Dzisiejszy ranek był spokojny, cichy i zwyczajny. A jednak różnił się od wszystkich innych. Postanowiłam, że wybiorę się do drugiej organizacji zbadać stan magazynów i złożyć raport Arturowi. Więc bez dłuższego zastanowienia wyszłam z mojego małego i przytulnego mieszkanka i poszłam w stronę wielkiego lasu póki świt. Wlekąc się już pewien czas (bo odległość między tymi dwoma organizacjami wcale nie jest taka bardzo mała) w oddali zauważyłam kogoś. Nie wiedziałem kto dokładnie jest...wiem, że to z pewnością nie był jeden z naszych. Wyciągnęłam łuk gotowa zaatakować. Kiedy zaczęłam podchodzić bliżej do nieznajomego, odezwał się głos:
-Możesz strzelać z łuku, ale nie tykaj mojej krwi! -stałam nieruchomy i patrzyłam się na mężczyznę. Kompletnie nie wiedziałam, jak mam dalej postąpić.
-...jesteś wampirzycą, prawda? -grzecznie zapytał, przybierając przy tym... niesamowicie zabawną pozę, jakbym była nie wiadomo jakim potworem. Nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.
-Ha ha ha! -z powrotem schowałam łuk i strzały.
-Ej! To nie jest śmieszne! Ja jestem człowiekiem! Jeszcze byś mnie zmieniła w potwora! Do tego nie jest z tej samej organizacji co ja! -wciąż był przestraszony.
-Dlaczego uważasz, że jestem potworem...? -lekko się zdziwiłam.
-Nie jestem tego pewien... ale nie wydaję mi się, żebyś była złą osoba... -wydawał się zawstydzony.
-Ee tam. W porządku. Jestem Rachel Lord. Miło cię poznać, kimkolwiek jesteś. -przedstawiłam się.
-Nazywam się Daichi Rene. Jesteś siostrą pana Lorda?
-Tak, to ja. W każdym razie, ja już będę uciekać!
-A! No dobra! -przyjacielsko mnie objął, a ja wyruszyłam dalej.
Nareszcie dotarłam do zamku wroga. Obeszłam zamek wokół i po chwili poszukiwań odnalazłam wejście do magazynu. Wewnątrz magazynu był Jake. Ucieszyłam się na jego widok.
-Dzień Dobry braciszku! -uśmiechnęłam się.
-Co tutaj robisz Rachel!? Przyjdzie Black i...
-Trudno. Miło cię zobaczyć po tak długim czasie. -Jake wydalał od siebie ten co zawsze przesłodki zapach... -Braciszku... czy m-mogę?
-Oczywiście. -mówiąc to, rozpiął kilka guzików koszuli i przybliżył do mnie swą szyję. Zamknął oczy, być może się bał. Ja powoli wbiłam kły i napiłam się jego krwi... jak zwykle była pyszna i jednocześnie dla mnie bardzo pożywna. Wyjęłam kły z jego szyi, a on osłabł -jak to zawsze bywa po ukąszeniu wampira.
-Dziękuję.
-Proszę bardzo. Bywaj. -i odszedł. Ja zaczęłam rozglądać się po magazynie, kiedy do sali wszedł wysoki mężczyzna.
-Dzień Dobry. Czyżby ciekawość panienki ją tu przywiała?
<Mathael la Peur? :3>
-Możesz strzelać z łuku, ale nie tykaj mojej krwi! -stałam nieruchomy i patrzyłam się na mężczyznę. Kompletnie nie wiedziałam, jak mam dalej postąpić.
-...jesteś wampirzycą, prawda? -grzecznie zapytał, przybierając przy tym... niesamowicie zabawną pozę, jakbym była nie wiadomo jakim potworem. Nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.
-Ha ha ha! -z powrotem schowałam łuk i strzały.
-Ej! To nie jest śmieszne! Ja jestem człowiekiem! Jeszcze byś mnie zmieniła w potwora! Do tego nie jest z tej samej organizacji co ja! -wciąż był przestraszony.
-Dlaczego uważasz, że jestem potworem...? -lekko się zdziwiłam.
-Nie jestem tego pewien... ale nie wydaję mi się, żebyś była złą osoba... -wydawał się zawstydzony.
-Ee tam. W porządku. Jestem Rachel Lord. Miło cię poznać, kimkolwiek jesteś. -przedstawiłam się.
-Nazywam się Daichi Rene. Jesteś siostrą pana Lorda?
-Tak, to ja. W każdym razie, ja już będę uciekać!
-A! No dobra! -przyjacielsko mnie objął, a ja wyruszyłam dalej.
Nareszcie dotarłam do zamku wroga. Obeszłam zamek wokół i po chwili poszukiwań odnalazłam wejście do magazynu. Wewnątrz magazynu był Jake. Ucieszyłam się na jego widok.
-Dzień Dobry braciszku! -uśmiechnęłam się.
-Co tutaj robisz Rachel!? Przyjdzie Black i...
-Trudno. Miło cię zobaczyć po tak długim czasie. -Jake wydalał od siebie ten co zawsze przesłodki zapach... -Braciszku... czy m-mogę?
-Oczywiście. -mówiąc to, rozpiął kilka guzików koszuli i przybliżył do mnie swą szyję. Zamknął oczy, być może się bał. Ja powoli wbiłam kły i napiłam się jego krwi... jak zwykle była pyszna i jednocześnie dla mnie bardzo pożywna. Wyjęłam kły z jego szyi, a on osłabł -jak to zawsze bywa po ukąszeniu wampira.
-Dziękuję.
-Proszę bardzo. Bywaj. -i odszedł. Ja zaczęłam rozglądać się po magazynie, kiedy do sali wszedł wysoki mężczyzna.
-Dzień Dobry. Czyżby ciekawość panienki ją tu przywiała?
<Mathael la Peur? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz