-Oj Black, Black, i co ci z tego? Już ci chyba mówiłem, że
mną nie masz szans-powiedziałem wzdychając głęboko. Słowa Blacka nie zrobiły na
mnie większego wrażenia. To idiota. Człowiek z niskim ilorazem inteligencji, narkotyki
wyżarły mu mózg.
Nieskazitelnie białą chusteczką, przetarłem zakrwawione
ostrze.-Do prania…-Szabla z pięknie zdobioną rękojeścią(duma mojej rodziny),
wróciła na swoje stałe miejsce-do pochwy przy pasie. Przeszukałem kieszenie w
poszukiwaniu małego scyzoryka, który oczywiście był tam gdzie zawsze.
Kucnąłem przy tym niedorozwoju, delikatnie wycinając znak na
jego skórze. Znak Iluminatów. Według tradycji, taki symbol na skórze
przeciwnika mógł wyciąć człowiek, który go zabił<obezwładnił, uszkodził>.
Odwróciłem się w stronę Daichiego.-Bierz go, i żebym więcej was tu nie widział.
Następnym razem nie będę tak wyrozumiały.
<Daichi?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz