sobota, 24 stycznia 2015

Od Isabelle Cd. Edgona

Pochylił się i chciał mnie znów pocałować,ale mu uciekłam. Zaskoczony mimo gwałtownym zniknięciem, zamrugał i się rozejrzał. Jednak mnie nie zobaczył. Biała sowa wyleciała zza drzew. Lekkie jasne światło biło od niej,a ta przejechała lotkami po ramieniu chłopaka. Uśmiechnęłam się. Wstał i oglądał się dookoła.
-Isabelle?
Wyszłam z cienia.
-Za tobą.
Powiedziałam uśmiechając się. Mój aspekt w formie zwierzęcej (ten ptak znaczy) zanurkował i wpadł na mnie. Jednak nie zderzyli się, a po sowie nie został ślad. Połączyli się. Patrzyłam na niego z ciekawością.
-Opowiesz mi coś o sobie?
Zapytałam przechylając głowę. Chciał do mnie podejść,ale mu uciekłam. Znowu. Zachichotałam.
- EJ! Opowiem jak przestaniesz uciekać.  To jest argument. Nagle znalazłam się nieopodal za nim. Siedziałam po turecku na miękkiej trawie.
-Zamieniam się w słuch.
Zauważył chyba że może coś na tym ugrać. Sprytny.
-I jeśli pozwolisz mi Cię pocałować.
Kącik moich ust uniósł się mimowolnie.
- Zastanowię się.
Powiedziała tajemniczo.

<Edgon?Wróciłam z weną ^^>

czwartek, 22 stycznia 2015

Od Gareta Cd. Kiry

-No dobrze możesz pójść ze mną
-Nie uznałabym innej odpowiedzi
Po chwili byliśmy już w moim laboratorium otworzyłem drzwi i zobaczyłem ogromny bajzel i lezące wszędzie kawałki moich sługusów
-DO KURWY NĘDZY! COŚCIE ODJEBALI!?
  Rzuciłemzaklęcie aby pozbierać ich do kupy
-Dobra co się tu do cholery stało?!
-Wybacz panie próbowaliśmy złapać szczura
-I przy okazji zniszczyliście moje laboratorium
-Wybacz panie
-No dobra posprzątajcie to a ty masz położyć tego sztywniaka na miejsce
-Tak panie
Odwróciłem się do chichoczącej Kiry
-Będzie trzeba odłożyć eksperymenty na później
-A na jak długi?
-Na tak długo póki te śmierdziele nie posprzątają
-A ile to zajmie
Spojrzeliśmy się na sprzątające ożywieńce
-Mam nadzieje, że nie zbyt długo
-A potem pogrzebiemy w truchle?
-Tak
-Suuuuuuper. I wiesz nie jesteś taki nudny jak na starucha
-A ty nie jesteś aż tak irytująca jak na nastolatkę

< Kira? >

wtorek, 20 stycznia 2015

Od Kiry CD. Gareta

-Och, przylazł staruszek! Nie jesteś jeszcze w kostnicy? - spytałam.
-Odpuść sobie. Mam robotę.
-Hm, jakoś jej nie miałeś, kiedy zdecydowałeś się mi przeszkadzać - rzuciłam - A w ogóle, co tam masz?
Podeszłam do ciała, spróbowałam wyczuć tętno. Brak.
-Odlot!
-Co, jaki.. odlot?
-No, masz zwłoki. Zwłoki już nie uciekną. A ofiary lubią uciekać. Nie, żebym lubiła padlinę.
-Tia.. Pozwolisz, może ja już pójdę..
-Hej, idę z tobą - powiedziałam i się uśmiechnęłam - Masz szczęście, normalnie, po takich wyzwiskach przewracałbyś się już w grobie.
Po tych słowach demonstracyjnie pokazałam kły, a kolor moich tęczówek zmienił się na czerwony.


< Garet? Nie miałam pomysłu xC >

Od Daichiego Cd. Edgara

-Jak się czujesz? -zapytał wchodząc do sypialni.
Cieszyłem się, że Edgar zaopiekował się mną.
-Teraz... już dobrze. -oznajmiłem.
Skinął znacząco głową.
-Więc ja już pójdę.
Chwyciłem go za rękę (kolejna tradycja Daichiego XD).
-Dziękuję... -powiedziałem, a chłopak westchnął wiedząc, że prędko stąd nie wyjdzie.
Poczułem ukłucie w sercu. Nie było to wcale miłe uczucie. W tym momencie pomyślałem, że Edgar zrobił to, bo musiał, że uważał to jako obowiązek i wcale się tym nie przejął. Puściłem jego dłoń.
-Wszystko ci jedno, prawda? -zapytałem cicho spuszczając głowę na dół. -Zająłeś się mną, bo musiałeś. Mam rację? Poczułeś się za mnie odpowiedzialny...
Nie widziałem twarzy Edgara. Usłyszałem tylko odgłos zamykania drzwi.
I znów nastała cisza. Natychmiast zacząłem żałować moich słów, kiedy serce zaczęło mnie kłuć jeszcze mocniej. Było to nie do zniesienia.
Zaczął padać deszcz. Krople spływały po szybie, a następnie wolno opadały na parapet.
To było takie... nudne. Byłem sam w naprawdę ogromnym domu. Ani jednej żywej duszy.
Późnym popołudniem usłyszałem, jak ktoś otwiera na dole drzwi. Chłopak wrócił z pracy (WTF?! 17-18 lat i lekarz, a studia kiedy zrobił? XD). Bałem się z nim porozmawiać. Po kilkunastu minutach wszedł na górę i zapewne powędrował w stronę swojej sypialni. Poszedłem więc do jego pokoju. Zastałem go leżącego na swoim łóżku. Wpatrywał się w sufit. Był zmęczony... jak każdego dnia po ciężkim dniu pracy.
-Fakt, że udało ci się ruszyć tyłek z łóżka nie znaczy, że wyzdrowiałeś. W-wracaj do łóżka. Z-za chwilę przyniosę ci leki. -od razu zareagował. Powiedział pewnym, aczkolwiek drżącym głosem.
Naprawdę czułem się BARDZO dobrze. Nie byłem już wcale słaby. Głowa mnie nie bolała, a gorączki już nie miałem.
Usiadłem obok chłopaka. Spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem. Nie wiedziałem co zrobić. Byłem pewny, że był zły za to, co wcześniej powiedziałem.
-Przepraszam cię za wcześniej. Zawsze muszę powiedzieć coś nie tak... -przysłoniłem twarz dłonią.
Edgar uniósł się siadając obok mnie (no bo leżał :D).
Przez krótką chwilę siedzieliśmy tak w ciszy. Nie wytrzymałem i mocno go objąłem.
-Przepraszam...! -krzyknąłem.
Chciałem go pocałować, jednak oberwałbym za to ostro... Jak zawsze...
Mam nadzieję, że mi wybaczy. (Zapewne znowu nie będzie wiedział o co chodzi XDD).

<Edgar? ^^>

Od Edgara Cd. Daichiego

Byłem dość zmartwiony zachowaniem Daichiego. Chyba jest chory... jakie "chyba", do cholery, na pewno jest chory. Jestem lekarzem powinienem wiedzieć takie rzeczy (nie ważne, że nie tym się zajmuję). Pomogłem mu ponownie wejść do łóżka i wyszedłem z pokoju. Po jakimś czasie wróciłem z lekami. Ten idiota chyba nie chce być zdrowym. Musiałem nieźle na niego zaklnąć by W KOŃCU zdecydował się wziąć te cholerne leki. Później ten ponownie zasnął i ja postanowiłem się położyć.
Wstałem rano, gdy Daichi jeszcze spał. Zebrałem się szybko i wyszedłem do pracy. Podczas przerwy postanowiłem pójść do domu zobaczyć jak czuje się Daichi.
-Jak się czujesz?- zapytałem wchodząc do sypialni.

<Daichi?>

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Od Gareta Cd. Kiry

Wyszedłem zza krzaków i zobaczyłem młodą dziewczynę która siedziała pod drzewem chciałem do niej podejść ale niosłem właśnie zwłoki do eksperymentów. Nie mogłem jednak zostawić jej tak po prostu. Na pewno przyda jej się taki potężny nekromanata jak ja.
Odłożyłem truchło i podszedłem do niej.
-Hej nic ci nie jest?
-Nie wszystko w porządku tylko się zdrzemnęłam na chwile.
-Lepiej wracaj do domu w tych lasach jest niebezpiecznie.
-Nie zostałam przecież przyjęta do Need Evil za ładną buzię tylko za umiejętności. A teraz zostaw mnie w spokoju starcze.
-Jak śmiesz się tak do mnie odzywać smarkulo!
-Już nie denerwuj się tak bo jeszcze zawału dostaniesz stary pryku.
Gdyby nie moje opanowanie już bym ją zabił jednak postanowiłem zabrać truchło i nie przejmować się tym smarkaczem. Jednak kiedy wróciłem do bazy musiałem po drodze do laboratorium spotkać właśnie ją.

< Kira? >

Od Angel Cd. Atosa

- Dziękuję ci Mimu, synu Saida. Zostaniesz za to wynagrodzony - odparł już dużo spokojniejszy. - Nic ci nie jest Angel? Jesteś cała?
- Ch-chyba...
Skuliłam się z bólu. Chyba jednak było za późno... spojrzałam na dłoń.
- U-ukąsił cię? - zapytał (zmartwiony?) Atos.
- N-nie wiem... pomóż... - miałam łzy w oczach.
Bałam się.

<Atos?>

Od Rachel Cd. Rakanotha

Czy mogłam mu zaufać? Odpowiedź jest prosta: NIE. Ale... czemu by nie spróbować?
-Proszę... zabierz mnie do domu... -wymamrotałem.
Byłam jednak tak zmęczona i słaba, że po tych słowach od razu zasnęłam.
Obudziłam się po kilku godzinach w dużym pomieszczeniu. Ciepłym, przytulnym... Również powróciłam do mojej pierwotnej formy człowieka. Rakanoth spał na fotelu podpierając się ręką.
Wstałam z kanapy, na której przed chwilą leżałam.
-Irytujący z ciebie facet, wiesz? -szepnęłam podchodząc blisko niego.

<Rakanoth?>

Od Daichiego Cd. Edgara

Edgar dotknął mojego czoła po czym wyszedł z pokoju. Wrócił po krótkiej chwili z ręcznikiem zamoczonym w zimnej wodzie. Chłopak położył go na mojej głowie.
- Jeśli będziesz czegoś potrzebował zawołaj mnie. Będę na dole.
- Mhm. -przytaknąłem.
Zasnąłem.
Obudziłem się po naprawdę długim czasie. Był już wieczór. Bardzo późny wieczór, a ja czułem się jeszcze gorzej. Chciałem zawołać chłopaka, ale nie miałem siły. Chciałem wstać z łóżka, ale nie potrafiłem. Byłem obolały. Zacząłem się wiercić i spadłem na drewnianą podłogę. Siedziałem w bezruchu. Nie mogłem wykrztusić z siebie ani słowa. Oddychało mi się bardzo ciężko. Dusiłem się. Próbowałem wstać, jednak kiedy już to zrobiłem od razu padłem na ziemię. Huk musiał być naprawdę głośny, bo po chwili Edgar był już w moim pokoju.
- Pomóż... -tylko tyle byłem w stanie powiedzieć.

<Edgar? Oni są razem, czy on go lubi-lubi? XD>

niedziela, 18 stycznia 2015

Od Edgara Cd. Daichiego

Nie byłem pewny czy z nim wszystko w porządku, a przynajmniej zdrowotnie, bo umysłowo z całą pewnością nie jest dobrze. Miał podkrążone oczy i był jakiś taki niewyraźny.
-Idź spać...- powiedziałem cicho, chciałem odejść, ale po zauważeniu, że ten sam sobie nie poradzi, na moje nieszczęście, musiałem zaprowadzić go do sypialni. Gdy ten w końcu leżał w łóżku pocałowałem go lekko w czoło po czym odwróciłem się zamiarem odejścia, oczywiście jak zwykle to był tylko zamiar, ponieważ wyjść mi się nie udało. Daichi chwycił mnie za dłoń, a ja spojrzałem na niego.
-Coś się stało?

<No idea ;-; Daichi? >

Od Knockout'a do Soundwave

- Ja ... najmocniej przepraszam ja ... potknąłem się o jakieś żelastwo ....
Soundwave uśmiechnął się dość nietypowo i ścisnął mnie wręcz tak że nie mogłem się od niego uwolnić i na dodatek zasnął albo po prostu udawał że śpi bo co chwile się uśmiechał jakby chciał zrobić coś bardziej głupiego .
- Przecież ja go skądś znam . Spojrzałem się na Soundwave i zrozumiałem że kiedyś byliśmy bardzo blisko siebie ..
- JA WOLE KOBIETY ? Czy jestem z rodu Yaoistów ?
Te chore pytania ciągle nasuwały się do mojej chorej głowy .
Co ja robię ze swoim życiem ! Próbowałem się uwolnić z objęcia Soundwave lecz on trzymał mnie tak mocno że czułem jak mój pakt z Morfeuszem zaczyna tracić na swej mocy .
Czułem tylko dziwne ciepło a Morfeusz zaczął powoli mnie obejmować tak jak Sondwave lecz to było dość miłe uczucie . Zacząłem się zastanawiać czy on udaje czy chce żebym wpadł w jakąś nerwice .

<Soundwave?Zabije drania ! >

Od Kiry

Podróżowałam po lesie bez celu po prostu przed siebie ciągle nucąc jakąś ponurą piosenkę. Nagle wyczułam że ktoś jest blisko. Nie było mnie tu jeszcze - pomyślałam ignorując obecność. Uaktywniłam pół smoczej mocy i wzbiłam się w powietrze na czerwonych skrzydłach. Z lotu ptaka rozejrzałam się po owych terenach i zobaczyłam dziwne kolumny. Podleciałam do nich i zaczęłam krążyć nad nimi. Dostrzegłam na nich wyryte jakieś znaki. Wylądowałam na jednym z wielkich słupów. Rozejrzałam się w poszukiwaniu wrogów, na razie teren czysty. Zeskoczyłam z kamiennej budowli i tuż przed ziemią rozpostarłam skrzydła delikatnie lądując na ziemi. Przyglądałam się znakom na jednym boku pierwszej kolumny i z lekkim rozczarowaniem zdałam sobie sprawę z tego, iż ich nie rozumiem. Wzruszyłam ramionami i odwróciłam się do następnego słupa. Sprawa się powtórzyła. Ehh... Chyba nie jest mi dane dowiedzieć się co jest tu napisane. Spojrzałam w niebo - niedługo zapadnie zmrok. Mam jeszcze czas na zwiedzanie tych mrocznych terenów. Ruszyłam przed siebie oglądając się dookoła.. ziemi. Idę, idę, idę... W końcu usiadłam pod drzewem i znowu zaczęłam nucić. Zanim się obejrzałam już spałam...

~*~

-Halo? - usłyszałam głos jakby z oddali.
Ziewnęłam i otworzyłam oczy. Gdzieś w oddali ktoś przedzierał się przez gęstwiny.

< Ktosiu? >

Odeszła

Rin Hoover z organizacji Need Evil.

piątek, 16 stycznia 2015

Od Daichiego Cd. Edgara

Edgar westchnął i odwrócił się na drugi bok.
-Dobranoc. -powiedział.
Odwróciłem nieznacznie wzrok.
-Nie mogę zasnąć! I dobrze o tym wiesz!
-Nie mój problem... -wymamrotał.
No więc zacząłem włazić do jego łóżka. On mnie z niego wyrzucał, do czasu, gdy po prostu się poddał.
-Irytujesz mnie...
-Przepraszam... -wyszeptałem i lekko wtuliłem się w niego.

Nastąpił ranek, a ja czułem się koszmarnie. To zapewne przez to, że nie byłem w stanie spokojnie zasnąć... zszedłem więc na dół. Edgar zapewne miał wolne, bo kiedy spojrzałem na zegar, była już godzina 12, a o tej godzinie chłopak zawsze był już w swoim gabinecie.
Chciałem podejść, ale zachwiałem się.
-Daichi, wszystko w porządku? -zapytał.
-T-tak...
-Nie widzę. -wstał, podszedł do mnie i pomógł mi ustać.

<Edgar? ^^>

Need Evil - Nowy Członek!

W Need Evil pojawiła się elfka - Lenna Dimitris.


Od Mirai

Obudził mnie monotonny odgłos deszczu rytmicznie uderzającego o podłoże. Wiedziałam, że nie zasnę ponownie. Westchnęłam i niechętnie opuściłam ciepłe łóżko. Dawno nie spałam w takim łóżku. Uśmiechnęłam się do siebie ponuro na pewne wspomnienie. Pewne rzeczy zaczęłam doceniać dopiero wówczas, kiedy je utraciłam. Na własne życzenie zresztą.
Zajrzałam przez niewielkie okienko, rejestrując wszystkie szczegóły. Zobaczyłam brukowaną uliczkę, kilka szarawych budynków i samotne drzewo pozbawione liści. Po uliczce przechadzał się człowiek wsparty na lasce. Zgarbiony. Najprawdopodobniej stary. Było jasno, ale ciężkie, deszczowe chmury i tak miały szarawy odcień.
Zrobiłam względny porządek z włosami sterczącymi na wszystkie strony świata, założyłam dość krótką brązowo - złotą sukienkę odsłaniającą ramiona i wsunęłam wysokie buty. Wdrapałam się na parapet, otworzyłam okno i miękko wyskoczyłam z mieszkania. Natychmiast pochłonęło mnie przenikliwe zimno. Przyspieszyłam. Po kilku minutach szybkiego marszu dotarłam do swojej ulubionej kawiarni. Kiedy chciałam otworzyć drzwi, poczułam gwałtowne uderzenie. Ktoś po drugiej stronie zrobił to ułamek sekundy przede mną.

<Ktoś? ^w^>

Need Evil - Nowy Członek!

W Need Evil pojawił się nowy mężczyzna - Gared Blackheart.

Od Sondwave Cd. Knockout

Zawróciliśmy a Knockout zaczął opowiadać historie o swoim eksperymencie z roślinką która na koniec zwiędła, czułem się niezręcznie w tej sytuacji ale Knockout wydawał się być otwarty dla każdego. Kiedy tylko byliśmy na miejscu zabraliśmy się do sprzątania bałaganu który był spowodowany wybuchem. Gdy było już czysto Knockout od razu kazał mi się położyć
-Idzi spać
- Ale ja...
pokazał mi palcem na łóżko. Był straszny, wolałem się go posłuchać, udawałem że śpię i obserwowałem co on robi, cały czas siedział i czegoś szukał po między swoimi substancjami, kiedy już się poirytował wstał żeby wziąć niezbyt stabilną ciecz która stała na drugim końcu pokoju, przechodząc koło łyżka potkną się i wylądował na mnie.

<Knockout? XD>

czwartek, 15 stycznia 2015

Najmnicy - Nowi Członkowie!

W Najemnikach pojawiły się dwie nowe osoby! Nelly Carnegie i Noemi.

Od Knockout'a do Sondwave

Zacząłem go oprowadzać po zamku lecz po kilku minutach zgubiliśmy się oboje .
- Hmm .. Na to wygląda że zgubiliśmy się .
Sondwave przekręcił oczami i podszedł do okna .
- Co to za miejsce ?
Podszedłem do niego i spojrzałem na ogród wypełniony kwiatami .
- Chodzi Tobie o ogród róż ?
- Nie tam dalej ..
Zobaczyłem z daleka coś co wyglądało na grubą czarną chmurę zmierzającą w naszym kierunku .
- Zapowiada się na burzę lepiej powróćmy do pokoi .
Sondwave spojrzał się na mnie z dość dziwną miną .
- Ty .. nie masz pokoju ?
- Jeszcze nie .. chyba ..
- Hmm jak chcesz możesz spać u mnie ja nigdy nie śpię .
- Dziękuje .
Odezwał się a następne ruszyliśmy do pokoju zapowiadała się ostra noc .

<Sondwave?>

środa, 14 stycznia 2015

Od Edgara Cd. Daichiego

-Puszczaj... mnie... do cholery!- z całych sił próbowałem mu się wyrwać, a trzeba przyznać, że siły za dużo nie posiadam tak i nie byłem w stanie się wyrwać. Ręką powędrowałem pod swoją głowę po czym chwyciłem poduszkę na, której leżałem i z całej siły uderzyłem go nią. Spojrzałem na twarz Daichiego, chyba się zdenerwował...
-Przynajmniej nie bolało...- mruknąłem cicho i zamknąłem oczy. W pewnym momencie poczułem uderzenie... czymś miękkim. Poduszka. Otworzyłem oczy, chociaż nie musiałem tego robić by zdać sobie sprawę z tego, że Daichi świetnie bawi się w tym momencie.
-Spadaj mi stąd!- jednym kopniakiem zrzuciłem go z łóżka.

<Daichi? >

Od Aryi CD. Draygon'a

Odwróciłam głowę i pocałowałam go w policzek.
- To może przynieś mi trochę ziół. A ja rozpalę ogień.
- A jakich ziół – pocałował mnie w szyję.
- Hm… trochę mięty, pokrzywy i melisy.
Draygon wyszedł z jaskini, Creyzi podreptała za nim. Zebrałam z lasu trochę drewna i ustawiłam je w niewielki stosik. Wyjęłam z kieszeni dwa krzemienie i zaczęłam pocierać je o siebie. Strzeliły iskry i już po chwili drewno zajęło się ogniem. Wtedy wrócił Draygon. Wręczył mi bukiet najróżniejszych ziół. Przejrzałam zbiór i obłożyłam te rośliny, które mogą się przydać. Podałam chłopakowi kociołek i poleciłam:
- Znajdź strumień i napełnij go wodą.
Skinął głową i ponownie opuścił jaskinię. Ja wypatroszyłam zdobycz smoczycy odkładając najsmaczniejsze kąski. Creyzi z niecierpliwością oczekiwała posiłku. Gdy Draygon wrócił zawiesiłam kociołek nad ogniem. Gdy woda zaczęła wrzeć wrzuciłam mięso oraz parę ziół. Dodawałam też parę składników podczas dodawania. Co jakiś czas próbowałam i dosypywałam soli. Po jaskini rozszedł się smakowity aromat.

<Draygon? Długo jeszcze będę musiała tyle gotować? Xd>

wtorek, 13 stycznia 2015

Od Draygon,a cd Aryi

Słodko było aż nagle usłyszeliśmy huk łubudu. Spojrzeliśmy w jedną stronę jednocześnie. A to Creyzi która po prostu puściła zdobycz na ziemie.
I odwróciła się.
~nie przerywajcie sobie - dodała telepatycznie.
-heh. Chyba jednak trochę zgłodniałem- dodałem gdy zobaczyłem martwe zwierze.
-no ja też troszeczkę - dodała dziewczyna.
-To kto gotuje... - spytałem. Creyzi i ja spojrzeliśmy na Aryje.
-no tak... - zaśmiała się,
Widać było że siostrze już ślinka ciekła.
-Ale tym razem ci pomogę - dodałem przytulając ją od tyłu. Ręce trzymałem na jej brzuchu a głowę na jej barku.

<Aryia? Romantycznie ^^>

Od Sondwave Do Knockout

Tego dnia doszedłem do organizacji, nikogo na razie nie znam więc postanowiłem przejść się po zamku. Od jednego z pokoi drzwi były otwarte na oścież, wtedy dym zaczął wylatywać z pomieszczenia i ktoś z niego wybiegł kaszląc. Rozglądał się i biegł w moją stronę
- Uwaga!
Wpadł na mnie i przewaliliśmy się oboje i coś wybuchło.
- Co to było?
-Aaa... to była aparatura, jesteś tu nowy?
- Tak, jak się nazywasz?
- Knockout a ty?
- Sondwave
- Miło cię poznać .
Gadaliśmy tak przez chwile aż Knockout zaproponował żebyśmy poszli na spacer.

<Knockout?>

Od Noctis'a Cd. Rose

- Prawdę mówiąc o wszystkim i o niczym - stwierdziłem siadając obok.
Parsknęła śmiechem.
- No co? - zapytałem zdziwiony.
- Gadasz jak zawsze, tak samo zagadkowo, tak samo wiele, a tak mało można zrozumieć - zauważyła dalej z rozbawieniem
Też mimowolnie się uśmiechnąłem.
- Racja - zauważyłem dając ręce za głowę.
- Teraz powiesz w końcu co u Ciebie? - zapytała.
- Dobrze, gdyby nie twój brat awansowałbym na Kosiarza więc dziękuje - powiedziałem.
- Który? - zdziwiła się nieco.
- Em... - starałem się przypomnieć sobie imię, które nagle wyleciało mi z pamięci.
- Ander? - zapytała z jeszcze większym zdziwieniem.
- Nie, nie Ender - odpowiedziałem z rozbawieniem - Nico.
- A! No tak - zaśmiała się - Widzisz? Mi też wyleciał z głowy. Poza tym całkiem też zapomniałam o tym jak dziwacznie go nazywałeś.
- Ano..., trochę mi go szkoda mi Nico, ja osobiście nie brałbym tej roboty, jest straszna - mruknąłem.
- Hym..., mówisz, że on jest kosiarzem? A co? Ostatni wyleciał? - zapytała.
- Mhm, jakoś mi nie szkoda - stwierdziłem.
- Jesteś okropny - mruknęła dla żartu i szturchnęła mnie w ramię.
- Oj, nie tylko ja nie cierpię rodziny - zauważyłem.
- Hahaha! W tym wypadku masz racje! - odpowiedziała.
- Dobra, to teraz ty coś się działo? Ender mniej ponury niż zwykle? - zapytałem patrząc na nią.

< Rosie?>

Od Noctis'a Cd. Hori

- Nic, po prostu pewnie prędzej czy później zawitasz też do mojego domu, a ja nie jestem tak łatwym celem - powiedziałem spokojnie, jednak dość cierpko podpalając sobie właśnie papierosa, którego trzymałem w ustach.
- Co?! - wrzasnęła wstając ale prawie od razu znów opadła na fotel
- Jesteś Iluminatem?!
- To skomplikowane - stwierdziłem
- To nie jest skomplikowane, prosta odpowiedź "tak" lub "nie" - zauważyła nieco zdenerwowana.
- Jestem i nie jestem za razem - stwierdziłem patrząc na drzwi i wypuszczając dym z ust.
- Nie rozumiem - odpowiedziała mimo wszystko spokojniejsza.
- Nie lubię rozmawiać o poglądach politycznych, jednak jestem w Iluminatach, ale sprzedaję wszystkim, z drugiej strony nikomu nie odmawiam pomocy..., to złożone - powiedziałem wstając.
Milczała przyglądając mi się uważnie.
- Traktuje ludzi równo, po tym jak się zachowują, po ich charakterze, nie po to w co wierzą i za kim są. Jest mi to obojętne - powiedziałem odwracając się do niej.
Kiwnęła wolno głową.
- Teraz to nieco jaśniejsze - stwierdziła.
- Cieszę się - powiedziałem z uśmiechem.

< Hori?>

Od Kiry CD Argony

-Dobra. Uznajmy, że spróbuję cię tolerować. Ale każda próba pożarcia, zgniecenia, zadrapania, rozszarpania nie będą moją winą.
-Zdaję sobie z tego sprawę.
-No to chodź - warknęłam i zmieniłam się z powrotem w człowieka.

~*~

Weszliśmy do wielkiego budynku. Mijaliśmy wiele drzwi i korytarzy. Gdy w końcu weszliśmy do jednego z pokoi zobaczyłam, że Isamu dostaje zeza. Przed nami rozciągała się biblioteka. Lecz nie była to zwykła biblioteka. Pływały tam ryby, lecz nie było tam wody. Były wszędzie, płaszczki na podłodze, delfiny pod sufitem, inne ryby gdzieś po środku.
-Dwuwymiarowa biblioteka - wytłumaczyłam, widząc pytające spojrzenie chłopaka - Woda jest wymiarze ryb. One same są w obu wymiarach.
-I ty to sama...
-Tak. Kupiłam ten pokój i utworzyłam drugi wymiar. Smoki mają wiele ukrytych umiejętności.

< Argona? Przepraszam, że tak długo.. Nie nadążałam ze szkołą D: >

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Od Fannygail CD Aerty

Podczas gdy demonica walczyła z bratem, ja wedle jej prośby przemknęłam się do klatki w której siedział nieduży(w porównaniu ze mną) smok. Nie zdążyłam nawet dotknąć krat gdy wyczułam jak coś zbliża się do moich pleców. W mgnieniu oka przemieniłam się warcząc ostrzegawczo. Odwracając się zmiotłam owo coś ogonem. Dziwne, magiczne stwory zewsząd do mnie legły. Były liczne, ale słabe. Poradzenie sobie z nimi było upierdliwe. Gdyż potwory rozsypywały się w popiół od jednego ataku. Było ich jednak coraz więcej co mogło naprawę zirytować. Postanowiłam się nie patyczkować. Rozejrzałam się jedynie gdzie jest Aerta. Była wysoko i daleko. I dobrze.
-Z góry przepraszam za szkody.- Mruknęłam stając pewniej. Rozdarłam się w przeraźliwym ryku. Budowla zatrzęsła się po fundamenty, a gdzie, nie gdzie posypały się kawałki muru. Wszystkie stwory rozsypały się z cichym szelestem jaki jedynie pozostał po poprzednim hałasie. Rzuciłam szybkie spojrzenie i ze spokojem stwierdziłam, iż nic nie zostało po tamtych stworach. Obróciłam się z powrotem do leżącego za kratami gada. Rozerwałam żelazo jednym zamachem szponiastej łapy. Delikatnie wyciągnęłam go i ukryłam kilka komnat dalej. Aerta już długo, za długo zajmowała się tą walką. Rozłożyłam skrzydła i poleciałam w jej kierunku.

<Aerta?>

Od Fannygail CD Aileen

Szybko udało nam się załatwić kwestie zapłaty. Tak jak chciałam dostałam kilka cudownie mieniących się kamieni, tak samo jak Aileen. Dziewczyna dawała mi "delikatnie" do zrozumienia, że jest jej zimno. Ja nie czułam tego, ale ja niczego nie czułam. Pożegnałyśmy się z wioską i ruszyłyśmy w drogę powrotną. Lot mijał spokojnie. Szybowałam spokojnie oddychając. Aileen chyba nawet zasnęła na moim grzbiecie. Co się dziwić, dzień był pełen wrażeń.
-Daleko jeszcze?- Ziewnęła koło północy dziewczyna.
-Nie. Myślę, że niedługo dotrzemy.- Oznajmiłam spokojnie.
-Hm? A skąd wiesz? Jest ciemno? Nic nie widać, na pewno się nie zgubiliśmy?- Czułam jak nerwowo kręci się na moim grzbiecie. Poruszyłam ramieniem, przez co nieco nią szarpnęłam i uspokoiła się.
-Jak będziesz się tak wiercić to w końcu spadniesz.- Mruknęłam.-I wiem gdzie jestem, ziemi mi do tego niepotrzebna.- Prychnęłam.
-Nie? A co, jakieś smocze sposoby na orientacje w terenie?
-Nie. Zwykłe gwiazdy, kieruję się gwiazdami.- Prychnęłam. Ona chyba rozejrzała się po rozgwieżdżonym firmamencie, bo usłyszała ciche westchnięcie zachwytu.
-Tu wysoko widać wiele więcej prawda?- Zachichotałam.
-Zdecydowanie...- Nastała chwila ciszy w której napawałyśmy oczy niezwykłym widokiem.
-Jesteśmy.- Przerwałam milczenie i stopniowo zaczęłam zniżać lot.

<Aileen?>

Od Konckout'a do Vierry

- Idealne podkreśla Twoje kobiece kształty tylko do tego te futro [ podałem Jej futro które leżało na najwyższej półce ] . I teraz to ma swój uroczy i niepowtarzalny styl .
Panienka jeszcze długo przeglądała się w lustrze a następnie oznajmiła .
- A więc chce cały ten ubiór , zapłać .
- Tak jest panienko .
Podszedłem do wesołego sprzedawcy a on od razu podał kosmiczną cenę .
- To że jestem nietutejszy zapłacę panu pieniędzmi innej waluty o większej wartości niż wasza .
Podałem mu dziesięć metalowych monet które mieniły się w kolorze niebieskim .
Sprzedawca zdziwił się i przeglądał monety z ciekawości lecz nie znalazł na nich napisanego kraju czy pochodzenia . Uśmiechnąłem się udając bogacza i opuściliśmy sklep dość szybko .
- Czy te monety były fałszywe ?
- Cóż można by je uznać za czarną śmierć lecz nimi nie są gdyż są podróbkami tych prawdziwych z mojego miasta które dostałem na specjalne okazje .
....

<Vierra?>

Od Enely - C.D. Artura

Cały ten Boreasz powoli działał mi na nerwy. Jody nawet bardziej niż mi. Będę musiała jej pilnować, bo jeszcze go zabije.
W każdym razie Artur dosiadł konia, Boreasz kostur, a my dostałyśmy od jakiegoś faceta konie, jeden dodatkowy na bagaże. Wszyscy zarzucili na niego co mieli i ruszyliśmy.
Z początku jechaliśmy gęstym i cichym lasem. Jednak nie za długo. Wyjechaliśmy na polną drogę, tam trochę przyśpieszyliśmy bo droga była bardziej wyrównana i koniom łatwiej było biec. Oczywiście Boreasz leciała kilkaset metrów przed nami, a my podążaliśmy za nim. Od czasu do czasu, gdy robiliśmy postoję uśmiechał się głupio i rzucał irytujące teksty i nawet mimo tego, że Artur w końcu zdenerwowany mu zabronił, to i tak go lekceważył.
W czasie nocnego postoju, który był trochę dłuższy od tych dziennych udałam się na polowanie, Jody była już na prawdę głodna. Zobaczyłam niewielką sarenkę, samą w nocy w środku lasu. Mocno już wygłodzoną i odwodnioną, na skraju śmierci. Skróciłam jej cierpienia i posiliłam Jody krwią, a mięso zagrzałam nad ogniskiem, trochę je zwęgliłam, ale było całkiem dobre. Boreasz go nie jadł, nie wiem czy w ogóle coś jadł. Jego problem.
Potem znów ruszyliśmy coraz słabiej widoczną drogą przez las. Momentami słychać było wycie wilków. Na niebie pełnia i gwieździste niebo. Powstał mirasz, na szczęście na lądzie nie jest on niebezpieczny, ale bardzo efektowny i widowiskowy, w efekcie co chwila zjeżdżałam ze ścieżki zapatrzona w gwiazdy, ale co chwila upominał mnie to Artur, to Jody.. Raz nawet Boreasz.. W końcu opamiętałam się, gdy słońce zaczęło wschodzić. Zrobiliśmy postój na krótką drzemkę i ewentualnie jakiś posiłek. Nie wiem jak daleko byliśmy, ale mijała dopiero pierwsza doba.

Artur?

Od Ingwar'a-cd Noy

Chłopakowi robiło się coraz duszniej od zapachu alkoholu. W tych czasach coraz trudniej mu było znaleźć spokojne miejsce do pisania. Zamknął skórzaną okładkę i poprawił okulary. Wstając zarzucił na siebie kaptur bluzy, którą nosił pod cienką, czarną niczym smoła kurtką. Wyszedł szybko na dwór aby nie udusić się w karczmie. Mimo iż słońce właśnie zaszło nie ściągnął okularów. Nosił je teraz 24 godziny na dobę. Myślał już jakiś czas gdzie mógłby się udać. W jego głowie panowała dosłowna pustka. Pomyślał raz jeszcze. Nadal nic. Zmienił się w niematerialna(widoczną) postać. Wzbił się w powietrze i wypatrywał dogodnych miejsc aby móc się odprężyć i dokończyć kolejny rozdział książki.
Wiatr mógłby go nawet obalić gdyby normalnie lewitował.
Ciemność. Robiła się coraz większa. Jedyne co można było zobaczyć to nicość. Piękna, a zarazem niebezpieczna nicość. Odbierało to mowę. Było pięknie, a zarazem strasznie. 20-latek postanowił wylądować i stać się "normalny". Zauważył coś. Przez ciemność nie wiedział co to może być. Wszedł do środka.
Było ciemno. Ale to już było powiedziane. Nawet w chacie u murzyna byłoby jaśniej. Nagle coś dosłyszał. Daleko stąd, ale tam gdzie wszedł. Ktoś oddychał. Mógłby się domyślić, że każdy oddycha, ale oczywiście kto byłby tu o tak późnej porze. Mogło tam się nawet kryć coś okropnego. Ale i tak chłopak o ciemnych włosach musiał iść w tamtą stronę. Ciekawość wprost go rozpierała.
Na początku podążał powoli. Jednak z czasem przyśpieszył robiło się coraz zimno. Żeby cokolwiek zobaczyć musiał zdjąć okulary. Nie uczynił tego jednak. Co mogło się tutaj kryć....
~~~~~~~~~~
Bicie serca wyczuwanej przez niego postaci stawało się bardziej słyszalne. Zobaczył jakąś postać
-A panienka co tutaj robi o takiej porze?-spytał.

<Noy? Wyczerpałam wenę zanim to napisałam T.T>

Od Aerty-cd Fannygail

-Ty tak serio się pytasz? Żyję 230 lat. Ponad. Handluje zakazanymi owocami. Kiedyś ludzie woleliby mnie zabić. Nawet w Evill byłabym znienawidzona. Ale spoko mogę odpowiedzieć na pytanie-powiedziałam ironicznie
-Dobra, nie musisz. Rozumiem-powiedziała, a ja uklękłam na jedną nogę.Skupiłam się. Dotknęłam prawą ręką podłoża i wzięłam ogromny wdech. Wypuściłam wdech przez usta. Wstałam gwałtownie.
-Magnus!
Dziewczyna spojrzała na mnie innym wzrokiem. No cóż. Pewnie nie słyszała o nim
-Więc co robimy?-spytała się aby przerwać ciszę.
-Zapierdala*y najszybciej jak się da.-pognałam do środka
Fanny biegła koło mnie. Jednak wszystko co pamiętałam sprawiało, że biegłam coraz szybciej. Moje oczy przesłaniała mgła
-Kto to jest w ogóle ten Magnus?!-spytała krzycząc w biegu
-Powiedzmy, że mam jednak rodzinę(oprócz Grand'a)-przyśpieszyłam. Nie chciałam o tym gadać. Dziewczyna nie zwalniała jednak.
Raz wielkość pomieszczeń cieszyła mnie. Teraz jednak igrałyśmy z czasem. Grand mógł w każdej chwili zginąć. Wbiegłyśmy do ogromnej sali.Na tronie siedział chłopak. Jego czerwone oczy paliły się śmiercią i krwią. Inaczej nie mogłam tego określić.






-Po co znowu przybyłeś mi uprzykrzać życie?!-wrzasnęłam na niego
-Siostrzyczko, uspokój się-powiedział niskim i opanowanym tonem
-Nie nazywaj mnie tak! Nie masz prawa-podniosłam ton. Kątem oka widziałem jak Fan patrzy na tą dziwaczną rozmowę. Myślała zapewne, że nie powinna się odezwać
-Nie różnisz się ode mnie-mówił naglę zauważyłem Grand'a. Smok był uwięziony. Wysłałam znajomej wiadomość: " Uwolnij Grand'a"-po tym wróciłam do rozmowy
-Co dalej nic nie powiesz?! Nawet boisz się pokazać jaki jesteś
-Jak mam się bać
-A kolor włosów?-spytałam ironicznie i głośno
-Ni tylko ja ukrywam kolor włosów!-dokrzyknął
-Skoro tak-powiedziałam i moje włosy zaczęły zmieniać kolor na naturalne-śnieżno białe, kręcone włosy. Ale to, że byłam demonem sprawiało, że tylko przez chwilę mogłam je mieć. Brak uczuć zmienia wszystko. Tym bardziej wygląd. A ja przez to co robiłam zostałam skazana na czarny kolor...(chociaż na chwile bd białe)



Spojrzałam na niego mściwym wzrokiem
-To i tak niczego nie zmieni. Tak jak ja straciłaś nazwisko! I co? Zastąpiono ci je Meurtrière! Widać, że nią jesteś! Nie ukryjesz się! Jesteś MORDERCZYNIĄ-powiedział z wielkim uśmiechem.
Po prostu nie wytrzymałam. Rzuciłam się na niego. Przypominaly mi się wszystkie wspomnienia. Kiedy miałam kilka lat...Miałam swój wzór. Nałóg zniszczył to. Zniszczył Magnusa. Walczyliśmy. Jak demon z demonem. Moja nienawiśc sprawiła, że zapomniałam o otaczającym świecie. Uchwyciłam tylko chwilę. Wywołał potwory, które szły w stronę Fanny. Potem znowu furia. Starszy brat porwał mnie do góry. Przebiliśmy się przez dach. W górze, mgła była czarna jak smoła. Walczyliśmy na ślepo
-Musiałeś to zrobić?!-krzyknęłam
-Niby co?
-Zniszczyć naszą rodzinę!!-krzyknęłam do niego. Już planowałam kolejny atak. Wiedziałam, że na dole jest też moja znajoma. Nie przejmowałam się tym. Wiedziałam, że z łatwością jej się uda. W końcu to prawdziwy smok...

<Fan? Chciałabym mieć tyle weny do każdego opka xd>

niedziela, 11 stycznia 2015

Od Matthew'a

Biały puch przykrył w ostatnim czasie Avalon. Była noc, a gwieździste niebo zasłoniły białe obłoki.  Gdzieniegdzie po ulicach było widać poruszające się, lekkie cienie mieszkańców. Chłopak stał oparty o jeden z budynków. Kapelusz zakrywał pół twarzy.
-Kawka!- odwrócił głowę i ujawnił czerwonokrwiste oczy.
-Możesz tak na mnie nie mówić?- mruknął, chowając zmarźnięte ręce do kieszeni.- Nie lubię jak tak ktoś do mnie mówi, Rick, więc szanownie zapieczętuj swoją twarz i oddaj mi te papiery, o które Cię prosiłem.
Mężczyzna o kruczoczarnych włosach wyjął kopertę i podał dla Mat'a. Wziął ją i ruszył w przeciwną stronę. 
- Dzięki.- rzucił w międzyczasie.
-Od tego ma się kumpli.- zaśmiał się cicho, po czym znikł mu z oczu za jednym z budynków.
Hill rozglądał się uważnie po pustych ulicach jakby próbował coś dostrzec. Jedyne co zauważył to niektórzy mieszkańcy wracający do domu. On również tam zmierzał. Z jego rękawa wyskoczyła karta z o wiele uproszczonym rysunkiem płomienia, obracał ją w ręku, nucąc jakąś chwytliwą melodyjkę. Przymknął oczy, nie patrzył gdzie idzie. Po prostu dał się ponieść. Skończyło to się jednak mocnym zderzeniem z kimś. W cieniu nie rozpoznał twarzy. Coś mu podpowiedziało, że to jednak nie będzie miłe spotkanie. Osobą z którą się zderzył, okazała się blondynka Ellie. Zrobiła mu aferę za to, że dziś postanowił się zamyślić. Ten przeprosił ją niechętnie. Obiecywał sobie, że kiedyś tej cholernej wampirzycy odetnie łeb i wbije osikowy kołek w serce. Denerwowała go, zawsze przychodziła do jego biura i zajmowała niepotrzebnymi sprawami. Odetchnął z ulgą, gdy postanowiła sobie odpuścić. Wszedł do domu. Mimo, że należał do organizacji Iluminatów, wolał mieszkać w mieście. To było mu bardziej na rękę. Usadowił się zmęczony przy biurku. Z kieszeni kurtki wyjął kopertę i położył ją na owym meblu.

* * *

Mat siedział przy barze, pijąc piwo. Nie dawał rady usiedzieć w dużym domu sam, gdy ten był pusty. Cisza zbytnio go przytłaczała.
- Jedno piwo poproszę.- kobiecy, oburzony głos obił mu się o uszy.
-"No proszę, ktoś tu ma humorek."- pomyślał, ale szybko skarcił te
myśli. - Coś się stało?- zwrócił się do owej dziewczyny.
Był dziś o wiele bardziej ciekawski niż zwykle.
<Jakaś owa pani? xD>

Od Aerty-cd Rovneya

Dziewczyna myślała, że zaraz zwymiotuje. Nie rozmyślała za dużo o małpach. Miała wątpliwości, czy może to być spowodowane właśnie nimi. Była zbyt...nadpobudliwa. Odwróciła się od wszystkich zombie. Poszła w kierunku drzew dając znak blondynowi, że mało ją to nie obchodzi. I nie obchodziło.
Oparła się o pień jakiegoś drzewa. Zbyt wielki ból przeszywał jej ciało. Czuła jakby ktoś wylewał na nią nie wiadomo jakie substancję. Zarazem mogła czuć, że zamarzła. To już była wielka pewność. Nawet gnijące stworzenia nie mogą spowodować takich rzeczy. Wstała i "otrzepała się" z wszystkiego co na nią spadło. Jedyne lekarstwo było jej przekleństwem. Wsadziła rękę do kieszeni kurtki. Wyczuła mały pojemniczek(tak jak na tabletki depresyjne) wyjęła go i zaczęła czytać to co było na niej napisane. Wzięła zamach i rzuciła gdzieś. Nie wiedziała gdzie.. Opanowywała oddech. Wszystko trwało kilka chwil. Wyszła i dołączyła do idących przed nią
-To wszystko jest nienormalne-zaczęła
-To tylko zombie małpa-odparł blondyn
-Nie no, to tylko gnijąca człekokształtna, która prowadzi za sobą inne swego rodzaju-powiedziała z nutką śmiechu.
-To tłumaczę i to taki słodki
-Pamiętasz przynajmniej jego imię. A ja co..Samuel..
-Samuel Malevo Richono Nisiwa Liawa Vono Lecher-powiedział, przypominając dziewczynie
-Widzisz? Nawet tak dziwnego i długiego imiona nie potrafię zapamiętać-mówiła podburzona i wstrzymywała się od bólu.
-Coś sugerujesz?-uniósł brew
-No cóż. Poznałam człowieka, znałam go nawet nie jeden dzień. I tak od razu idę z nim w dupe gdzie. Normalne osoby były by podejrzane. Pomyśleliby że jesteś nie wiadomo kim. Ale ja poznałam króla małp. Tarzan?-uniosła brew

<Rovney? Ty tarzanie jeszcze słonie oswój xd>

Need Evil - Nowi Członkowie!

W Need Evil pojawiła się kobieta, Dark Gloom i mężczyzna - Sondwave.

Od Edgona CD. Isabelle

-Co teraz? - spytała Isabelle.
  Uśmiechnąłemsię lekko.
-A czy to ważne? - pocałowałem ją w szyję. - Teraz możemy tu siedzieć do rana.
Uśmiechnęła się lekko.
-Wiesz, że jesteśmy z innych organizacji i nie możemy być razem?
-Wiem – uśmiechnąłem się szeroko. - Zakazane smakuje lapiej.
Zdjęła rękę z moich włosów i przeniosła ją na mój policzek. Pod jej dotykiem znów przeszedł mnie dziwny prąd.

<Isabelle? Mam bezwenie ;-;>

Od Selene CD Rakanotha


- Będę grzeczna. – powiedziałam cicho przytulając jajo. Rakanoth uśmiechnął się i wyjął mi delikatnie jajo z rąk.
- Będzie tu bezpieczne. – zapewnił. Wyszliśmy przed zamek. Demon poprowadził mnie przez dziedziniec i dotarliśmy do dużej hali.
- To tu. Zapraszam. – powiedział otwierając przede mną wrota. W środku było, co najmniej dziesięć boksów, w których stały kościste rumaki z ostrymi skrzydłami. Wszystkie zwróciły swe świetliste oczy na nas. Stanęłam jak wryta patrząc z podziwem na majestatyczne zwierzęta parskające, co chwilę.
- Ładne, bardzo ładne. – powiedziałam starając się ukryć zachwyt. Rakanoth podszedł do najbliżej stojącego i rzekł:
- Ten tu zwie się Atylla. Jak chcesz możesz go dosiąść.
Kiwnęłam głową i podeszłam do Lotnika. Ogier spojrzał na mnie bystro i parsknął odrzucając grzywę z pyska.

(Rakanoth?)

Iluminaci - Nowy Członek!

W Iluminatach pojawił się Matthew Hill - młody detektyw.

Od Felix’a Cd. Andreas’a

- Puść mnie do cholery! – wręcz pisnąłem próbując się wyrwać.
Patrzył na mnie dłuższą chwilę obojętnym wzrokiem.
- I co się tak gapisz? – syknąłem i wbiłem mu kocie pazury w rękę
Puścił mnie tak, że wylądowałem na ziemi na nogach, nie czekałem aż ponownie mnie złapie tylko dałem w długą wzdłuż ulicy. Biegłem tak przez miasto dobre 15 minut gdy w końcu zatrzymałem się na jakimś dachu i usiadłem łapiąc oddech. Po takim biegu trudno było się uspokoić, ale w końcu mi się udało, wtedy poczułem czyjeś ręce zaciskające mi się na ramionach.
- Już się wybiegałeś? Możemy iść? – usłyszałem głos chłopaka.
Zaskoczony chciałem odskoczyć jednak mocno mnie trzymał.
- Więc powiem inaczej – warknął tym razem dość chłodno i spojrzał mi w oczy, jego tęczówki zaświeciły czerwienią i teraz nie widziałem już nic innego – Pójdziesz ze mną – zakomunikował, a ja grzecznie wstałem Bez emocji zszedł z dachu na dół na ja ruszyłem jego śladem. Gdy szliśmy ulicą szedłem obok.

< Ender? >

Od Felix'a Cd. Ukyo

Chyba właśnie mimowolnie oblizałem usta, w których mi zaschło. Spojrzałem na barmana.
- T...tak, chyba starczy - stwierdził.
- Chyba tak - odpowiedziałem mówiąc to samo.
Chłopak kiwnął głową, a chwilę później gadaliśmy o wszystkim i o niczym każdy pijąc to co zamówił.
- Chyba teraz Tobie jestem dłużny - zauważyłem opierając się o krzesło i patrząc na mojego rozmówcę.
Wzruszył ramionami.
- Nie przesadzaj, tam było z kilka tysięcy - stwierdziłem z lekkim uśmiechem.
- No, coś takiego przytaknął - zauważył.
- Oddać prawdopodobnie nie dam rady ale mogę jakoś odpracować - stwierdziłem siadając po turecku.
- Zastanowię się - odpowiedział dość obojętnie.
Uśmiechnąłem się tylko dopijając trunek.
- Jak coś wiesz gdzie mnie szukać - powiedziałem wolno wstając.
- Znowu uciekasz? - zapytał.
- Ja? Nie, po prostu jestem zmęczony po skakaniu za tymi papierami, a szczerze mówiąc ostatecznie się nie zdrzemnąłem. Wiesz, kicie potrzebują dużo snu, będziesz coś chciał to wbijaj, raczej mam otwarte - z tymi słowami ruszyłem do domu zostawiając go samego.

< Ukyo?>

Od Christophe'a Cd. Noy

Przyszedłem na niedużą polanę w Zaklętej Puszczy,kilkanaście metrów od jakiegoś małego źródełka. Jak na razie nic nie zakłócało spokoju "lasu". Przyklękałem na jedno kolano, prawie na środku polany. Wbiłem obok zdobiony sztylet i pochyliłem się nad ziemią. Zdarłem z wierzchu grubą warstwę miękkiego mchu. Jeszcze dwa centymetry ziemi i znajdę to czego szukam. Zacząłem kopać w najprostszy sposób - rękami. Zobaczyłem sześciokąt kamiennego słupa. Jest. Słyszałem jak ktoś zbliża się powoli z lewej strony,ale nadal kopałem zawzięcie w ziemi,wokoło kamienia. Ktoś lub coś,zauważyło mnie,poczułem na sobie czyjś wzrok. Kogoś przyprawiłem o palpitacje serca? Osobnik ten starał się uspokoić oddech. Uśmiechnąłem się do siebie. Uniosłem głowę;kaptur czarnej kurtki,zakrywał mi twarz. Nie spojrzałem nawet w tamtą stronę.
- Nie chowaj się i tak cię słyszę.
Powiedziałem i wróciłem do oczyszczania wyrytych wzorków na słupie. Osoba wyszła niepewnie zza drzewa. Nawet z tej odległości słyszałem jak się stresuje.
-Spokojnie... - Spojrzałem w lewo,a moim oczom ukazała się kobieta. - Co taka nerwowa?
Zmierzyłem ją wzrokiem,od włosów po byty. Wyciągnąłem sztylet i przejechałem po wzorze. Było ciemno,ale widziałem świetnie. Wbiłem sztylet obok i podszedłem do strumyka i umyłam brudne ręce. Wstałem i schowałem sztylet.
- Jak się nazywasz?
Zawahała się.
-Noa...
- Christophe,więc czego tu szukasz? W niebezpiecznej puszczy?
Zapytałem obojętnie.

Noa?

sobota, 10 stycznia 2015

Od Sylvanas cd. Jake'a

 Siedziała zirytowana na łóżku.
- Nie będziesz mi mówić, co mam robić.- szepnęła do siebie.
Podeszła do okna i otworzyła je. Do środka dostał się zimny, przyjemny wiatr. Odetchnęła.
-" Czuję się jak w jakimś więzieniu..." - pomyślała.
Wyjrzała przez otwarte okno. Usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Odwróciła się. To był tylko Jake.
- Już wróciłeś?
- No tak, zapomniałem czegoś.- mruknął pod nosem, ale po chwili uśmiechnął się szeroko.
Wziął jakiś druczek ze stolika.
- I jak się czujesz?- zapytał, coś jednak było w tym podejrzanego.
- Tak jak 5 minut temu...
- To może gdzieś pójdziemy?
- Przed chwilą mówiłeś, że nie mogę się przemęczać.- przeszyła go przenikliwym wzrokiem.- Czyżbyś zapomniał?- rzekłam oschle.
- No... tak...yy...- wyglądał na zakłopotanego.
Po cichu chwyciła nóż, który leżał na parapecie. Schowała co za plecami i podeszła do chłopaka.
- No co?
- Może jednak pójdziemy gdzieś?- nalegał.
Wbiła mu nóż w brzuch. Wiedziała, że to nie on, inaczej by tego nie zrobiła. Ciche syknięcie dostało się do jej uszu.
- Na marne się starasz siostrzyczko.- syknęła Sylvanas pewna siebie.
Rana po chwili zniknęła, a niebiesko włosa zmieniła się w siebie.
- Czego chcesz?Atakujesz w samej siedzibie Need Evil, to nie jest mądre posunięcie z twojej strony Anno.- warknęła i mocnej zacisnęła nóż, będący w jej lewej dłoni.
- Och nie będziesz mi mówić, co jest mądre, a co nie! Nie mogę odwiedzić mojej głupiej siostry?!
- Jak miło? Nie wystarczy, że mi trujesz sny jeszcze, muszę cię widzieć na żywo.
-Coś ci się język wydłużył, co? Sylni?
Nóż poleciał w jej stronę. Wbił jej się w ramię, a Anna syknęła. Z jednym mrugnięciem znalazła się przy Sylvanas. Złapała ją za gardło i przycisnęła do ściany.
- Pamiętaj to nie jest koniec!
Zniknęła. Dziewczyna opadła na ziemię z lekka krztusząc się. Złapała się za brzuch, czując ból. Wczołgała się na łóżko i zaczęła głęboko oddychać. Usiadła i uspokoiła się.
< Jake? xD Sama się prosiłaś, by ją dodać! xD Do tego będzie trochę akcji XD >


Od Jake'a Cd. Sylvanas

Minął kolejny miesiąc. Nie zostało już wiele wiele czasu.
- Masz CAŁKOWITY ZAKAZ robienia czegokolwiek. Spróbuj tylko zaparzyć herbatę, a naprawdę tego pożałujesz, jasne? Teraz naprawdę nie możesz się przemęczać. - przyszedłem jak zwykle do Sylvanas "w odwiedziny" podczas moich krótkich przerw od pracy w gabinecie.
W ostatnim czasie miałem ręce pełne roboty i mogłem się z nią spotkać tylko w nocy... spała.
- Bez przesady... -wymamrotała.
- Nie ma bez przesady! Jak będzie czegoś potrzebowała po prostu mnie zawołaj!
Chwilę jeszcze porozmawialiśmy, a później wróciłem do gabinetu...
Wciąż mam obawy do tego wszystkiego... to znaczy... to nie tak, że chodzi o dziecko, jednak, co jeśli wróci Anna lub inne zło? Jeśli tak może być to Sylvanas jest w prawdziwym niebezpieczeństwie...

<Sylvanas? Jak Anka wróci, to Jake odetnie jej łeb mieczem, bo ma dość tej kobiety. ;-; Sylvanas najważniejsza! :3>

Od Noy

Nie ma to jak skrócić sobie powrót do domu drogą prowadzącą przez Zaklętą Puszczę. Zresztą, to teraz nieważne, bo w sumie jedynym, o czym w tym momencie myślała, było jak najszybsze dotarcie do domu. Jakiś czas temu opuściła swe przytulne mieszkanko, będąc jednak zbyt podekscytowana, by pamiętać o tak prozaicznej rzeczy jak zabranie grubej, ciepłej bluzy. Założyłaby się o wszystkie swoje OSZCZĘDNOŚCI, że każda kobieta by się spieszyła, by odebrać zamówienie w Tor-Sul. Niemiłosierne podmuchy lodowatego wiatru przeszywały jej ciało niemal na wskroś, nasilając tym nieprzyjemne wrażenie zamarzających płuc. Szła pospiesznie, a głuchy tupot butów, słyszalny przy każdym stawianym przez nią kroku, zdawał się odbijać echem od licznych drzew. Wraz z tym mieszał się inny, początkowo trudny do zidentyfikowania odgłos. Dziewczyna, niezwykle zajęta bezcelowymi próbami ogrzania swych lodowatych dłoni, dopiero po jakimś czasie uświadomiła sobie jego istnienie. Suchy szczęk uderzającego o podłoże metalu. Raz, drugi, trzeci... W miarę posuwania się naprzód, dźwięk stawał się coraz wyraźniejszy. Brzmiał jakby... Jakby ktoś zawzięcie kopał łopatą w ziemi? Nieee. Kto normalny robiłby to o tej porze? W sumie, mowa tu o elfach, więc wszystko jest możliwe. Koniuszkiem języka zwilżyła popękane od chłodu i nadmiernego skubania wargi. Idąc szybko przed siebie, mamrotała coś pod nosem, przesadnie marszcząc czoło. Noa cicho kluczyła między wiekowymi drzewami, sprawiając wrażenie nocnej zjawy, bądź ducha, który mnie mógł zaznać spokoju w innym świecie. Nagle poczuła jakiś niecodzienny zapach. Wdychając piękną woń, mieszającą się z ostrym, zimnym powietrzem, rozmyślała nad tym, kogo może tu spotkać. Już po niedługim czasie dostrzegła wśród mroku obcą postać. Szybko schowała się za jednym z drzew, oddychając cicho dla uspokojenia się. Nie wiedziała czemu, ale jej serce zaczęło dziwnie, szybko bić, a ona sama - stresować.

<Christoph?>

Odeszły

Z przykrością ogłaszam, że z naszego bloga odchodzą dwie osoby: Gwyneth Clarie Smith i 
Argona Ryuketsu.


Iluminaci - Nowy Członek!

W szeregach Iluminatów pojawił się mężczyzna - Christophe Zander Nightshade.

piątek, 9 stycznia 2015

Od Hori - Cd. Tibora

Dziewczyna nie mogła oderwać wzroku od Arthura. Jego drobne ciało wyglądało jeszcze słabiej niż wcześniej. Wychudzone ramiona pokrywał szary pył, a ubranie rozerwano na wysokości lędźwi. Dopiero po chwili zauważyła, że materiał lepił się od zaschniętej krwi... Zasłoniła dłońmi twarz, nie mogąc wytrzymać tego widoku.
- Hori... - wyszeptał Arthur, a z jego ust wysypał się ciemny piach.
Dziewczyna drgnęła, słysząc swoje imię. Przerażenie nie pozwalało jej ruszyć się z miejsca.
- Arthur, ty... - podniosła na niego wzrok - Przepraszam! - zrobiła w jego stronę niepewny krok - To wszystko moja wina! Zostawiłam cię samego... Nie powinnam! - chłopak stał tuż przed nią. Jego zielone oczy były przepełnione smutkiem. Wyciągnął dłoń w jej stronę i delikatnie dotknął jej włosów.
- To nie twoja wina... To Iluminaci - jego głos był pozbawiony jakichkolwiek emocji, lecz twarz wykrzywił mu grymas bólu. Podniósł swoją poplamioną koszulę, pokazując obszerną ranę, rozciągającą się wzdłuż całego kręgosłupa.
Hori zamarła. W jej głowie była pustka.
"Iluminaci, Iluminaci, Iluminaci" - wciąż szeptała to samo słowo.
- Jak mogli mi cię zabrać?! Byłeś moją jedyną rodziną... Teraz znów będę sama... - bez zastanowienia wtuliła się w zimną koszulę chłopaka. On położył tylko dłoń na jej głowie i smutno się uśmiechnął.
- Nie martw się. Niedługo znów będziemy razem - powiedział tajemniczo, boleśnie wzdychając. Jego ciało zaczęło się rozpadać. Ich wspólny czas dobiegał końca. Hori ze łzami w oczach patrzyła jak jej jedyna bliska osoba opuszcza ją po raz drugi. Jak rozpływa się w powietrzu, by po chwili niczym dym opaść na ziemię i w niej zniknąć.
- Czyli już wszystko jasne... - wymamrotała głosem przepełnionym pragnieniem zemsty.

<Tibor? :3>

Od Ukyo Cd. Felix'a

Poszedł przodem. Więc niech idzie...

Ja sam wróciłem do Artura, dałem mu papiery i postanowiłem pójść do baru. Zauważyłam chłopaka kłócącego się z barmanem. Poszedłem bliżej i zorientowałem się, że był to mój wcześniejszy wspólnik - Felix. Chciałem się dowiedzieć o co chodzi, dlatego zbliżyłem się do nich jeszcze bardziej i od razu zapytałem:
- O co chodzi, bo wasz Ukyo nie w temacie? - usiadłem na krześle.
-Tsk. -warknął zdenerwowany chłopak.
Po krótkiej chwili domyśliłem się o co chodzi.
- Nie postawi ci już nic więcej za darmo, co? - pewny siebie, dodałem.
- Pff. Nie twoja sprawa. - również usiadł na jednym z krzeseł i westchnął.
Uśmiechnąłem się do siebie.
- Co zamawiasz? - zapytałem Felix'a.
- Ja? To co zawsze... - wymamrotał.
- To co zawsze i whiskey! - zamówiłem.
- C-co!? -gwałtownie zareagował. - Nie mam czym zapłacić...!
- Zamknij się i nie marudź. - wyciągnąłem na stół pełną sakwę monet. - Wystarczy na opłacenie wszystkich twoich zadłużeń? - podpaliłem swojego papierosa, którego wcześniej wyciągnąłem z kieszeni...

<Felix? ^^>

Od Felix'a Cd. Ukyo

Na początku z szarpaniem sznurów szło mi raczej średnio. Od razu pokazałem kocie pazurki i przeciąłem liny w kilka sekund, zaraz potem więzy przy kostkach i wstałem.
Westchnąłem cicho i podszedłem do gostka, z którym miałem wykonać to parszywe zlecenie, sam dawno bym je zrobił trzy razy ale po co mu zaniżać samoocenę?
Kucnąłem przy nim i także rozciąłem liny.
- Ech..., mogłem to przegryźć..., paznokcie mi się połamały - mruknąłem wstając.
Spojrzał na mnie jak na debila. Uderzyłem się dość mocno dłonią w głowę ( tz. facepalm).
- Że te kocie..., z resztą nie ważne, to skomplikowane - powiedziałem podchodząc do krat.
Kucnąłem przy zamku, w tym czasie mój "przyjaciel" zdążył wstać i zaczął rozmasowywać nadgarstki.
- Masz może wytrychy? - zapytałem.
- Nie - odpowiedział bez uśmiechu, nie wiem czy się krzywił czy nie, ale jak ktoś się uśmiecha to po prostu słychać.
- Hym..., trudno, muszę użyć swoich - stwierdziłem wyciągając je z tylnej kieszeni.
- Długo Ci to zajmie? - zapytał.
- W najlepszym wypadku 5 minut, może nawet krócej - powiedziałem.
W najlepszym wypadku... Tak więc ja kolejną godzinę spędziłem na grzebanie w zamku, a Ukyo na łażeniu w tę i z powrotem od ściany do ściany marudząc. Co pięć sekund słyszałem ciągle powtarzające się "Długo jeszcze?". Jednak widocznie też myślał nad inną drogą ucieczki. Po godzinie zamek puścił, otarłem czoło z potu i osunąłem się do siadu.
- Nie śpieszyłeś się - zauważył.
- Powiedz jeszcze jedno słowo, a pazurki, które przed chwilą Ci pomogły zniszczą twoją śliczną buźkę - warknąłem wstając na nogi i chowając wytrychy z powrotem na ich miejsce.
Zamilkł widocznie widząc, że zaraz wybuchnę. Wolno ruszyliśmy korytarzami między celami.
- Chodź - mruknąłem skręcając nagle.
- A ty gdzie znowu? - zapytał chłodno idąc za mną.
- Wiesz..., znam nieco to miejsce i jak widać są na tyle głupi, że podsunęli nam pod nos to co chcieliśmy - powiedziałem z lekkim uśmiechem.
Uniósł zdziwiony brew. Przed nami po chwili ukazały się pięknie zdobione drzwi. Wcisnąłem mu w rękę szmatkę, a drugą zawiązałem usta.
- A to po co?
- Rany..., musisz tyle gadać? - burknąłem wrzucając przez dziurkę od klucza mały czarny koralik do pomieszczenia za drzwiami.
Przymknął się po tej wielce obraźliwej uwadze i zrobił to samo co ja. Odczekałem parę sekund po czym otworzyłem też drzwi. Na dwóch fotelach spały dwie postacie, jednak leżała na ziemi widocznie przewróciła się chwilę wcześniej.
Zamknąłem za nami drzwi i kucnąłem przy biurku, wolno przeszukałem je w poszukiwaniu tego czego szukaliśmy. W końcu papiery łaskawie ukazały się moim oczom, schowałem je.
- Spadamy stąd - powiedziałem ruszając do drzwi.
Przytaknął kiwnięciem głowy. No i kolejna godzina spędzona na unikaniu ludzi i próbach wydostania się z labiryntu korytarzy. Zobaczyliśmy wyjście i zaraz się przez nie wymknęliśmy. Gdy nieco oddaliliśmy się od tamtego miejsca parłem się o zimną, ceglaną ścianę.
- Rany..., najgorszy wypad jaki miałem w życiu - mruknąłem łapiąc oddech.
Wyciągnąłem papiery i podałem starszemu chłopakowi. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Masz..., nie chce mi się z nimi gadać po tym wszystkim bo jak usłyszę " Czemu tak długo?" mogę nie wytrzymać i zrobić lub powiedzieć coś czego pożałuje - powiedziałem pod chustką.
Wcisnąłem mu to w ręce i ruszyłem wolno w kierunku domu.

< Ukyo? No..., to się rozkręcam, wracam do standardowych długości moich opo xd>

Od Letrance Cd. Daichiego

Wróciłam się po książki. Przy okazji wzięłam także mój koc i ciasteczka. Herbata już wystygła więc nie było sensu jej nosić.
Usadowiłam się wygodnie na ziemi, szczelnie zawijając się w mięciutki i cieplutki materiał. Siedzieliśmy tak w ciszy. W końcu postanowiłam ją przerwać.
-Lubisz poezję?-spytałam wpatrując się w niego.
-Poezja? To jest jakoś tak dziwnie pisane... dziwne słowa...Kompletnie tego nie rozumiem, ale podoba mi się. Czemu pytasz?-tym razem to on zadał pytanie.
Zerwałam się nagle. Rzuciłam moc na ziemię i zaczęłam przeszukiwać półki. W końcu natrafiłam na właściwą książkę. Szybko wertowałam strony. Gdy znalazłam właściwy kawałek, zaznaczyłam go palcem i podeszłam do Daichi'ego. Ponownie otworzyłam książkę na wybranym fragmencie i zaczęłam czytać na głos.

"Nie wiem, co to poezja,
nie wiem, po co i na co,
wiem, że czasami ludzie
czytają wiersze i płaczą,

a potem sami piszą,
mozolnie i nieudolnie,
by od dławiącej ciszy
łkające serce uwolnić.

A kiedy synka stracił
pewien robociarz,
o wierszu pomyślał z płaczem
i list napisał do mnie:

Chłopczyk był śliczny jak róża,
dobre, kochane dziecko...
Wierszyk niech będzie nieduży,
nie religijny- świecki...

Nie wiem, co to poezja,
jest w niej coś z laski Mojżesza:
strumień dobędzie ze skały,
umie zabijać i wskrzeszać."

-Teraz już rozumiesz?-spytałam oficjalnym tonem. Może i był lodowaty, ale nie przejęłam się tym. Dziwne słowa? Jak on mógł! Poezja to coś pięknego, niezwykłego. Kunszt. A nie jakieś dziwne słowa.
-Nie za bardzo-odpowiedział niepewnie. Westchnęłam teatralnie, ale usiadłam znów na swoim miejscu. Zapatulona w kocyk chwyciłam pierwszą książkę z góry i zaczęłam czytać, co chwila chrupiąc wafelkiem. Gdy kolejna porcja słodyczy miała wylądować u mnie w buzi, zatrzymałam rękę tuż przed twarzą.
-A tak w ogóle to co Ty tu robisz?-spytałam-Nigdy Cie tu nie widziałam.

<Daichi?^^>

Od Narcyzy Cd. Tibor

Skinęłam głową.
- Wybacz, ale jakoś nie mogę Ci wierzyć. - stwierdził.
Wstałam z łóżka, z niewielką pomocą chłopaka.
Postawiłam pierwsze kilka kroków.
Czułam jakby po nodze, chodziły mi mrówki.
Nie bolało, ale do przyjemności też nie należało.
Wyszliśmy z komnaty.
- Nie znoszę zostawiać czegoś, co zaczęłam. - powiedziałam.
- Ja też nie, ale jak na razie musimy się stąd wydostać.
Błąkaliśmy się po katakumbach.
Doprowadzało mnie to do szału.
Załamana usiadłam pod ścianą.
Zerknęłam na swój cień.
No tak! Dlaczego nie pomyślałam o tym wcześniej?!
- Tibor, obejmij mnie mocno! - wstałam.
- Co?!
- Mogę nas przenieść w dowolne miejsce, jako cień. - wytłumaczyłam.
Chłopak objął mnie w talii.
- Robiłaś to kiedyś? - spytał przerażony.
- Tak, tylko że sama. - odpowiedziałam.
- A co się stanie ze mną?!
- Być może wrócisz w kilku kawałkach. - stwierdziłam.
Patrzył na mnie z przerażeniem.
- Spokojnie, jakby co to Cie poskładam. - uśmiechnęłam się blado.

<Tibor? ^^>

Od Tibora - Cd. Narcyzy

Spojrzałem na nią zmęczony. Nie spałem bo teoretycznie nie muszę. Ale za to miałem mnóstwo czasu na myślenie. Coraz bardziej nie podobała mi się ta sytuacja.
- Narcyzo, jak się czujesz? - zapytałem strącając obawy na dno umysłu.
- Lepiej. - powiedziała z westchnieniem
Uśmiechnąłem się i usiadłem na skraju łóżka. Dotknąłem czoła dziewczyny. W końcu było normalne.
- Doskonale. Twój organizm pokonał truciznę.
- Gdzie mag? Znaczy duch.
- Zniknął gdy straciłaś przytomność.
- Myślisz, że on coś knuje?
- Na pewno. - odparłem.- Musimy się stąd jak najszybciej wydostać. Nie podoba mi się to wszystko.
- A misja? Potwór?
- Olejemy to. Zajmę się nim potem. Zapieczętujemy wejście na razie.
- Nie mamy wyjścia. Póki co błąkamy się tu jak on.
- Ale znajdziemy je. - pogładziłem jej policzek. - Dasz radę wstać?

<Narcyza? ^^ >

Od Tibora - Cd. Isabelle

Spojrzałem na nich z dziwną miną. Co ja tu robię?! Wprost cudnie.
- Może przestańcie? - syknąłem.
- Ale co?
- Wyglądacie jakbyście chcieli zrobić tu rzeź.
- Taki jest plan. - powiedziała Isabelle.
Cudnie. A mogłem zostać w katakumbach. Ale nieee, po co?
- Ech ich aż tak wielu nie jest. Poza tym byli ostatnio bardzo mili. - czy czułem coś na kształt wyrzutów sumienia? Nieee. Poprowadziłem ich ubitą, szarawą ścieżką w głąb cmentarza. Wyglądało to niemal tak jakbym ciągnął ich w pułapkę. Swoją drogą są strasznie naiwni, by wierzyć nekromancie. Ale nie mnie to osądzać. Wskazałem zrujnowany kościół który kilka wieków temu mógł uchodzić za ładny. Teraz przedstawiał się raczej żałośnie. Dach już dawno runął odsłaniając zgniłe belki. Zaczął padać drobny deszcz a po plecach przebiegły mi ciarki.
- Są tu? - zapytała cicho.
- Mhm głęboko pod ziemią, w tunelach pod katedrą. Trzeba uważać na strażników. - wskazałem kamienne rzeźby z pozoru niegroźne.

<Isabelle? >

Od Letrance c.d. Rovney'a


Po chwili dotarło co sie tak właściwie stało. Zostałam uwięziona z nim na czas nieokreślony. Byłam wściekła. Oczywiście nie dopuszczałam do siebie myśli, że to moja wina, że kajdany się skróciły. W zaistniałej sytuacji musiałam na kogoś zrzucić winę, a że Rovney był najbliźej... Dlaczego by nie zrobić z niego kozła ofiarnego?
-To wszystko przez Ciebie!-krzyknęłam i oskarżycielsko wskazałam na niego palcem. Co z tego, że to było nieuprzejme?
-Moja wina? Przecież to Ty szarpałaś za łańcuch-zaczął się bronić. Jednak ja nie zamierzałam tak łatwo odpuścić. O nie. Ja nie jestem z tych co kulą ogon i uciekają. Wręcz przeciwnie.
-Ale to Ty mi nie powiedziałeś!-znów się uniosłam.
-A co to się stało? Księżniczka czegoś nie wiedziała?-zaśmiał się na co lekko zarumieniłam się. Fakt. Nie wiedziałam, że to nie są zwykle kajdany. Jednakże zaraz odzykałam rezon i popatrzyłam na niego oburzona.
-A jaśnie książę nie mógł pomyśleć wcześniej i mnie ostrzec, skoro wiedział iż wasza szefowa posiada takie "cudo"-odpowiedziałam arktycznym głosem. Co jak co, ale byłam demonem i gdy chciałam umiałam być naprawdę nieprzyjemna.
Chcąc sie trochę uspokoić, podeszłam do parapetu. Wzięłam do ręki porcelanowy dzbaneczek, po czym razem z nim udałam się do łazienki. Chcąc nie chcąc chłopak podążył za mną. Napełniłam naczynie zimną wodą i ponownie podeszłam do parapetu w moim pokoju. Bardzo ostrożnie, jedną ręką podlałam trzy doniczki kwiatów stojących przy oknie. Oczywiście niezapominajek. Po chwili odłożyłam dzbanek na swoje miejsce. Cały czas zastanawiałam się nad pewną rzeczą. Nie miałam swoich mocy. Co prawda on także ich nie miał, ale co mi z tego. Byliśmy spięci łańcuchem na odległość nie większą niż metr. Po prostu świetnie. Czy ta cała Akaja nie myśli? Jak ja mam się teraz przebrać, umyć czy spać? To było niewykonalne! Zbierałam się w sobie by poruszyć ten temat. Co chwila otwierałam usta by coś powiedzieć, jednak szybko rezygnowałam z tego pomysłu. Szczerze mówiąc to jeszcze nigdy nie byłam w tak żenującej sytuacji. Jakby nie patrzeć, on był ode mnie trochę starszy... Gdybym była połączona z jakąś dziewczyną. Większego problemu by nie było. Ale teraz?
W końcu zacisnęłam dłonie. Co ja się będę mazgajić czy rozczulać? Jak coś powiem, to on ma to zrobić. I to już jego problem jak. Nie interesowało mnie to. Odwróciłam się gwałtownie w stronę chłopaka. Podeszłam do niego bardzo blisko. Jednak by patrzeć mu prosto w oczy, musiałam mocno zadrzeć głowę, gdyż był dużo ode mnie wyższy.
-Nie wiem jakim cudem to zrobisz. Szczerze mówiąc nie interesuje mnie to. Robi się późno, a ja chcę iść spać. Jednakże Twoja osoba... Bardzo mi to utrudnia. Dlatego masz stąd zniknąć. Czy to jasne?-warknęłam
-A czy do Ciebie nie dociera, że jesteśmy przykuci do siebie, dopóki Akaja nas nie uwolni?-tłumaczył mi jak dziecku. -Tego łańcucha nie da się rozerwać. Nie obejdziemy tego żadnym sposobem. Musimy jakoś to przetrwać.
-Dobrze-warknęłam i znów wlazłam pod łóżko. Czyli jednak włócznia, miała być użyta. Chciałam się umyć w spokoju. Jednak nie mogłam tego zrobić gdy on stał obok mnie.
-Czyżbyś chciała jeszcze bardziej skrócić łańcuch?-spytał podejrzliwie unosząc jedną brew do góry.
-Kpisz czy o drogę pytasz?-zaśmiałam się. Podeszłam do drzwi łazienki i gwałtownym ruchem wbiłam w nie włócznie. Co prawda drzwi były drewniane, a ja niezbyt silna, ale w końcu udało mi się zrobić dziurę w drewnie. Dzięki temu, łazienkę można było spokojnie zamknąć, nie martwiąc się łańcuchem. Wzięłam jeszcze tylko moją piżamę i weszłam do sąsiedniego pomieszczenia, zatrzaskując mojemu "gościowi" drzwi przed nosem.
Ruchy miałam bardzo utrudnione. Przecież mogłam posługiwać się tylko jedną ręką. Drugą miałam unieruchomioną przez to cholerne żelaztwo. Jednakże udało mi się jako tako umyć i przebrać w moje "śpioszki". Co z tego, że ubrałam je na lewo. Nie przejmowałam sie tym w ogóle. W końcu po porządnym nagimnastykowaniu się przy przebieraniu, wyszłam z łazienki. Ciągnąc za sobą Rovney'a podeszłam do dość dużego łóżka i położyłam sie na nim. Moja ręka pod dziwnym kątem sterczała do góry, przytrzymywana przez łańcuch. A wszystko przez to, że chłopak nadal stał.
-Tam jest Twoje miejsce-powiedziałam i wskazałam mu podłogę. W końcu z ręką uniesioną do góry nie będzie mi się wygodnie spało.

<Rovi? Chyba nie dasz się tak traktowaćXD>

Od Aileen cd Fannygail


Trochę mnie zemdliło na widok wyrwanego serca. Jednak zaraz się otrząsnęłam. Jako płatny zabójca i złodziej widywałam już gorsze rzeczy. Trochę zaskoczyło mnie zachowanie dziewczyny, ja się nie śmieję jak właśnie kogoś zamordowałam. Przyszło mi coś do głowy .
-To chyba już koniec?
Popatrzyłam uważnie na dziewczynę.
-Owszem.
Odpowiedziała Fanny.
-To wracamy teraz do zamku?
-Tak, muszę oddać raport.
Miałam nadzieję że wrócimy bez żadnych przeszkód bo miałam ochotę wrócić w ciepłe okolice mojego domu. Tu było zdecydowanie za zimno. Wzdrygnęłam się. Brrr...Jednak zmieniłam zdanie, nie wytrzymam tu ani chwili dłużej.
-To znów polecimy czy będziemy iść pieszo?
Zapytałam trochę niepewnie. Mam nadzieję że to pierwsze. Ja naprawdę tu zamarzam.
-Polecimy.
Odetchnęłam z ulgą.
- No to jakbyś mogła?
Wykonałam nieokreślony ruch ręką.
-A, jasne.
Już po chwili stał przed smok. Szybko na niego wsiadłam.
-No to ruszajmy!
Wykrzyknęłam.

<Fanny? Wiem trochę nudnawo. Brak weny ^^>

czwartek, 8 stycznia 2015

Od Isabelle CD Edgona

Moje serce waliło jak młotem, gdy przybliżył się tak blisko. Jego usta same odnalazły moje. Pocałował mnie delikatnie,a ja nie pozostałam długo dłużna. Włożyłam rękę w jego włosy i przymknęłam oczy. Odpłacając się długim pocałunkiem. Uśmiechną się przez niego.
- Staromodna telenowela - wyszeptałam w niemym śmiechu,gdy przestaliśmy się całować.- Zakochanie się od pierwszego spojrzenia jak bohaterzy z kiepskiego romansidła które wywaliłam do śmietnika.
Gdy spoglądałam w przeszłość,szłam niewidzialnymi odłamkami mojego serca. A teraz zakochałam się w chłopaku którego nawet nie znam z nazwiska. Świat jest dziwny. Są uczucia których nigdy się nie zapomina...Nie potrafiłabym zrezygnować z czegoś co czyni mnie silniejszą niż kiedykolwiek. Są rzeczy gorsze niż śmierć i były momenty że wolałam stracić życie. Chrise mnie od tego odwiódł. Kazał mi nie zostawiać go samego. Jestem jego powodem do zostania w świetle,a on moim do walki o siebie. A Edgon stał się następnym. I wiedziałam że bez niego nie dałabym chyba rady.
- Co teraz?
Spytałam. Nie odsunęliśmy się od siebie. On nadal trzymał rękę na mojej tali,a ja w jego włosach.

<Edgon ;3 Mnie chyba też coś zaczyna brać xD>

Od Vierry CD Knockuta

Vierra zmarszczyła czoło patrząc na sprzedawcę. - Przynieś mi ją.
Ekspedient potulnie skinął głową idąc do witryny. - Czy szanowna pani jest pewna?
Obrzuciła go gniewnym spojrzeniem. - Oczywiście, co to za pytanie?
- Przepraszam, przepraszam! Już podaję.
Dziewczyna mamrocząc pod nosem weszła do przymierzalni. Trochę jej nie było ale gdy tylko pojawiła się z powrotem, mogła by zabić swoim blaskiem! (xD) Sprzedawca lekko zarumienił się na jej widok.
- Wygląda pani olśniewająco - wyjąkał patrząc uważnie na dziewczynę. Sukienka dobrze leżała podkreślając jej zgrabną figurę. Długie, czarne włosy spływało gładko na ramiona. Delikatne, złote dodatki dopełniły by całości.- Przepięknie.
- No czy ja wiem... Nieco mi w tym zimno.
- Zimno? Ale tu jest ponad 20 stopni.
- Proszę pana, ja chodzę w futrze w lato. Knocuś, co o tym sądzisz? - spytała bez przekonania w głosie przeglądając się w lustrze.

<Knocuś? Ona ją chce! XD

Od Sebastiana CD Alieen

- Niet. Każdy z nas tak mieszka,jeśli chce. Nie jesteśmy aniołami,ale im służymy i kiedyś byliśmy ludźmi. To twoja wskazówka. Jak chcesz rozejrzyj się.
Powiedziałem rozwalając się na fotelu,zakładając ręce za głowę. Alieen podeszła do półki na książki.
-Większość jest w obcym dla ciebie języku.
Powiedziałem,obserwując ją. Przyglądała się dziwnym znakom.
-Podobne były na twoim sztylecie...-stwierdziła.
Przytaknąłem i podniosłem się wbijając go w stół. Wyciągnęła go i przypatrywała się precyzyjnym znakom. Drewno się zrosło.
-Co to znaczy?
- "Przeznaczenie wynika z wyboru" motto czarnych takich jak ja.
Spojrzała na mnie,podejrzliwie.
-Są u nas trzy grupy. Światła, mroku i półmroku. Tak jak Iluminaci,Need Evil i Najemnicy. Tylko w innej odsłonie. Ja jestem z mroku powinienem wierzyć w przeznaczenie..
Wzruszyłem ramionami.

Alieen? :3

Od Vierry CD Aryi

Vierra uśmiechała się rozmarzona. - Ach, złapałam ciebie, zaprowadzę do Need Evil i co mi z tego przyjdzie? - spytała idąc kawałek przed dziewczyną. Puchata czapka i długi płaszcz, który zmiatał liście pod nimi. - Będzie nagana. Zero chwały, zero przyjemności... Ta organizacja stacza się na psy, poważnie. Wiesz, że ostatnio ten chole/rny gwałciciel przyprowadził jakąś kobietę od was? Bo niby się zakochał. - Najwyraźniej ten fakt nie przypadł jej do gustu bo mocniej zacisnęła usta patrząc gniewnie przed siebie. Machnęła ręką sprawiając że lodowa bryłka po prostu spadła. - Możemy porozmawiać w drodze.
- Nie zamierzam z tobą rozmawiać.
- Doprawdy? A to szkoda bo chciałam nam skrócić nieco drogi.
Szły w milczeniu, Vierra nie zwracała na niej większej uwagi, bardziej interesowała ją gałązka, którą pokrywała najróżniejszymi wzorkami.
- O, cześć mój kwiatuszku. - Kobiety odwróciły się. Na ścieżce za nimi stał wysoki, białowłosy mag z kosturem opartym na ramieniu. - Kogo tam prowadzisz?
- Erosomanin - przywitała niemal warknięciem. - Jak ja cię nie lubię. Iluminaci, pomożesz?
- Oj nie słodka, mam zakaz - mruknął lustrując Aryie od stóp do głowy. - Ładna.
 - Do burdelu się nada?
-  Nada, jest sporo którzy lubią elfy... - zamierzał powiedzieć nieco więcej ale taki fajny, ostry sopelek poszybował w jego stronę. - Już znikam, już znikam. - Zmienił się w lodową mgiełkę i tyle go było.
- Ravanhael, mój nauczyciel - wyjaśniła z gniewną iskierką w oku. - Zostawił mnie kiedyś na środku jeziora a sam zniknął. Podobno "dla mojego dobra" co nie zmienia faktu, że go nienawidzę. - Pacnęła się w czoło. - Zapomniałam się spytać o najbliższą instytucję publiczną! Dała bym ci wybór. W jakim chcesz być?

<Aryia? XD>

Od Isabelle CD Artura

Ni to się zaśmiałam ni to prychnęłam,wywracając oczami.
-Bierzemy bo będą się tu kisić kolejne 10 lat. Masz jakieś coś żeby to wrzucić?- spojrzałam na nią i sukienkę.- Okey,zdałam sobie sprawę z głupoty swych słów... wrzuć mi do kaptura. Moje kieszenie są zbyt użyteczne żeby je słodyczami zapychać.
Alives wstała,a ja przycupnęłam,żeby łatwiej było jej wrzucić tam smakołyki. Bryczka stanęła na drodze. Niezłe wyczucie czasu. Podeszłyśmy do niej,a ja mimowolnie pogłaskałam szyją i łeb gniadej klaczy. Piękne zwierze. Pantera zaszyła się w lesie,a ja wsiadłam do powozu.
-Cukierka?
Zaśmiałam się,grzebiąc ręką w kapturze swojej kochanej czarnej kurtki. Była taka jak ja. Idealna do przytulania i modna (xD). Usiadłam wygodniej. Otworzyłam czekoladę, sprawdziłam czy nie ma pleśni,nawet powąchałam. Była jadalna. O dziwo. Wcięłam kostkę. kostkę.
- Zjadliwa.
Powiedziałam,wyciągając do niej rękę.
***
Naszpikowane przeterminowanymi słodyczami,ruszyliśmy w stronę gabinetu dowódcy. Nie potrafiłabym do niego powiedzieć "dowódco",nie wspominając nic o "przywódco". Zapukałam energicznie. Nim usłyszałam słowo "Wejść" już otwierałam drzwi. Uśmiechnęłyśmy się do siebie, na co Artur zmarszczył brwi. Wskazałam ręką ponad ramieniem.
- Co z tym?- zapytałam szczerze rozbawiona.
Nawet nie pomyślały żeby pójść przy okazji i wsiąść torebkę.
-Można?- zapytałam wskazując krzesło.
Artur skiną głową z zaciekawieniem. Nadal marszczył brwi.
- Pomożesz Alives? Dzięki.
Wyrzuciłam wszystko na ładną kupkę na krześle i wstałam. Wytrzepałam kaptur,nad śmietniczką. Poprawiłam go i oparłam się o ścianę ,krzyżując ręce jak to mam w zwyczaju.
Artur?

Od Edgona CD. Isabelle

Nie spodziewałem się tych słów. A na pewno nie z jej ust. Nigdy nie myślałem, że się... no... zakocham. Nawet trudno mi to wypowiadać w myślach. A już na pewno nie myślałem, że się zakocham z wzajemnością. Takie rzeczy kojarzą mi się z jakimiś dennymi telenowelami, bajkami o książętach i księżniczkach. Byłem przekonany, że miłosć, a już na pewno miłość z odwzajemnieniem, to zwykłe brednie. Ukucnąłem obok Isabelle i wziąłem jej rękę w swoją. Dziewczyna skierowała na mnie swoje spojrzenie i uśmiechnęła się lekko. Poczułem,że się rumienię. Ale nie zwróciłem na to uwagi.
-Isabelle... - zacząłem. - Ja... nie wiem co powiedzieć.
Przyłożyła mi palec do ust.
-To nie mów nic – szepnęła.
Przysunąłem się bliżej Isabelle. Nie mogłem się powstrzymać. Jej bliskość wypełniała mnie takim jakby ciepłem. Niezrozumiały impuls pchał mnie w jej stronę, coraz bliżej i bliżej. Aż w końu jej twarz i moją twarz dzieliły zaledwie dwa centymetry. Objąłem ją w talii. Gdy jej dotknąłem moją rękę przeszedł dziwny prąd. Przyciągnąłem ją jeszcze bliżej i wtedy stało się coś dziwnego. Pocałowałem ją. Moje wargi delikatnie dotknęły jej ust, sam dokładnie nie wiem kiedy to się stało. Ale nie opierałem się temu.

<Isabelle?^^ Na romanse mnie wzięło>

Od Akaji CD Alice

Akaja uśmiechnęła się szeroko. - Teraz? Będziesz tańczyć.
- Ale...
- Żadnych ale, chcesz być piratem? Chcesz?! - krzyknęła tak, że umarłego z grobu by podniosła. Panowie z tyłu zachichotali.
- Tak pani kapitan!
- To będziesz tańczyć - skwitowała odchylając się na krześle. Wzięła porządnego łyka patrząc z rozbawieniem na zdezorientowaną dziewczynę. - Panowie?
- Tańcz! Tańcz! Tańcz! - skandowali waląc pięściami  o stół. Akaja wymieniła kilka uwag z najbardziej trzeźwymi. Chyba nieźle się bawili bo zielonooka obcierała łezki rozbawienia.
- No to jak?

<Alice? Ach te posty teraz takie krótkie...>

Od Hori Cd. Noctis'a

Noga pulsowała w równym tempie. Dźwięk mojego tętna wypełniał mi uszy. Odchyliłam głowę do tyłu i pozwoliłam ogarnąć się obezwładniającemu bólowi. Patrzyłam jak chłopak kończy bandażować mi nogę w pełnym skupieniu. Chyba już zapomniałam co to znaczy cierpieć. Normalna broń i ostrza nie były w stanie przekłuć mojej skóry. Napastnicy byli dobrze przygotowani... Wiedzieli z kim mają do czynienia...
- Wiesz, tak mnie to zastanawia - przerwałam ciszę, zabierając nogę ze stolika - Jakim cudem udało ci się ich pozbyć z mieszkania? - zaśmiałam się cicho, choć brzmiało to bardziej jak ponure prychnięcie - Tyle czasu ich już znam, a ani razu mnie nie zostawili w spokoju. Od razu jak mnie widzą, to pakują we mnie kulki... Zresztą ze wzajemnością - powiedziałam jak gdyby nigdy nic. Nie podnosząc się z fotela, spojrzałam przez okno. Po mężczyznach nie było już widać śladu.
- Nie powinnaś przed nimi uciekać w takim stanie - chłopak wymownie spojrzał na zakrwawiony bandaż na mojej łydce.
- Nie martw się. To ja teraz będę goniła ich - przerwałam mu półżartem - Mam zamiar wyrżnąć ich w pień.
Skończyć z tą marną obroną przed Need Evil. Skończyć z Iluminatami - wyszeptałam tajemniczo, czując już słodki smak zemsty, który tak bardzo kochałam. Uśmichnęłam się beztrosko, patrząc jak na obliczu chłopaka maluje się dziwny cień. Uniosłam lekko brwi - Coś nie tak?

<Noctis?>

środa, 7 stycznia 2015

Od Isabelle CD Edgona

Moje nogi,odmówiły mi posłuszeństwa,pierwszy raz. Zazwyczaj stałam na nich twardo, czasem,były jak wmurowane. Usiadłam,a raczej prawie padłam na kolana,obok. Teraz to ja patrzyłam w ziemię,ale twarz miałam w stronę chłopaka.
- Nie powinieneś marnować tego na mnie...bo nie jestem tego warta- wyszeptałam.- Podarowałeś mi coś,o istnieniu czego nawet nie podejrzewałam. Myślałam że jestem wystarczająco zraniona,żeby to w sobie zakopać. Myślałam że nie potrafię już kochać,nie w ten sposób. Ale ty to zmieniłeś. Stałeś się i będziesz częścią mojego życia.
Mogłam zamknąć oczy i udawać że wszystko jest w porządku,jednak wiedziałam że nie da się żyć z zamkniętymi oczami. Nie będę daremnie walczyła ze sobą. Nic nie poradzę i nie potrafię zdławić tego uczucia.
-Chyba zawsze brakowało mi kawałka duszy i znalazłam go w tobie. Nigdy nie miałam swojego miejsca,ale ty sprawiłeś że zależy mi na tym żeby je mieć.
Spojrzałam mu w oczy. Takiego wyznania nie spodziewałam się nawet za milion lat. I od niego i od siebie.

<Edgon? Ją też zaskoczył :3>

Od Konckout'a do Vierry

- A więc droga pani czuję że znajdziemy w tym sklepie coś w mare szykownego .
Podszedłem do jednej z półek i zacząłem się przyglądać odzieży jaka tak leżała .
Panna zaczęła przeglądać stroje razem zemną . Czułem się jak odmieniec patrząc na młodego sprzedawce który uśmiechał się z nadzieją że zarobi dużą sukę pieniędzy .
- Hmm ... Droga panno co myślisz o tym pięknym futrze ?
Panna przymierzyła futro a następnie je zdjęła ..
- Nawet ładne .. jeszcze to przemyśle ..
Rzuciła futro na sprzedawce który złapał je nadal uśmiechając się do panienki .
- A ta suknia z dekoltem ?
Panna chwyciła ją i spojrzała na ciekawy wzorek wyszyty na sukni .
- Za przeciętna .
Odłożyła ją obok spoglądając na białą suknie na wystawie . Sama suknia wyglądała na prostą lecz coś było w niej wyjątkowego . Sprzedawca od razu podszedł do sukni i wskazał mi na cenę tego drogiego stroju .


<Vierra Aley?Czy ta suknia będzie tą jedyną XD?>

Od Asami Cd. Dake'a

Nie umie jeździć i wchodzi pewnie na lód?
Mógł sobie coś zrobić, nigdy bym sobie togo nie wybaczyła!
- Nic Ci nie jest? - pomogłam mu wstać.
- Nie.. - Wybacz że nie powiedziałem Ci że nie umiem jeździć. - powiedział.
Odetchnęłam z ulgą, nic mu nie jest. Całe szczęście.
- Wiesz.. jeśli chcesz, mogła bym Cię nauczyć? - zaproponowałam.
- Mogłabyś?
- Tak. - uśmiechnęłam się.
Pokazałam mu jak ruszać nogami.
Wydaje mi się że zrozumiał, jednak w praktyce jest to troszkę trudniejsze.
Złapałam go za rękę i powoli, powoli zaczęłam z nim jechać.
Nawet dobrze mu szło, jednak w pewnej chwili stracił równowagę, pociągnął mnie za sobą i upadliśmy na lód.
- Nigdy się nie nauczę! - wymamrotał.
- Nauczysz się spokojnie, dobrze Ci szło.
Wstałam i otrzepałam się.
Upadaliśmy tak kilka razy, jednak wciąż wierzyłam że mu się uda.
Dake miał już dość, muszę przyznać że też już byłam cała obolała.
Po kilku godzinach szło mu coraz lepiej, aż w końcu jeździł be żadnych potknięć.
- Wierzyłam że Ci się uda. - powiedziałam z uśmiechem.
Pojeździliśmy tak jeszcze trochę.
- Wracajmy robi się zimno. - stwierdził.
Skinęłam głową.

♠ ♠ ♠

Wróciliśmy do domu.
Mruczek wraz z Mgiełką bawili zabawkową myszką.
Chłopak usiadł w salonie. Ja poszłam do kuchni i przygotowałam gorąca czekoladę.
Wzięłam dwa kubki, usiadłam obok Dake'a.
- Proszę. - podałam mu kubek.

Dake? ^^

Od Dake'a Cd. Asami

-Ugh... tak strasznie mi się nudzi... -wymamrotałem.
-Możemy gdzieś wyjść. -zaproponowała.
-Tylko gdzie? -zapytałem chowając głowę pod poduszkę.
-Wiesz... chciałam pójść na łyżwy i...
-Na łyżwy!? Idziemy! -gwałtownie się podniosłem.
Tak więc poszliśmy pojeździć na łyżwach. Przyznaję - nigdy tego nie robiłem. Ale to chyba nie może być takie trudne, prawda?

Weszliśmy na lód. Tak ślisko... Nie wiedziałem, że tak ciężko będzie mi szło. Zachwiałem się i upadłem na ziemię. Kiedy wstałem było to samo... Za każdym razem...
-Asami... nie potrafię jeździć... -powiedziałem siedząc na chłodnej warstwie zamarzniętej wody.

<Asami?>

Od Carelli c.d Shanga

-Dobra robota Shang, skupią uwagę na twoim wielkim cielsku.- zaśmiałam się sama do siebie. Było mi trochę zimno, ale cóż praca równa się poświęcenia. Wdarłam się do ich obozu i zaczęłam myszkować. Strasznie dużo map gór, może się nam to przydać! Jednak nagle moje oczy ujrzały kartkę z rysunkiem pierścienia który mieliśmy znaleźć.
Widać że go jeszcze nie posiadają, na mapach był zaznaczony cel i ich obóz, dopiero zaczęli wędrówkę. Słyszałam jedynie odgłosy walki, biedny Shang pewnie jest na mnie zły że robię to co chce. Ale uroczy jest gdy się irytuje.
Zaśmiałam się i ukradłam ich mapy a potem wskoczyłam do krzaków, ciekawe jak mam mu pokazać że mam to co chciałam. Pewnie się skończy na tym że wszystkich wybije, przyznam jest silny! Poszłam do miejsca gdzie miały być moje ubrania, i nie było ich tam! Jedynie dostrzegłam ślady jakiegoś zwierzęcia.
-Osz ty! No chyba sobie żarty robicie.- krzyknęłam i w tym samym momencie moja możliwość stawania się niewidzialnym się wyczerpała.
Można uznać że stałam naga i wesoła, przepraszam wkurzona. I jeszcze jak on mnie w takim stanie zobaczy? To ja?! Zrobiłam się cała czerwona jak burak.

<Shang? xD>

Od Noy

Dziewczyna wychyliła się niezauważalnie przez małe, spróchniałe już okno swojego dawnego 'domu'. W lesie nigdy nie było dosyć słonecznie. To cieszyło jasnowłosą, która nie przepadała bowiem za światłem, a tym bardziej za gorącem. W lecie nie mogła znieść niemiłosiernej wilgoci i duchoty. Obecna pora odpowiadała jej najbardziej. Przed jej brązowymi oczyma rozciągał się zamglony, leśny krajobraz. Kobieta napawała się tym widokiem przez dłuższą chwilę, w międzyczasie zaciągając się rześkim, jesiennym powietrzem.. Szmer dochodzący z zewnątrz usłyszała od razu. Znała w tym lesie każdy odgłos, czy to śpiew pojedynczego skowronka czy dźwięczne wycie jelenia. Doskonale wiedziała, że to ktoś obcy zbliżył się teraz do jej małego Królestwa. Zamrugała kilkukrotnie i zdecydowała się przywitać sympatycznie towarzysza, jak najlepiej potrafiła. Zaczesała jasne kosmyki włosów w tył i pchnęła ciężkimi, drewnianymi drzwiami, by wyjść obcemu na spotkanie. Nie minęła chwila, gdy owy wędrowiec leżał na ziemi w kałuży własnej krwi. Podeszła ostrożnie do niego, wyciągając z jego szyi swój sztylet. Nie warto było się bić, dla takiej świni. Wytarła porządnie ostrze, chowając je następnie do kieszeni spodni. Wróciła się jeszcze na chwilę do opuszczonego budynku, by zabrać swoje rzeczy, które ostatnio tu zostawiła. Prześlizgnęła się przez małe pomieszczenie, które obrała sobie za legowisko. Nie minęła chwila, a nastolatka była już na zewnątrz. Przymknęła prawie bezdźwięcznie masywne drzwi. Naciągnęła kaptur ciemnej bluzy na oczy i ruszyła przed siebie. Nie wiedziała dokąd, lecz uwielbiała samotne, piesze wędrówki. O tej porze nie spodziewała się tu nikogo...
Dziewczyna przechadzała się między starszymi drzewami, stawiając ostrożne kroki, wymijając przy tym pojedyncze, ostre kamienie leżące na alejce. "Tu nawet kamienie chcą cie zabić"- pomyślała, zgrabnie stawiając kolejny krok. Jak to miasto Yanci w ogóle funkcjonuje?!
Dziewczyna zaczęła klnąć w duchu, gdy okazało się, że główna droga jest zamknięta. Jakiś czas stała w ciszy, a po chwili otrząsnęła się i skręciła w najbardziej w jej mniemaniu przyjemnie wyglądającą boczną uliczkę. Murowane kamienice oświetlały stare, wieczne lampy. Wiatr nieprzyjemnie świstał między złączeniami dróżek, a z miejsc kompletnie pogrążonych w ciemności dało się słyszeć ciche, tajemnicze odgłosy. Wyolbrzymiona wyobraźnia blondynki poczęła w nienagannym tempie dostarczać jej to nowych dźwięków i podejrzanie wyglądających kształtów. Wszystko zalała ciemność, nastolatka w tym momencie nie wiedziała już nawet gdzie utknęła, jedynym jej celem było wydostanie się z tego upiornego labiryntu.

<Ingwar?>

Od Aryi CD. Draygon'a

Draygon podszedł do mnie i pocałował.
-Dobrze znów mieć cię blisko – powiedział.
Uśmiechnęłam się przez pocałunek.
-Też tam uważam – odparłam i wzięłam jego dłoń w swoją.
Gdzieś daleko rozległ się smoczy ryk. To pewnie Crayzi coś upolowała. W pewnym momencie odsunęłam się lekko od chłopaka.
-Co się dzieje? - spytał.
-Wiesz... dziwnie się czuję.
Zmarszczył brwi i pokazał mi gestem żebym rozwinęła temat.
-Wiesz... - powiedziałam. - Kocham cię bardzo, ale to mnie trochę przeraża. Nigdy nie chciałam mieć partnera, nigdy nie chciałam mieć partnera. Ale zjawiłeś się ty i złamałam swoją obietnicę. Sama nie wiem, ale to jakoś tak... sprawie, że czuję się... jakbym oszukała samą siebię.
Objął mnie w talii.
-Nikogo nie oszukałaś. To naturalne, że człowiek się zakochuje. Nie myśl o tym.
Wtuliłam się w niego.
-Dziękuję – szepnęłam. - Dziękuję, że ze mną jesteś. Nie wiem czumu to powiedziałam, nie żałuję wcale, że ciebie kocham.
-Nic się nie stało – znów mnie pocałował.

<Draygon?>

Od Asami Cd. Dake'a

Nastała zima.
Najlepsza pora roku.
Uwielbiam ją.
Na ziemi leżał biały puch śniegu.
Nie mogłam się doczekać aż pojeżdżę na łyżwach.
Bawiła się z kotkami w salonie.
Zastanawiałam się czy Dake, nie poszedł by ze mną na łyżwy.
Chłopak siedział na górze, zostawiłam Mgiełke i Mruczka samych. Poszłam na górę.
Dake leżał na łóżku, wpatrywał się w sufit.
- Coś się stało? - usiadłam na skraju łóżka.
- Nie. - mruknął.
Może się źle czuje? Dotknęłam jego czoła, by sprawdzić czy nie ma gorączki. Był zdrów jak ryba.
Zaczęło mnie zastanawiać co było przyczyną jego dziwnego zachowania.

<Dake?>

Od Aryi CD. Vierry

Vierra z rozbawianiem patrzyła jak Arya napiera na swoją buzię pięścią chcąc rozbić lód. Jednak gruba, zimna powłoka wciąż pokrywała usta pół elfki.
- No, teraz znacznie lepiej – Vierra przyglądała się swojemu dziełu. - Teraz tylko zamrożę ci ręce i nogi, a wtedy będę mogła cię bez problemu przetransportować do Need Evil. No chyba, że będziesz grzecznie szła. A jeszcze coś: mojego lodu nic nie przebije.
Arya rzuciła jej wściekłe spojrzenie. Jak mogła być taka naiwna? Ciasta jej się zachciało... Vierra podeszła do niej bliżej chcąc zamrozić jej nogi i ręce. Arya rozpaczliwie zamachnęła się i kopnęła dziewczynę. Rzuciła się do ucieczki jednak nie zaszła daleko. Lodowy mur wyrósł z ziemi podcinając ją. Elfka runęła na ziemię wciąż próbując rozbić lód klinujący jej buzię.
- Ach, głupia – Vierra pochyliła się nad leżącą. - Teraz nawet nie możesz wołać po pomoc. A nawet jakbyś mogła na tym odludziu nikt by cię nie usłyszał. No już, idziemy. Bądź grzeczna, bo chyba nie chcesz być na jakiś czas lodową rzeźbą.
Arya szarpnęła się jeszcze raz celując nogą w piszel Vierry jednak tamta uskoczyła. Dopiero teraz elfka zrozumiała w co się właśnie wpakowała. Przeklęła ciasto i obiecała sobie, że już nigdy nie weźmie go do ust. Jeśli tylko dożyje żeby w ogóle ciasto zobaczyć.

<Vierra? Ciasta mi się zachciało ;-;>

wtorek, 6 stycznia 2015

Od Ravanhela CD Florany

Złapał ją i wygładził. - Och, wracają wspomnienia kwiatuszku. Dziękuję! - rzucił przez ramię żwawym krokiem idąc na dół. To trzeba opić! Ale chwila... Ciekawe czy alkohol nie zaszkodzi odtrutce? A jeżeli będzie jeszcze gorzej? No tak, nigdy nie pomyśli żeby się zapytać.
Nachylił się przy barmanie. - Macie może taki prawdziwy, domowy bimber?
- Niestety panie, nic takiego nie posiadamy. Ale za to nasza piwnica pęka w szwach od piwa.
- No to niech będzie piwo.
***
Rano Ravanhel już na nią czekał pijąc kolejne kufle złocistego trunku. - Cześć kwiatuszku, jak się spało?
- Ty jeszcze tu jesteś? - warknęła cofając się z powrotem do pokoju. Usłyszała wesoły śmiech Ravanhael.
- Oj no chodź tu! Chcę ci podziękować - powiedział z szerokim uśmiechem na ustach. Wziął jej rękę i ucałował mocno w policzek. - Dziękuję kwiecista wróżko.
Dziewczyna zrobiła się czerwona. - N-n-nie ma sprawy...
- Oj jest, a teraz! Będziesz po... Przepraszam. Chciałbym, abyś towarzyszyła mi w drodze powrotnej do Avalonu i pomogła przystroić tego golema, który cię gonił.
Wróżka zawahała się.
- Błaaaagam, proszę! Będę grzeczny, obiecuję - powiedział z rozbawieniem. - To jak, idziesz ze mną?

<Floranka? Aktor! Przepraszam, że krótkie ale śpieszę się nieco XD>

od Draygon.a cd Aryi

Dziewczyna wsiadła i mogliśmy lecieć. Z uśmiechem na ustach. Wylądowaliśmy blisko jaskini.
-No. Rozgość się. Rzeczy możesz stać obok moich. Lub po drugiej stronie.-wytłumaczyłem. Aryia tak zrobiła. Creyzi również miała ubaw.
-No co?- spojrzałem na siostrę.
-Ja coś idę upolować- oznajmiła telepatycznie i odleciała be zemnie.
-Cwaniara...-wymamrotałem do siebie.
-Okey już.-Dziewczyna się rozpakowała.
-Okey -oznajmiłem.
-Gdzie Creyzi?-spytała.
-Poszła na polowanie -podszedłem do niej objołem w pasie.
-Jak dobrze znów mieć cię blisko- uśmiechnąłem się do niej i pocałowałem namiętnie.

Aryia?

Od Vierry CD Knockuta

Podirytowana wyrzuciła ciuchy prosto w twarz biednego sprzedawcy i wyszła krokiem prawdziwej, aroganckiej damy. - Nie lubię robić zakupów - przyznała gdy znów szli ulicami miasta. - To takie irytujące, nic nie pasuje, wszystko źle leży.
- To czemu chcesz robić je teraz?
- Bo mam kogoś kto zrobi je za mnie - powiedziała jakby była to oczywista oczywistość. Weszli do sklepu bardziej "na poziomie". Vierra powachlowała się dłonią a kilka kropelek poty pojawiło się na jej bladej twarzyczce. - Gorąco - mruknęła zdejmując idealnie obszyte futro. Odkryła niczego sobie figurę.
Podszedł do nich młody sprzedawca patrząc kontem  na jej zwierzchnie ubranie. - Bardzo ładny krój, czy kupowała pani go w naszym sklepie?
- Nie, uszyte na zamówienie. - Podała mu płaszcz rozglądając się za nowym ubraniem. - Knocuś, prowadź. Dziś będziesz moim psem przewodnikiem.

<Knocuś? Vierra pewnie potem przymrozi sprzedawce XD>

Od Dake'a Cd. Asami

Ja... ją kocham. Problemem jest to, że nie dam rady jej tego normalnie wyznać... a zwykły całus w policzek nie załatwi całej sprawy.
-Przepraszam... może i nie powinienem tego mówić? -wymamrotałem.
"Uwolniłem" ją z moich ramion i spuściłem głowę w dół. Jak bardzo komicznie musiałem wyglądać?
Zakryłem twarz dłońmi.
-Zapomnij... dobrze? -poprosiłem.
Skinęła głową, jednak...
-Ale jak...? -szepnęła bardzo cicho.
Minęło 10 minut, a wszystko powróciło do normalności.

Kilka tygodni później, a nastała nas zima. Jedna z lepszych pór roku.

<Asami? Miało być dłuugie, ale skróciłam ;-; Jak zwykle...>