiasz mnie posiłku! -powiedział Malthael z ubolewaniem.
-Nie moja wina, że zamierzasz się żywić bezbronnymi pannami do tego z naszej organizacji. -powiedział zimno chłopak, a zielony ogień w jego dłoni rozbłysnął jeszcze bardziej. Malthael wzruszył ramionami.
-Jak nie dziś to jutro. Pamiętaj, że ona nie zawsze będzie pod twoją opieką. -powiedział głosem ociekającym słodyczą. I znikł. Tak jak wczoraj.
***
Wieczorem Selene wybrała się nad jezioro. Księżyc był jeszcze nisko, więc miała dużo czasu. Siedziała na pomoście machając nogami nad taflą wody. Wtedy znowu to wyczuła. Zło wiszące w powietrzu.-To jak duszyczko? Dokończymy tę sprawę co ją nam bezceremonialnie przerwał Tibor? -wyszeptał mroczny głos.
<Malthael? Boję się xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz