Dziewczyna nie mogła oderwać wzroku od Arthura. Jego drobne ciało
wyglądało jeszcze słabiej niż wcześniej. Wychudzone ramiona pokrywał
szary pył, a ubranie rozerwano na wysokości lędźwi. Dopiero po chwili
zauważyła, że materiał lepił się od zaschniętej krwi... Zasłoniła dłońmi
twarz, nie mogąc wytrzymać tego widoku.
- Hori... - wyszeptał Arthur, a z jego ust wysypał się ciemny piach.
Dziewczyna drgnęła, słysząc swoje imię. Przerażenie nie pozwalało jej ruszyć się z miejsca.
- Arthur, ty... - podniosła na niego wzrok - Przepraszam! - zrobiła w jego stronę niepewny krok - To wszystko moja wina! Zostawiłam cię samego... Nie powinnam! - chłopak stał tuż przed nią. Jego zielone oczy były przepełnione smutkiem. Wyciągnął dłoń w jej stronę i delikatnie dotknął jej włosów.
- To nie twoja wina... To Iluminaci - jego głos był pozbawiony jakichkolwiek emocji, lecz twarz wykrzywił mu grymas bólu. Podniósł swoją poplamioną koszulę, pokazując obszerną ranę, rozciągającą się wzdłuż całego kręgosłupa.
Hori zamarła. W jej głowie była pustka.
"Iluminaci, Iluminaci, Iluminaci" - wciąż szeptała to samo słowo.
- Jak mogli mi cię zabrać?! Byłeś moją jedyną rodziną... Teraz znów będę sama... - bez zastanowienia wtuliła się w zimną koszulę chłopaka. On położył tylko dłoń na jej głowie i smutno się uśmiechnął.
- Nie martw się. Niedługo znów będziemy razem - powiedział tajemniczo, boleśnie wzdychając. Jego ciało zaczęło się rozpadać. Ich wspólny czas dobiegał końca. Hori ze łzami w oczach patrzyła jak jej jedyna bliska osoba opuszcza ją po raz drugi. Jak rozpływa się w powietrzu, by po chwili niczym dym opaść na ziemię i w niej zniknąć.
- Czyli już wszystko jasne... - wymamrotała głosem przepełnionym pragnieniem zemsty.
<Tibor? :3>
- Hori... - wyszeptał Arthur, a z jego ust wysypał się ciemny piach.
Dziewczyna drgnęła, słysząc swoje imię. Przerażenie nie pozwalało jej ruszyć się z miejsca.
- Arthur, ty... - podniosła na niego wzrok - Przepraszam! - zrobiła w jego stronę niepewny krok - To wszystko moja wina! Zostawiłam cię samego... Nie powinnam! - chłopak stał tuż przed nią. Jego zielone oczy były przepełnione smutkiem. Wyciągnął dłoń w jej stronę i delikatnie dotknął jej włosów.
- To nie twoja wina... To Iluminaci - jego głos był pozbawiony jakichkolwiek emocji, lecz twarz wykrzywił mu grymas bólu. Podniósł swoją poplamioną koszulę, pokazując obszerną ranę, rozciągającą się wzdłuż całego kręgosłupa.
Hori zamarła. W jej głowie była pustka.
"Iluminaci, Iluminaci, Iluminaci" - wciąż szeptała to samo słowo.
- Jak mogli mi cię zabrać?! Byłeś moją jedyną rodziną... Teraz znów będę sama... - bez zastanowienia wtuliła się w zimną koszulę chłopaka. On położył tylko dłoń na jej głowie i smutno się uśmiechnął.
- Nie martw się. Niedługo znów będziemy razem - powiedział tajemniczo, boleśnie wzdychając. Jego ciało zaczęło się rozpadać. Ich wspólny czas dobiegał końca. Hori ze łzami w oczach patrzyła jak jej jedyna bliska osoba opuszcza ją po raz drugi. Jak rozpływa się w powietrzu, by po chwili niczym dym opaść na ziemię i w niej zniknąć.
- Czyli już wszystko jasne... - wymamrotała głosem przepełnionym pragnieniem zemsty.
<Tibor? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz