piątek, 9 stycznia 2015

Od Letrance c.d. Rovney'a


Po chwili dotarło co sie tak właściwie stało. Zostałam uwięziona z nim na czas nieokreślony. Byłam wściekła. Oczywiście nie dopuszczałam do siebie myśli, że to moja wina, że kajdany się skróciły. W zaistniałej sytuacji musiałam na kogoś zrzucić winę, a że Rovney był najbliźej... Dlaczego by nie zrobić z niego kozła ofiarnego?
-To wszystko przez Ciebie!-krzyknęłam i oskarżycielsko wskazałam na niego palcem. Co z tego, że to było nieuprzejme?
-Moja wina? Przecież to Ty szarpałaś za łańcuch-zaczął się bronić. Jednak ja nie zamierzałam tak łatwo odpuścić. O nie. Ja nie jestem z tych co kulą ogon i uciekają. Wręcz przeciwnie.
-Ale to Ty mi nie powiedziałeś!-znów się uniosłam.
-A co to się stało? Księżniczka czegoś nie wiedziała?-zaśmiał się na co lekko zarumieniłam się. Fakt. Nie wiedziałam, że to nie są zwykle kajdany. Jednakże zaraz odzykałam rezon i popatrzyłam na niego oburzona.
-A jaśnie książę nie mógł pomyśleć wcześniej i mnie ostrzec, skoro wiedział iż wasza szefowa posiada takie "cudo"-odpowiedziałam arktycznym głosem. Co jak co, ale byłam demonem i gdy chciałam umiałam być naprawdę nieprzyjemna.
Chcąc sie trochę uspokoić, podeszłam do parapetu. Wzięłam do ręki porcelanowy dzbaneczek, po czym razem z nim udałam się do łazienki. Chcąc nie chcąc chłopak podążył za mną. Napełniłam naczynie zimną wodą i ponownie podeszłam do parapetu w moim pokoju. Bardzo ostrożnie, jedną ręką podlałam trzy doniczki kwiatów stojących przy oknie. Oczywiście niezapominajek. Po chwili odłożyłam dzbanek na swoje miejsce. Cały czas zastanawiałam się nad pewną rzeczą. Nie miałam swoich mocy. Co prawda on także ich nie miał, ale co mi z tego. Byliśmy spięci łańcuchem na odległość nie większą niż metr. Po prostu świetnie. Czy ta cała Akaja nie myśli? Jak ja mam się teraz przebrać, umyć czy spać? To było niewykonalne! Zbierałam się w sobie by poruszyć ten temat. Co chwila otwierałam usta by coś powiedzieć, jednak szybko rezygnowałam z tego pomysłu. Szczerze mówiąc to jeszcze nigdy nie byłam w tak żenującej sytuacji. Jakby nie patrzeć, on był ode mnie trochę starszy... Gdybym była połączona z jakąś dziewczyną. Większego problemu by nie było. Ale teraz?
W końcu zacisnęłam dłonie. Co ja się będę mazgajić czy rozczulać? Jak coś powiem, to on ma to zrobić. I to już jego problem jak. Nie interesowało mnie to. Odwróciłam się gwałtownie w stronę chłopaka. Podeszłam do niego bardzo blisko. Jednak by patrzeć mu prosto w oczy, musiałam mocno zadrzeć głowę, gdyż był dużo ode mnie wyższy.
-Nie wiem jakim cudem to zrobisz. Szczerze mówiąc nie interesuje mnie to. Robi się późno, a ja chcę iść spać. Jednakże Twoja osoba... Bardzo mi to utrudnia. Dlatego masz stąd zniknąć. Czy to jasne?-warknęłam
-A czy do Ciebie nie dociera, że jesteśmy przykuci do siebie, dopóki Akaja nas nie uwolni?-tłumaczył mi jak dziecku. -Tego łańcucha nie da się rozerwać. Nie obejdziemy tego żadnym sposobem. Musimy jakoś to przetrwać.
-Dobrze-warknęłam i znów wlazłam pod łóżko. Czyli jednak włócznia, miała być użyta. Chciałam się umyć w spokoju. Jednak nie mogłam tego zrobić gdy on stał obok mnie.
-Czyżbyś chciała jeszcze bardziej skrócić łańcuch?-spytał podejrzliwie unosząc jedną brew do góry.
-Kpisz czy o drogę pytasz?-zaśmiałam się. Podeszłam do drzwi łazienki i gwałtownym ruchem wbiłam w nie włócznie. Co prawda drzwi były drewniane, a ja niezbyt silna, ale w końcu udało mi się zrobić dziurę w drewnie. Dzięki temu, łazienkę można było spokojnie zamknąć, nie martwiąc się łańcuchem. Wzięłam jeszcze tylko moją piżamę i weszłam do sąsiedniego pomieszczenia, zatrzaskując mojemu "gościowi" drzwi przed nosem.
Ruchy miałam bardzo utrudnione. Przecież mogłam posługiwać się tylko jedną ręką. Drugą miałam unieruchomioną przez to cholerne żelaztwo. Jednakże udało mi się jako tako umyć i przebrać w moje "śpioszki". Co z tego, że ubrałam je na lewo. Nie przejmowałam sie tym w ogóle. W końcu po porządnym nagimnastykowaniu się przy przebieraniu, wyszłam z łazienki. Ciągnąc za sobą Rovney'a podeszłam do dość dużego łóżka i położyłam sie na nim. Moja ręka pod dziwnym kątem sterczała do góry, przytrzymywana przez łańcuch. A wszystko przez to, że chłopak nadal stał.
-Tam jest Twoje miejsce-powiedziałam i wskazałam mu podłogę. W końcu z ręką uniesioną do góry nie będzie mi się wygodnie spało.

<Rovi? Chyba nie dasz się tak traktowaćXD>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz