- Puść mnie do cholery! – wręcz pisnąłem próbując się wyrwać.
Patrzył na mnie dłuższą chwilę obojętnym wzrokiem.
- I co się tak gapisz? – syknąłem i wbiłem mu kocie pazury w rękę
Puścił mnie tak, że wylądowałem na ziemi na nogach, nie czekałem aż ponownie mnie złapie tylko dałem w długą wzdłuż ulicy. Biegłem tak przez miasto dobre 15 minut gdy w końcu zatrzymałem się na jakimś dachu i usiadłem łapiąc oddech. Po takim biegu trudno było się uspokoić, ale w końcu mi się udało, wtedy poczułem czyjeś ręce zaciskające mi się na ramionach.
- Już się wybiegałeś? Możemy iść? – usłyszałem głos chłopaka.
Zaskoczony chciałem odskoczyć jednak mocno mnie trzymał.
- Więc powiem inaczej – warknął tym razem dość chłodno i spojrzał mi w oczy, jego tęczówki zaświeciły czerwienią i teraz nie widziałem już nic innego – Pójdziesz ze mną – zakomunikował, a ja grzecznie wstałem Bez emocji zszedł z dachu na dół na ja ruszyłem jego śladem. Gdy szliśmy ulicą szedłem obok.
< Ender? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz