Czułam, że ktoś jest w pobliżu. Choć nie sądziłam, że ktoś ma zamiar mnie śledzić. Szłam przed siebie.
Po pewnym czasie objawił się mój szpieg.
-Wydawałaś się interesującą osobą. A teraz tylko idziesz i idziesz... straszna nuda. -oczywiście był to Malthael.
-Czy to źle?
-Tak. I to bardzo. Rób coś ciekawego wampirze. -zamienił się w kruka i siadł na moim ramieniu. Głęboko westchnęłam... Malthael znów przemienił się w swoją ludzką postać.
-Jak smakuje moja krew?
-Sam mówiłeś, że demoniczna krew wcale nie jest zbyt dobra... Dasz mi w końcu spokój? Zaczynasz mnie irytować. -szedł za mną dalej. Prowadziliśmy konwersację o niczym. Szliśmy tak i szliśmy... aż dotarliśmy do pewnego miejsca, gdzie usłyszałam krzyki. Głos tej osoby już dobrze znałam. A był to Rene. W oddali zauważyłam też odchodzącego Blacka. Razem z Malthaelem podeszliśmy do Daichiego...
-Czy wszystko dobrze!? -nic nie wyglądało dobrze. Rene miał rany na szyi i ręce. Były otwarte, a lała się z nich krew.
-Krew... -zaczęłam jęczeć.
-Widzę, że wampirza wola jest dość słaba.
Chwyciłam go za ramię i mocno przyparłam do ziemi. Po prostu... rzuciłam się na niego. Nie dałam rady... Byłam zbyt słaba, a ludzka krew jest najlepsza. Stracił przytomność.
-Przepraszam Daichi... ja... nie chciałam... -zaczęłam płakać. Łzy same napłynęły mi do oczu. zaczęłam je wycierać.
-No to ładnie... -wymamrotał Malthael.
<Malthael? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz