Malthael wziął ją pod rękę i skierował się do pobliskiego lasu. Im bardziej się w niego zagłębiali tym był mroczniejszy. Wyczuł, że dziewczyna drży nieco. Lubił to.
-Powiedz mi duszyczko. Co właściwie robisz w tej żałosnej organizacji?
Spojrzała na niego ostro.
-Pomagam.
Zaśmiał się okrutnie.
-I ty w to wierzysz?
-Tylko takie gbury nie wierzą w nic poza tym co mogą ujrzeć lub dotknąć. Skrzywił się nieco i przytrzymał ją, obracając do siebie twarzą.
-Po co miałbym wierzyć? Ty tu jesteś i niczego więcej nie potrzebuję. Niebawem pozbawię cię duszy i wtedy dopiero zacznie się zabawa.
Zadrżała mocniej i chciała się wyrwać. Puścił ją a nieszczęsna poleciała do tyłu na wilgotne liście.
-Zostaw mnie w spokoju!
-Po twojej rychłej śmierci. -dobył zakrzywionego ostrza.
Zapewne miał zamiar skrócić ją o głowę. Nagle spostrzegli, że zza drzew wyszedł wysoki chłopak o niebieskich oczach i melancholijnym uśmiechu.
-Malheurze zostaw ją. -wyszeptał.
Dłoń rozjarzyła mu się zielonym ogniem.
-Bo co? Poszczujesz mnie nieumarłymi.
Chłopak uśmiechnął się szerzej.
-A żebyś wiedział.
<Selene? Ten nieznajomy to Tibor :3 >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz