Teraz to mnie faktycznie zaskoczył, jak mało kto. Musiałam opanować emocje. Nie było łatwo. Zaczerpnęłam tchu jak na ćwiczeniach w świątyni gdy mierzyliśmy się z mrocznymi siłami.
-Black…
-No?!
Jest taki zdenerwowany. Jak mam go uspokoić?
-To nic złego.
Zaczął chodzić w kółko, omijając co większe krzaki. Zatrzymał się w końcu i spojrzał na mnie z wyczekiwaniem.
-Ty tak twierdzisz, ale ja nie wiem...
Wydawał się zagubiony. Poczułam ukłucie żalu. Czy mógł nie wiedzieć? Na prawdę?! Nigdy oczywiście nie będę pewna czy dobrze odczytuję to co on czuje, ale nie mogłam go tak zostawić. Choć przyznam, że miałam ochotę dosłownie uciec z czerwoną twarzą. Odwagi Lumen, jesteś kapłanką czy nie?
Podeszłam do niego i lekko dotknęłam policzka. Chwycił mnie mocno za nadgarstek. Jęknęłam cicho z bólu i natychmiast zwolnił uścisk.
-Co ty wyprawiasz? -zapytał ostro.
-Co teraz czujesz?
Oczy rozszerzyły mu się nieco. Puścił moją dłoń a ja delikatnie go pogładziłam.
-Nie wiem… to dziwne. Ale miłe i...
Uśmiechnęłam się lekko i stanęłam na palcach, zbliżając do niego.
-A teraz?
-Czuje to bardziej.
Przyznam, że robiło się ciekawie. Zamknęłam oczy. To nie było dla mnie łatwe. Musiałam przezwyciężyć przyzwyczajenia i wrodzoną nieśmiałość. Lekko musnęłam ustami jego usta. Teraz i ja poczułam to miłe uczucie o którym mówił. Taaak, zdecydowanie było ciekawie. Odeszłam kawałek gdyż chciał mnie do siebie przyciągnąć. Wyglądał jak zbity szczeniaczek. Nie rozumiał chyba co się dzieje.
-To ma wiele nazw Connor. -powiedziałam starając się mówić spokojnie.
Sama lekko się trzęsłam z emocji.
-Jakich?
-Oddanie, przyjaźń, troska… miłość.
<Connor? xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz