Boreasz wyglądał na bardzo zadowolonego. Uśmiech cwaniaka na ustach, podparty na swoim kosturze patrzył na nadjeżdżające. - Dzień dobry!
- Przymknij się - mruknął Artur wskakując na konia. Wierzchowca dla Boriego nie było.
- Na czym on będzie jechał?
- Będę leciał słodka - puścił do niej oko siadając na kosturze. - Ale będzie wolno, Boziu... Czemu ja musiałem przyjąć tą misję?
- Czego narzekasz? Powiedz coś o podróży.
- Trzy dni lot... pięć dni jazdy, dwa dni tępienia i można wracać. W drogę!
Artur ruszył, Bori dosiadł kostura i leci. - Jody i Enely... - wymamrotał. Księże spojrzał na niego czujnie.
- Słodkie istotki piękne niczym lód.
- E, pamiętasz o czym gadaliśmy?
- Ta, ta, zero podrywania. I tak mi się aż tak bardzo nie podobają...
<Enely? Bardzo przepraszam za to u góry ;_;>
- Przymknij się - mruknął Artur wskakując na konia. Wierzchowca dla Boriego nie było.
- Na czym on będzie jechał?
- Będę leciał słodka - puścił do niej oko siadając na kosturze. - Ale będzie wolno, Boziu... Czemu ja musiałem przyjąć tą misję?
- Czego narzekasz? Powiedz coś o podróży.
- Trzy dni lot... pięć dni jazdy, dwa dni tępienia i można wracać. W drogę!
Artur ruszył, Bori dosiadł kostura i leci. - Jody i Enely... - wymamrotał. Księże spojrzał na niego czujnie.
- Słodkie istotki piękne niczym lód.
- E, pamiętasz o czym gadaliśmy?
- Ta, ta, zero podrywania. I tak mi się aż tak bardzo nie podobają...
<Enely? Bardzo przepraszam za to u góry ;_;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz