sobota, 29 listopada 2014

Od Aryi do Connora

wyciągnęłam niewielki sztylet i przecięłam gładką, lodową taflę. Gdy wreszcie dostałam się do wody zanurzyłam w niej łapczywie usta i otrząsnęłam się z zimna. Nie ma to jak lodowata woda z jeziora. Poczułam jak z mojej brody za koszulkę spływają zimne krople. Przeszedł mnie dreszcz. Szybko wstałam i rozejrzałam się. Miałam niejasne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Może to złudzenie? Ruszyłam dalej wzdłuż jeziora rozglądając się co jakiś czas. Nagle poczułam coś zimnego na szyi. Tym razem to nie była lodowata woda. Spojrzałam w dół i ujrzałam sztylet przyłożony do mojego gardła. Próbowałam się wyrwać, ale czyjeś mocne ramiona przytrzymywały mnie od tyłu.
-Nawet nie próbuj uciekać – usłyszałam męski głos tuż nad swoim uchem.
-Odwal się ode mnie! - wrzasnęłam. W moim głosie brzmiała groźba.
-Bo co? - droczył się mój oprawca.
Przycisnął mocniej sztylet i poczułam ciepłe strużki krwi cieknące mi po szyi. Spojrzałam na nieznajomego kątem oka. Nie wiem czemu, ale miałam pewność, że mnie nie zabije. Widziałam to w jego oczach. Znów zaczęłam się szamotać, ale na próżno. Nagle przemknęła mi przez głowę pewna myśl. Sztylet! Moja ręka powędrowała w kierunku ostrza wiszącego za pasem.
-Jak ci na imię? - spytałam chcąc go zagadać żeby nie dostrzegł mojego ruchu.
Moja dłoń spoczęła na rękojeści sztyletu bałam się jednak wyciągnąć go i zaatakować.

<Connor?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz