środa, 7 stycznia 2015

Od Noy

Dziewczyna wychyliła się niezauważalnie przez małe, spróchniałe już okno swojego dawnego 'domu'. W lesie nigdy nie było dosyć słonecznie. To cieszyło jasnowłosą, która nie przepadała bowiem za światłem, a tym bardziej za gorącem. W lecie nie mogła znieść niemiłosiernej wilgoci i duchoty. Obecna pora odpowiadała jej najbardziej. Przed jej brązowymi oczyma rozciągał się zamglony, leśny krajobraz. Kobieta napawała się tym widokiem przez dłuższą chwilę, w międzyczasie zaciągając się rześkim, jesiennym powietrzem.. Szmer dochodzący z zewnątrz usłyszała od razu. Znała w tym lesie każdy odgłos, czy to śpiew pojedynczego skowronka czy dźwięczne wycie jelenia. Doskonale wiedziała, że to ktoś obcy zbliżył się teraz do jej małego Królestwa. Zamrugała kilkukrotnie i zdecydowała się przywitać sympatycznie towarzysza, jak najlepiej potrafiła. Zaczesała jasne kosmyki włosów w tył i pchnęła ciężkimi, drewnianymi drzwiami, by wyjść obcemu na spotkanie. Nie minęła chwila, gdy owy wędrowiec leżał na ziemi w kałuży własnej krwi. Podeszła ostrożnie do niego, wyciągając z jego szyi swój sztylet. Nie warto było się bić, dla takiej świni. Wytarła porządnie ostrze, chowając je następnie do kieszeni spodni. Wróciła się jeszcze na chwilę do opuszczonego budynku, by zabrać swoje rzeczy, które ostatnio tu zostawiła. Prześlizgnęła się przez małe pomieszczenie, które obrała sobie za legowisko. Nie minęła chwila, a nastolatka była już na zewnątrz. Przymknęła prawie bezdźwięcznie masywne drzwi. Naciągnęła kaptur ciemnej bluzy na oczy i ruszyła przed siebie. Nie wiedziała dokąd, lecz uwielbiała samotne, piesze wędrówki. O tej porze nie spodziewała się tu nikogo...
Dziewczyna przechadzała się między starszymi drzewami, stawiając ostrożne kroki, wymijając przy tym pojedyncze, ostre kamienie leżące na alejce. "Tu nawet kamienie chcą cie zabić"- pomyślała, zgrabnie stawiając kolejny krok. Jak to miasto Yanci w ogóle funkcjonuje?!
Dziewczyna zaczęła klnąć w duchu, gdy okazało się, że główna droga jest zamknięta. Jakiś czas stała w ciszy, a po chwili otrząsnęła się i skręciła w najbardziej w jej mniemaniu przyjemnie wyglądającą boczną uliczkę. Murowane kamienice oświetlały stare, wieczne lampy. Wiatr nieprzyjemnie świstał między złączeniami dróżek, a z miejsc kompletnie pogrążonych w ciemności dało się słyszeć ciche, tajemnicze odgłosy. Wyolbrzymiona wyobraźnia blondynki poczęła w nienagannym tempie dostarczać jej to nowych dźwięków i podejrzanie wyglądających kształtów. Wszystko zalała ciemność, nastolatka w tym momencie nie wiedziała już nawet gdzie utknęła, jedynym jej celem było wydostanie się z tego upiornego labiryntu.

<Ingwar?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz