Złapał mnie za rękę i pociągnął ku wyjściu. Nie miałam nic przeciwko
spaceru więc dałam się wyprowadzić. Zeskoczyliśmy ze skalnej półki i
skierowaliśmy w stronę lasu. Było chłodno, ale rześko. Świeże powietrze
wypełniało nozdrza i napełniała duszę szczęściem. Nie wiem co było
lepsze. To, że było tak rześko i przyjemnie czy to że Draygon stał tuż
obok mnie. Chyba to drugie... Bałam się tego przyznać nawet przed sobą,
ale się zakochałam. Bałam się, że miłość mnie ograniczy, ale serce nie
sługa. Nie mogę nic z tym zrobić... Spacerowaliśmy leśną ścieżką
gawędząc wesoło. Crajzi latała nad nami co jakiś czas zataczając kręgi
niczym polujący jastrząb. Po jakimś czasie poczułam świeżą morską
bryzę owiewającą mi twarz. Świeży morski zapach nasilał się coraz
bardziej. Pewnie już niedaleko do morza. Nie myliłam się. Po paru
minutach zza drzew wyłoniła się niewielka zatoka. Poczułam pod stopami
sypki, miękki piasek. Do moich uszu doszedł krzyk mew i szum fal.
- To tutaj - Draygon uśmiechnął się do mnie i wskazał drogę.
Już po chwili siedzieliśmy razem na plaży trzymając się za ręce jak dawni przyjaciele, a przecież znamy się tak krótko. Cieszyłam się chwilą i podziwiałam widoki.
- Ślicznie tutaj - szepnęłam i spojrzałam na chłopaka.
<Draygon?>
- To tutaj - Draygon uśmiechnął się do mnie i wskazał drogę.
Już po chwili siedzieliśmy razem na plaży trzymając się za ręce jak dawni przyjaciele, a przecież znamy się tak krótko. Cieszyłam się chwilą i podziwiałam widoki.
- Ślicznie tutaj - szepnęłam i spojrzałam na chłopaka.
<Draygon?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz