Noga pulsowała w równym tempie. Dźwięk mojego tętna wypełniał mi uszy. Odchyliłam głowę do tyłu i pozwoliłam ogarnąć się obezwładniającemu bólowi. Patrzyłam jak chłopak kończy bandażować mi nogę w pełnym skupieniu. Chyba już zapomniałam co to znaczy cierpieć. Normalna broń i ostrza nie były w stanie przekłuć mojej skóry. Napastnicy byli dobrze przygotowani... Wiedzieli z kim mają do czynienia...
- Wiesz, tak mnie to zastanawia - przerwałam ciszę, zabierając nogę ze stolika - Jakim cudem udało ci się ich pozbyć z mieszkania? - zaśmiałam się cicho, choć brzmiało to bardziej jak ponure prychnięcie - Tyle czasu ich już znam, a ani razu mnie nie zostawili w spokoju. Od razu jak mnie widzą, to pakują we mnie kulki... Zresztą ze wzajemnością - powiedziałam jak gdyby nigdy nic. Nie podnosząc się z fotela, spojrzałam przez okno. Po mężczyznach nie było już widać śladu.
- Nie powinnaś przed nimi uciekać w takim stanie - chłopak wymownie spojrzał na zakrwawiony bandaż na mojej łydce.
- Nie martw się. To ja teraz będę goniła ich - przerwałam mu półżartem - Mam zamiar wyrżnąć ich w pień.
Skończyć z tą marną obroną przed Need Evil. Skończyć z Iluminatami - wyszeptałam tajemniczo, czując już słodki smak zemsty, który tak bardzo kochałam. Uśmichnęłam się beztrosko, patrząc jak na obliczu chłopaka maluje się dziwny cień. Uniosłam lekko brwi - Coś nie tak?
<Noctis?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz