poniedziałek, 5 stycznia 2015

Od Asami Cd. Dake'a

- Co to? - spytałam zdziwiona.
- Zniszczyłem Twoją ulubioną bluzkę, więc postanowiłem Ci ją odkupić. - powiedział z uśmiechem.
- Nie musiałeś. - Mówiłam Ci że to tylko bluzka.
- Coś z nią nie tak?! - Wydaje mi się że wygląda tak samo jak tamta. - powiedział nieco zmartwiony.
Westchnęłam.
- Dziękuje. - powiedziałam z uśmiechem.
Spojrzałam na zegarek.
- Jest już późno, może zostaniesz na jeszcze jedną noc? - Mruczek powinien odpoczywać. - stwierdziłam.
Dake skinął głową.
- Jesteś głodny?
- Nie. - odparł krótko i zaczął bawić się z kotami.
Wstawiłam wodę na herbatę.
Polazłam na górę, do łazienki weszłam pod prysznic.
Zimna woda spływała mi po ciele.
Usłyszałam gwizdanie, dopiero wtedy uświadomiłam sobie że nie wyłączyłam wody.
Owinęłam się ręcznikiem i wybiegłam z łazienki.
Wpadłam na Dake'a, który chyba też zaniepokoił się gwizdaniem czajnika.
Poczułam dziwny wybuch gorąca, mogłam się chociaż ubrać!
Minęłam go, ściekała ze mnie woda, poślizgnęłam się i zjechałam po schodach.(znowu xD)
- Asami? - Nic Ci nie jest? - krzyknął zmartwiony.
- Nic mi nie jest! - Lepiej nie schodź dopóki nie wytrę schodów. - Mógłbyś się jeszcze poślizgnąć.
Wyłączyłam rozgrzany do czerwoności czajnik, cała woda wyparowała.
Wytarłam schody i poszłam się ubrać.
Dake posiedział trochę ze mną w pokoju, a później poszedł do siebie.
Położyłam się spać, lecz nie mogłam zasnąć.
Było już strasznie późno. Wszyscy spali.
Wyszłam przed dom, by odetchnąć świeżym powietrzem.
Postanowiłam przejść się po lesie, to chyba dobrze mi zrobi.
Weszłam do lasu, spojrzałam się w górę korony drzew zasłaniały niebo.
Poczułam ciepły oddech na swoim karku.
Odwróciłam się. Jednak nikogo tam nie było.
Szybko wróciłam do domu.

♠ ♠ ♠

Obudziłam się rano, przygotowałam śniadanie.
Dake zjadł wszystko.
- Chyba muszę już iść. - oznajmił.
Nie chciałam żeby szedł, tak miło mi się z nim rozmawiało.
- Dobrze, ale najpierw musisz mnie złapać. - wybiegłam z domu.
Chłopak biegł za mną, był o te kilka kroków do tyłu.
Byliśmy już daleko od domu. Zatrzymałam się zmęczona przy jeziorku nad drzewem.
- Nie mam już siły. - wydusił.
Rzucił się plecami na trawę.
- Widzisz? - wskazał na linę, zaczepioną o gałąź.
Dake wziął kija i przyciągną ją do siebie.
- Dake.. ta lina wisi tu odkąd pamiętam. - Może się zerwać. - powiedziałam cicho.
Nie posłuchał tego co powiedziałam i zaczął się na niej huśtać.
- To się źle skończy.. - szepnęłam do siebie.
Miałam racje, lina się zerwała a on wpadł do wody.
Nie wynurzał się, zdjęłam buty.
Nie umiem pływać, ale byłam gotowa skoczyć do wody.
Chłopak wysunął głowę i wciągnął mnie do wody.
Szybko wdrapałam się na brzeg.
Woda była strasznie zimna.
- Dake! W tej chwili wychodź! - Jeszcze się przeziębisz!

<Dake? Wyłaź z tej wody!>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz