Boreasz walnął ręką w stół przewracając dzban z piwem, który przed nim postawiono. - Znacie jakąś odtrutkę na trujące jagody?
Mężczyźni w karczmie pokręcili przecząco głowami, nikt nie odważył się pisnąć do niego nawet słówkiem. Mag wypuścił z płuc powietrze gdy mroźna mgiełka okryła jego ciało.
Pojawił się w pokoju swojej nowej znajomej, małej wróżki o cholernie ciętym języku. Nie widziała go. Może to i lepiej? Zaczął się zastanawiać jakby tu ją udobruchać.
- Nadal się gniewasz słodka wróżko? - spytał z wyrazem skruchy na twarzy.
Dziewczyna odwróciła się gwałtownie. - Jak tu wszedłeś?
- Mam swoje sposoby. Proszę cię słodka wróżko, ja nie mogę umrzeć - powiedział z dziwną determinacją w głosie.
- Nie! Jesteś jak każdy inny facet, nie dostaniesz tego o co prosisz samcu alfa.
Westchnął smutna siadając ciężko obok niej. - Ale ja chciałem zobaczyć się z córką.
- C-córką?
Pokiwał powoli głową ze wzrokiem wbitym w dłonie. - Miała czternaści lat gdy musiałem ją opuścić. Wiesz, obowiązki w ojczyźnie wzywały. Musiałem. Ja po prostu musiałem...
Milczał dłuższą chwilę zanim dalej podjął swoją smutną opowieść. - Urodziła się mała i drobna. Chorowała bardzo często a mimo to słyszałem z jej ust "Naucz mnie magi tatusiu. Błagam tato...". Ja zawsze odpowiadałem to samo, wiesz co?
- Nie.
- No właśnie to słowo: Nie. Ona była jednak nieugięta, w trzynaste urodziny zacząłem uczyć ją magi. W wieku piętnastu była już silna ale jej organizm powoli wysiadał. Teraz nawet nie wiem czy ona żyje... Proszę wróżko - wziął jej drobną dłoń w obie ręce patrząc w oczy. W jego niebieskim oku zalśniła łza. - Błagam cię, ja muszę dowiedzieć się co z moją córką.
<Floranka? Mistrz wymyślania kitu na poczekaniu XD>
Mężczyźni w karczmie pokręcili przecząco głowami, nikt nie odważył się pisnąć do niego nawet słówkiem. Mag wypuścił z płuc powietrze gdy mroźna mgiełka okryła jego ciało.
Pojawił się w pokoju swojej nowej znajomej, małej wróżki o cholernie ciętym języku. Nie widziała go. Może to i lepiej? Zaczął się zastanawiać jakby tu ją udobruchać.
- Nadal się gniewasz słodka wróżko? - spytał z wyrazem skruchy na twarzy.
Dziewczyna odwróciła się gwałtownie. - Jak tu wszedłeś?
- Mam swoje sposoby. Proszę cię słodka wróżko, ja nie mogę umrzeć - powiedział z dziwną determinacją w głosie.
- Nie! Jesteś jak każdy inny facet, nie dostaniesz tego o co prosisz samcu alfa.
Westchnął smutna siadając ciężko obok niej. - Ale ja chciałem zobaczyć się z córką.
- C-córką?
Pokiwał powoli głową ze wzrokiem wbitym w dłonie. - Miała czternaści lat gdy musiałem ją opuścić. Wiesz, obowiązki w ojczyźnie wzywały. Musiałem. Ja po prostu musiałem...
Milczał dłuższą chwilę zanim dalej podjął swoją smutną opowieść. - Urodziła się mała i drobna. Chorowała bardzo często a mimo to słyszałem z jej ust "Naucz mnie magi tatusiu. Błagam tato...". Ja zawsze odpowiadałem to samo, wiesz co?
- Nie.
- No właśnie to słowo: Nie. Ona była jednak nieugięta, w trzynaste urodziny zacząłem uczyć ją magi. W wieku piętnastu była już silna ale jej organizm powoli wysiadał. Teraz nawet nie wiem czy ona żyje... Proszę wróżko - wziął jej drobną dłoń w obie ręce patrząc w oczy. W jego niebieskim oku zalśniła łza. - Błagam cię, ja muszę dowiedzieć się co z moją córką.
<Floranka? Mistrz wymyślania kitu na poczekaniu XD>
Ty, czy mi się wydaje czy to jest lepsze od rytuału do Boga Słońca? XD
OdpowiedzUsuń