- No wstawaj wampirzyco. - podałem jej dłoń a ona zawahała się.
Dobrze, nie była głupia. Wstała o własnych siłach ale natychmiast ponownie upadła. Zapomniałem, że zaklęcia przemiany bardzo osłabiały ciało. Ukucnąłem obok i odgarnąłem jej włosy z czoła. Wpatrywała się nieufnie.
- Mam cię ponieść? - zadrwiłem.
Odwróciła wzrok.
- Co mi zrobiłeś? Jestem taka...
- Słaba? - podchwyciłem. - Wybacz. Kobiety słabną przy mnie.
Pewnie by mi się oberwało gdyby nie była tak zmęczona. Wstałem i otrzepałem ubranie z nieistniejącego pyłku.
- W takim razie, skoro już jesteś moja...
- Nie jestem!
- ...Zabiorę cię do domu.
- Nigdzie nie pójdę.
Prychnąłem i wzruszyłem ramionami.
- Ale kto powiedział, że pójdziesz? Poniosę cię.
- Zobaczysz, zatopię w tobie zęby.
Zaśmiałem się i uniosłem ją delikatnie. Wydawała się taka maleńka w moich ramionach.
- Dokąd panienka sobie życzy? Transport linie Rakanoth poleca się na przyszłość.
<Rachel? ^^ >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz