Crayzi zataczała duże kola na niebie po każdym okrążeniu zniżając lot. W
końcu gdy byliśmy już dostatecznie machając lekko skrzydłami odchyliła
się do tyłu i opadła na tylne nogi. Potem ryknęła cicho i wylądowała
całkowicie. Draygon zeskoczył lekko z grzbietu smoczycy i pomógł mi
zejść. Gdy znałam się na zimie poczułam lekkie zawroty głowy. Teraz
musiałam się przyzwyczaić, że nic się nie trzęsie. Usiadłam chcąc trochę
odetchnąć.
-I jak? - zapytał chłopak.
-Dobrze jak na pierwszy raz – odrzekłam. - Kiedyś musimy to powtórzyć.
Roześmiał się.
-Taa.
-Słuchaj... - zaczęłam niepewnie.
-Mmm?
-Sądzisz, że ja... mogłabym rozmawiać ze smokiem? Mówiłeś, że do tego trzeba mieć dar. Sądzisz, że ja go mam?
<Draygon?>
-I jak? - zapytał chłopak.
-Dobrze jak na pierwszy raz – odrzekłam. - Kiedyś musimy to powtórzyć.
Roześmiał się.
-Taa.
-Słuchaj... - zaczęłam niepewnie.
-Mmm?
-Sądzisz, że ja... mogłabym rozmawiać ze smokiem? Mówiłeś, że do tego trzeba mieć dar. Sądzisz, że ja go mam?
<Draygon?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz