Malheur zaśmiał się nieco upiornie. Zamienił w stado kruków i ponownie pojawił już na bezpiecznym lądzie. -Pozory mylą i bywają wygodne. - powiedział przekrzywiając nieco głowę. Czarne rogi lśniły w blasku księżyca. Dziewczyna wykonała piękny obrót, balansując na lodzie. Korciło go by coś jej zrobić. Zdecydowanie znudził się udawaniem milutkiego. Poza tym tłumaczył to tym, że zobaczył lód. Nie pamiętał kiedy go widział ostatnio. W innym życiu i świecie. Wieki temu.
-Zamierzasz tu tak stać i się gapić? -zapytała. Uśmiechnął się lekko.
-Nie. Już sobie idę. Nie jesteś dla mnie ciekawą ofiarą. Nie boisz się. -Przystanęła a lodowe drobinki poleciały w górę.
-Ofiarą? Ha. Nigdy nią nie byłam. Wzruszył ramionami będąc myślami gdzie indziej. Zaczął iść w sobie tylko znanym kierunku. Miał zamiar odwiedzić jeszcze miasto. W końcu co może być złego w zesłaniu na śpiących koszmarów? Szczegół, że nie będą się z nich mogli obudzić. Usłyszał jak dziewczyna jeździ swobodnie na lodzie. Musiał to zrobić. Odwrócił się i wysłał wiązkę koszmaru do jej słodkiego umysłu. Lód natychmiast się stopił a ona wylądowała w ciepłej wodzie. Pisnęła głośno i szybko podpłynęła do brzegu, kaszląc. Spojrzała na niego wściekle.
-Wybacz kochanie, nie mogłem się oprzeć. -koszmar minął a lód ukazał jej się nietknięty. Wszystko było bowiem tylko złudzeniem. Bardzo realnym jak wszystkie jego koszmary.
<Vierra? :3 >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz