Czuła się dość...nieswojo. Sama świadomość, że ma na ramieniu demona
który potrafił sprawić że się bała, była jej nie w smak. Miała jedynie
nadzieję że nikt nie widział scenki która wydarzyła się nad jeziorem.
Ona, Vierra Aley klękała przed człowiekiem! Ona! W jej krótkim życiu zależało jej na dwóch rzeczach: Magi, magi lodu bez której nie umiała funkcjonować, oraz na zachowaniu twarzy jako nieugiętej kobiety, chciała żeby ją poważano. A że przy tym często traciła przyjaciół, to już kompletnie co innego.
Popatrzyła na czarnego kruka z udawaną nienawiścią, czuła do niego respekt ale trzeba przecież utrzymać pewne pozory.-Będziesz tak siedzieć cały dzień?-spytała ze skwaszoną miną. Jedno spojrzenie w ciemne oczy czarnego kruka i już znała odpowiedź. Oczywiście że będzie siedział, tak prędko jej nie zostawi. Jedno dotknięcie podłoża na którym stała, wystarczyła żeby Vierra stworzyła sobie lodową zjeżdżalnię, dzięki której dość szybko dostała się do środka zamczyska.
Wyprostowała się, przybrała drwiącą minę i krokiem pełnym gracji oraz pewności siebie, ruszyła przez korytarz. Po krótkim spacerze, doszła, a raczej doszli do jednej z ciemniejszych części zamku. Aley otworzyła samotne drzwi, stojące nieco na uboczu.-Ciesz się, nie dużo osób a szczególnie mężczyzn ma tu wstęp-mruknęła wchodząc do pomieszczenia. W środku(jak można było się spodziewać) panował chłód. Pomieszczenie było urządzone w sposób wygodny i praktyczny, bez zbędnych ozdób. Spojrzenie przyciągały lodowe posągi stojące na uboczu, w rogach, pod drzwiami i oknem. Jak wieczni strażnicy pełniący swoją wartę. Były niemal że...ludzkie? Realistyczne oczy wołały wręcz o pomoc. A przynajmniej tak się wydawało. Vierra miała do nich słabość. Często czuła się samotna, do czego się nie przyzna, właśnie w takich chwilach zwierzała się swoim cichym towarzyszom. Nie oceniają, nie mówią, nie drwią.
<Malthael? Rozpisałam się XD>
Popatrzyła na czarnego kruka z udawaną nienawiścią, czuła do niego respekt ale trzeba przecież utrzymać pewne pozory.-Będziesz tak siedzieć cały dzień?-spytała ze skwaszoną miną. Jedno spojrzenie w ciemne oczy czarnego kruka i już znała odpowiedź. Oczywiście że będzie siedział, tak prędko jej nie zostawi. Jedno dotknięcie podłoża na którym stała, wystarczyła żeby Vierra stworzyła sobie lodową zjeżdżalnię, dzięki której dość szybko dostała się do środka zamczyska.
Wyprostowała się, przybrała drwiącą minę i krokiem pełnym gracji oraz pewności siebie, ruszyła przez korytarz. Po krótkim spacerze, doszła, a raczej doszli do jednej z ciemniejszych części zamku. Aley otworzyła samotne drzwi, stojące nieco na uboczu.-Ciesz się, nie dużo osób a szczególnie mężczyzn ma tu wstęp-mruknęła wchodząc do pomieszczenia. W środku(jak można było się spodziewać) panował chłód. Pomieszczenie było urządzone w sposób wygodny i praktyczny, bez zbędnych ozdób. Spojrzenie przyciągały lodowe posągi stojące na uboczu, w rogach, pod drzwiami i oknem. Jak wieczni strażnicy pełniący swoją wartę. Były niemal że...ludzkie? Realistyczne oczy wołały wręcz o pomoc. A przynajmniej tak się wydawało. Vierra miała do nich słabość. Często czuła się samotna, do czego się nie przyzna, właśnie w takich chwilach zwierzała się swoim cichym towarzyszom. Nie oceniają, nie mówią, nie drwią.
<Malthael? Rozpisałam się XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz