piątek, 28 listopada 2014

Od Malthaela CD Rachel

Malthael leżał w swoim ciemnym pokoju. Słyszał miarowe Tik, Tak, Tik Tak… zegara z korytarza. Zastanawiał się jak to jest, że ten drań chodzi mimo wszystko i słychać go nawet przez grube drzwi? Warknął i wstał. Nie pamiętał kiedy ostatnio spał. W innym życiu, innym czasie. Przed własną śmiercią. Podszedł do otwartego okna i wyjrzał na zewnątrz. Wstawał świt, zdecydowanie nie jego pora. Wtedy koszmary i strach powoli odchodziły w zapomnienie. Przybrał postać mgły i znalazł się na szczycie wysokiej wieży z której rozpościerał się wspaniały widok. Słońce zostało uroczo stłumione przez poranną mgłę.
Nie wiedział dlaczego czuł ogarniającą go wściekłość. Po prostu miał ochotę kogoś zabić. Unicestwić jego duszę, pożreć albo jeszcze lepiej zakląć i uwięzić w krysztale, aby musiała służyć przez wieczność. Mimowolnie uśmiechnął się. Dawno tego nie robił. Jakoś z tydzień. Ostatnia dusza była słaba. Nie opłacało się jej zostawić i przechować. Z przyjemnością strącił ją do otchłani, ofiarując swym generałom do zabawy. Myśli o nich, o znienawidzonym domu, ponownie wzburzyły jego emocje. Czarne skrzydła zamigotały, zmieniając kształt jak zawsze gdy pozwalał uczuciom brać nad sobą górę. Przybrały formę mglistych wstęg które błyszczały złowrogo w mroku. Ciało okryła dopasowana zbroja upadłego anioła, a głowę kaptur skrywając całkowicie twarz. W dłoniach pojawiły się dwa zakrzywione ostrza których używał często przy najbardziej odrażających rzeziach. Wydał z siebie głębokie westchnienie a świat zamarł, jakby w oczekiwaniu na cios. Gdy wypuszczał powietrze wokół zaczęły migotać cienie. Tworzyły zbity wir wokół, uśmiercając każdą żywą istotę której dotknęły. Z każdą chwilą można było coraz wyraźniej usłyszeć krzyki potępionych dusz. Tych wszystkich których zdecydował się zesłać do Otchłani.
-Zostałem zdradzony! - wrzasnął przypominając sobie ucieczkę swojego ostatniego generała Kaldora. Przeklęta dremora (rodzaj demona z Otchłani) uznała, że ma dość zabijania i zstąpiła do świata śmiertelników. Nienawidził czegoś takiego. Szykował już straszliwe kary za zdradę. Ale póki co musiał gdzieś wyładować emocje. Zeskoczył z dachu i płynnie wylądował w pobliskim ogrodzie. Machnął skrzydłami, wywołując straszliwą falę lodowatego wiatru. Drzewa ugięły się pod nią z trzaskiem, wyrwane z korzeniami poleciały do przodu. Upadły anioł ciął ostrzami bez wyraźnego celu. Za każdym razem coś niszczył. A to posąg, a to drzewo… Po półgodziny osłabł nieco i oddychał już spokojniej. Skrzydła przybrały dawny wygląd i pokryły czarnymi piórami. Zbroja zniknęła, a na twarzy demona malowała się konsternacja. Zignorował zniszczenia i udał się do zamku. Przez jakiś czas kluczył bez celu korytarzami. Chyba wszyscy byli zajęci, gdyż spotkał tylko wychodzącego z dolnych komnat Lorda. Spojrzał na niego zimnym wzrokiem i wyminął, idąc w dół. Gdy przekroczył próg wiedział, że nie jest sam. Na środku stała drobna istotka z białymi włosami. Zatrzymał się, lekko zaskoczony.
-Dzień Dobry. Czyżby ciekawość panienki ją tu przywiała? -zapytał podchodząc bardzo blisko. Dostrzegł w kąciku jej ust kropelkę krwi. Starł ją delikatnie kciukiem. -Mmm strzyga? Uroczo. Dawno nie widziałem żadnej. - powiedział i skierował się do pobliskiej półki z księgami. Zaczął je przeglądać ze średnim zainteresowaniem. Byle cokolwiek robić. Dziewczyna nadal stała bezruchu. W końcu odwrócił się do niej zdziwiony.
-No i? Dlaczego nie uciekasz? Przecież powinnaś, jak sądzę. A może chcesz bym ci stworzył prywatny koszmar? -uśmiechnął się strasznie i ponownie podszedł.

<Rachel? :3 >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz