piątek, 9 stycznia 2015

Od Felix'a Cd. Ukyo

Na początku z szarpaniem sznurów szło mi raczej średnio. Od razu pokazałem kocie pazurki i przeciąłem liny w kilka sekund, zaraz potem więzy przy kostkach i wstałem.
Westchnąłem cicho i podszedłem do gostka, z którym miałem wykonać to parszywe zlecenie, sam dawno bym je zrobił trzy razy ale po co mu zaniżać samoocenę?
Kucnąłem przy nim i także rozciąłem liny.
- Ech..., mogłem to przegryźć..., paznokcie mi się połamały - mruknąłem wstając.
Spojrzał na mnie jak na debila. Uderzyłem się dość mocno dłonią w głowę ( tz. facepalm).
- Że te kocie..., z resztą nie ważne, to skomplikowane - powiedziałem podchodząc do krat.
Kucnąłem przy zamku, w tym czasie mój "przyjaciel" zdążył wstać i zaczął rozmasowywać nadgarstki.
- Masz może wytrychy? - zapytałem.
- Nie - odpowiedział bez uśmiechu, nie wiem czy się krzywił czy nie, ale jak ktoś się uśmiecha to po prostu słychać.
- Hym..., trudno, muszę użyć swoich - stwierdziłem wyciągając je z tylnej kieszeni.
- Długo Ci to zajmie? - zapytał.
- W najlepszym wypadku 5 minut, może nawet krócej - powiedziałem.
W najlepszym wypadku... Tak więc ja kolejną godzinę spędziłem na grzebanie w zamku, a Ukyo na łażeniu w tę i z powrotem od ściany do ściany marudząc. Co pięć sekund słyszałem ciągle powtarzające się "Długo jeszcze?". Jednak widocznie też myślał nad inną drogą ucieczki. Po godzinie zamek puścił, otarłem czoło z potu i osunąłem się do siadu.
- Nie śpieszyłeś się - zauważył.
- Powiedz jeszcze jedno słowo, a pazurki, które przed chwilą Ci pomogły zniszczą twoją śliczną buźkę - warknąłem wstając na nogi i chowając wytrychy z powrotem na ich miejsce.
Zamilkł widocznie widząc, że zaraz wybuchnę. Wolno ruszyliśmy korytarzami między celami.
- Chodź - mruknąłem skręcając nagle.
- A ty gdzie znowu? - zapytał chłodno idąc za mną.
- Wiesz..., znam nieco to miejsce i jak widać są na tyle głupi, że podsunęli nam pod nos to co chcieliśmy - powiedziałem z lekkim uśmiechem.
Uniósł zdziwiony brew. Przed nami po chwili ukazały się pięknie zdobione drzwi. Wcisnąłem mu w rękę szmatkę, a drugą zawiązałem usta.
- A to po co?
- Rany..., musisz tyle gadać? - burknąłem wrzucając przez dziurkę od klucza mały czarny koralik do pomieszczenia za drzwiami.
Przymknął się po tej wielce obraźliwej uwadze i zrobił to samo co ja. Odczekałem parę sekund po czym otworzyłem też drzwi. Na dwóch fotelach spały dwie postacie, jednak leżała na ziemi widocznie przewróciła się chwilę wcześniej.
Zamknąłem za nami drzwi i kucnąłem przy biurku, wolno przeszukałem je w poszukiwaniu tego czego szukaliśmy. W końcu papiery łaskawie ukazały się moim oczom, schowałem je.
- Spadamy stąd - powiedziałem ruszając do drzwi.
Przytaknął kiwnięciem głowy. No i kolejna godzina spędzona na unikaniu ludzi i próbach wydostania się z labiryntu korytarzy. Zobaczyliśmy wyjście i zaraz się przez nie wymknęliśmy. Gdy nieco oddaliliśmy się od tamtego miejsca parłem się o zimną, ceglaną ścianę.
- Rany..., najgorszy wypad jaki miałem w życiu - mruknąłem łapiąc oddech.
Wyciągnąłem papiery i podałem starszemu chłopakowi. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Masz..., nie chce mi się z nimi gadać po tym wszystkim bo jak usłyszę " Czemu tak długo?" mogę nie wytrzymać i zrobić lub powiedzieć coś czego pożałuje - powiedziałem pod chustką.
Wcisnąłem mu to w ręce i ruszyłem wolno w kierunku domu.

< Ukyo? No..., to się rozkręcam, wracam do standardowych długości moich opo xd>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz