poniedziałek, 12 stycznia 2015

Od Enely - C.D. Artura

Cały ten Boreasz powoli działał mi na nerwy. Jody nawet bardziej niż mi. Będę musiała jej pilnować, bo jeszcze go zabije.
W każdym razie Artur dosiadł konia, Boreasz kostur, a my dostałyśmy od jakiegoś faceta konie, jeden dodatkowy na bagaże. Wszyscy zarzucili na niego co mieli i ruszyliśmy.
Z początku jechaliśmy gęstym i cichym lasem. Jednak nie za długo. Wyjechaliśmy na polną drogę, tam trochę przyśpieszyliśmy bo droga była bardziej wyrównana i koniom łatwiej było biec. Oczywiście Boreasz leciała kilkaset metrów przed nami, a my podążaliśmy za nim. Od czasu do czasu, gdy robiliśmy postoję uśmiechał się głupio i rzucał irytujące teksty i nawet mimo tego, że Artur w końcu zdenerwowany mu zabronił, to i tak go lekceważył.
W czasie nocnego postoju, który był trochę dłuższy od tych dziennych udałam się na polowanie, Jody była już na prawdę głodna. Zobaczyłam niewielką sarenkę, samą w nocy w środku lasu. Mocno już wygłodzoną i odwodnioną, na skraju śmierci. Skróciłam jej cierpienia i posiliłam Jody krwią, a mięso zagrzałam nad ogniskiem, trochę je zwęgliłam, ale było całkiem dobre. Boreasz go nie jadł, nie wiem czy w ogóle coś jadł. Jego problem.
Potem znów ruszyliśmy coraz słabiej widoczną drogą przez las. Momentami słychać było wycie wilków. Na niebie pełnia i gwieździste niebo. Powstał mirasz, na szczęście na lądzie nie jest on niebezpieczny, ale bardzo efektowny i widowiskowy, w efekcie co chwila zjeżdżałam ze ścieżki zapatrzona w gwiazdy, ale co chwila upominał mnie to Artur, to Jody.. Raz nawet Boreasz.. W końcu opamiętałam się, gdy słońce zaczęło wschodzić. Zrobiliśmy postój na krótką drzemkę i ewentualnie jakiś posiłek. Nie wiem jak daleko byliśmy, ale mijała dopiero pierwsza doba.

Artur?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz