Wpatrywałam się z zachwytem w olbrzymie, imponujące mury złej sławy budowli.
-Myślałam, że są mniejsze. -wyszeptałam, po czasie zdając sobie sprawę jak głupio to musi brzmieć. Mój towarzysz uśmiechnął się tylko lekko i pociągnął mnie w kierunku wspaniałej bramy. Wyglądała na solidną. Ozdabianą dziwnymi znakami i płaskorzeźbami. Na pewno była zaklęta aby nie wypuścić takich jak ja. W co ja się pakuję? Idę dobrowolnie do siedziby wroga. Dlaczego nigdy nie mogę być bardziej ostrożna? Byłam pewna, że nie przeżyję tego spotkania, ale … nie mogłam się oprzeć. Mały głosik w mojej głowie krzyczał: Wynoś się stąd! Nie idź za nim! Jesteś naiwna i głupia jak zawsze. I tak zostaniesz zraniona, niczego się nie nauczyłaś. Stłumiłam jednak niepokój.
-Chętnie zobaczyłabym bibliotekę. -powiedziałam niepewnie. -Albo ogrody, albo… widok z najwyższej wieży i kuchnię i… -zarumieniłam się czując na sobie jego spojrzenie. -Przepraszam. Z przyjemnością zobaczę wszystko co zechcesz mi pokazać… byle nie lochy. Wiedziałam, że potem będę musiała, a raczej chciała, oprowadzić go nieco po naszej siedzibie. Oczywiście było to absolutnie zakazane i takie tam… cóż, nikt przecież nie musiał wiedzieć.
<Connor? xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz