poniedziałek, 5 stycznia 2015

Od Felix'a

- No proszę - wyszczerzyłem ząbki do barmana, który jak już od tygodnia był na tyle mądry by nie dawać mi nic na krechę.
- Powiedzieć Ci ile masz już na zeszyt? - odpowiedział krzywiąc się.
- Em..., z pięć? - strzeliłem.
- Z pięćset - mruknął.
Skrzywiłem się.
- Chyba nieco przesadzasz - zauważyłem.
- Nie, nie przesadzam, dokładnie pięćset dwadzieścia trzy, pokazać? - zapytał.
Zamilkłem na dłuższą chwilę i odezwałem się dopiero gdy mordował mnie wzrokiem.
- No dobrze, dobrze, niech Ci będzie - burknąłem zeskakując z krzesła, na które było mi dość trudno wejść. Nie należę do wysokich, a tutaj krzesła były dla takich przeznaczone.
Ruszyłem do drzwi przedrzeźniając barmana. Z lekkim trudem otworzyłem wielkie drzwi, które swoją drogą były całkiem ciężkie i wyszedłem na dwór na chłodne nocne powietrze.
- A kiedyś to była tak dobra gospoda - powiedziałem do siebie cmokając z niezadowoleniem.
Wcisnąłem ręce w kieszenie i ruszyłem w kierunku domu. Cały czas miałem to idiotycznie uczycie, że ktoś się na mnie gapi. No cóż.., zdarza się. Wyciągnąłem klucze. Już miałem włożyć je do zamka kiedy odwróciłem się gwałtownie odsuwając nieco w bok. Wybrałem sobie na to idealny moment ponieważ sztylet wbił się dokładnie w miejscu gdzie przed chwilą była moja głowa. Przełknąłem ślinę, a przede mną wyrosła wysoka postać. Jako, że mam 155 cm wzrostu większość ludzi jest dla mnie wysoka. Wyszczerzyłem zęby w nerwowym uśmiechu.
- Coś nie tak? - zapytałem rozważając drogi ucieczki.
- Felix Evans? - zapytała postać dość przytłumionym głosem przez co nie zgadłem kim ona właściwie jest.
- Em..., nie, przykro mi pomyłka, jeśli chodzi o długi to mogę przekazać... - odpowiedziałem dalej z nerwowym uśmiechem starając się wyślizgnąć sprzed postaci w ciemnym kapturze.

<To ktoś chce? Radzę chować kasę :D>

2 komentarze: