Dziewczyna zamilkła dając mu pewność w tym co podejrzewał. Skoro jednak Jake to tolerował co mu do tego? Wzruszył więc tylko ramionami.
-Nie mam nic przeciwko temu, że zrobiłaś sobie z naszego nieustraszonego przywódcy bufet. Jak mówiłem jednak moja krew... - wydobył mały, czarny sztylet i naciął wnętrze ręki. Z początku nic nawet nie wyleciało, co zdziwiło chyba wampirzycę. Z takiej rany powinien już płynąć spory strumyczek. Zaraz jednak ujrzała jedną srebrną kroplę. - … jest inna. Stwórca zdecydował, że wytoczy ze mnie ostatnią kroplę śmiertelnika i nieco mu to zajęło. Zastąpił ją esencją ciszy i mroku. Wpatrywała się w jedną kropelkę która niczym gęsty płyn zaschła na skórze. Zaraz potem zamieniła się w proch a rana zniknęła.
-Ciekawy ten stwórca.
-Prawda? Jeszcze żyje ale już niebawem. Więc… - oparł się o skrzynię i spojrzał na nią z ciekawością. - Jak to jest być wampirem?
-A co? Chcesz się przekonać? - zapytała z lekkim uśmiechem.
Zaśmiał się dziwnie.
-Nie oszukasz mnie maleńka. Czuję twój strach. Przyznaj się co tu nie gra?
<Rachel? :3 >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz