Będąc pierwszy raz w mieście potrzebowałem trochę kasy, wiecie, nie chcę wydawać z własnej kieszeni, na dodatek przybyłem tylko po ty by znaleźć i zabrać swoją siostrę. Wpadłem na jakiegoś urzędnika, przyznał zapłacił mi 1200 $ za sprowadzenie Felix'a Evans'a, ponoć był to mały chłopak, który codziennie chodził do baru na Wall Street. Oczywiście, przyjąłem to zleconko i poszedłem, szczerze, nie wyróżniał się jakoś specyficznie w tłumie, wyglądał jak 10 latek, fak why ja zawsze muszę mieć coś związanego z dziećmi? ;-; Westchnąłem na sam widok, rozłożyłem swoje skrzydła i wzbiłem się w powietrze. Dzieciaczek wyszedł i poszedł do domu, kiedy stał przed drzwiami i wyjmował klucze, pojawiłem się za nim, miałem na sobie czarny kaptur i maskę. Rzuciłem sztyletem, tak aby wylądował nad jego głową no i tak się stało.
- Felix Evans? - odparłem z przekonaniem niż z pytaniem.
- Zależy...
- Wiem, ze to ty, no nie udawaj... - uśmiechnąłem się pod maską.
- Em, o co chodzi ? - spytał.
- Wiesz, zginiesz dzisiaj....
Zmienił się w kota i poszedł sobie. Przewróciłem oczami i złapałem go za kark podnosząc do góry.
< Felix? xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz