Dziewczyna myślała, że zaraz zwymiotuje. Nie rozmyślała za dużo o
małpach. Miała wątpliwości, czy może to być spowodowane właśnie nimi.
Była zbyt...nadpobudliwa. Odwróciła się od wszystkich zombie. Poszła w
kierunku drzew dając znak blondynowi, że mało ją to nie obchodzi. I nie
obchodziło.
Oparła się o pień jakiegoś drzewa. Zbyt wielki ból przeszywał jej ciało. Czuła jakby ktoś wylewał na nią nie wiadomo jakie substancję. Zarazem mogła czuć, że zamarzła. To już była wielka pewność. Nawet gnijące stworzenia nie mogą spowodować takich rzeczy. Wstała i "otrzepała się" z wszystkiego co na nią spadło. Jedyne lekarstwo było jej przekleństwem. Wsadziła rękę do kieszeni kurtki. Wyczuła mały pojemniczek(tak jak na tabletki depresyjne) wyjęła go i zaczęła czytać to co było na niej napisane. Wzięła zamach i rzuciła gdzieś. Nie wiedziała gdzie.. Opanowywała oddech. Wszystko trwało kilka chwil. Wyszła i dołączyła do idących przed nią
-To wszystko jest nienormalne-zaczęła
-To tylko zombie małpa-odparł blondyn
-Nie no, to tylko gnijąca człekokształtna, która prowadzi za sobą inne swego rodzaju-powiedziała z nutką śmiechu.
-To tłumaczę i to taki słodki
-Pamiętasz przynajmniej jego imię. A ja co..Samuel..
-Samuel Malevo Richono Nisiwa Liawa Vono Lecher-powiedział, przypominając dziewczynie
-Widzisz? Nawet tak dziwnego i długiego imiona nie potrafię zapamiętać-mówiła podburzona i wstrzymywała się od bólu.
-Coś sugerujesz?-uniósł brew
-No cóż. Poznałam człowieka, znałam go nawet nie jeden dzień. I tak od razu idę z nim w dupe gdzie. Normalne osoby były by podejrzane. Pomyśleliby że jesteś nie wiadomo kim. Ale ja poznałam króla małp. Tarzan?-uniosła brew
<Rovney? Ty tarzanie jeszcze słonie oswój xd>
Oparła się o pień jakiegoś drzewa. Zbyt wielki ból przeszywał jej ciało. Czuła jakby ktoś wylewał na nią nie wiadomo jakie substancję. Zarazem mogła czuć, że zamarzła. To już była wielka pewność. Nawet gnijące stworzenia nie mogą spowodować takich rzeczy. Wstała i "otrzepała się" z wszystkiego co na nią spadło. Jedyne lekarstwo było jej przekleństwem. Wsadziła rękę do kieszeni kurtki. Wyczuła mały pojemniczek(tak jak na tabletki depresyjne) wyjęła go i zaczęła czytać to co było na niej napisane. Wzięła zamach i rzuciła gdzieś. Nie wiedziała gdzie.. Opanowywała oddech. Wszystko trwało kilka chwil. Wyszła i dołączyła do idących przed nią
-To wszystko jest nienormalne-zaczęła
-To tylko zombie małpa-odparł blondyn
-Nie no, to tylko gnijąca człekokształtna, która prowadzi za sobą inne swego rodzaju-powiedziała z nutką śmiechu.
-To tłumaczę i to taki słodki
-Pamiętasz przynajmniej jego imię. A ja co..Samuel..
-Samuel Malevo Richono Nisiwa Liawa Vono Lecher-powiedział, przypominając dziewczynie
-Widzisz? Nawet tak dziwnego i długiego imiona nie potrafię zapamiętać-mówiła podburzona i wstrzymywała się od bólu.
-Coś sugerujesz?-uniósł brew
-No cóż. Poznałam człowieka, znałam go nawet nie jeden dzień. I tak od razu idę z nim w dupe gdzie. Normalne osoby były by podejrzane. Pomyśleliby że jesteś nie wiadomo kim. Ale ja poznałam króla małp. Tarzan?-uniosła brew
<Rovney? Ty tarzanie jeszcze słonie oswój xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz