Świetnie, co teraz?... Pytałam w myślach sama siebie. Jak mam mu
wszystko o sobie powiedzieć. Zresztą co go to interesuje. Ugryzłam
delikatnie dolną wargę rozglądając się dookoła rozmyślając parę spraw.
-Moje imię już znasz. Ja tylko szukam informacji - oznajmiłam szybko.
-Informacji powiadasz.... Na jaki temat?
-Na temat różnych zaklęć oraz własnego pochodzenia. Działam sama - dodałam po chwili. Przeczuwałam że łatwo mnie nie zostawi. Wyciągnęłam broń , małą w długości mej ręki ale po chwili dzięki magi rozciągnęła się na metr długości. Po lewej i prawej stronie były ostrza.
-Nie zbliżaj się do mnie - oznajmiłam. Do drugiej ręki wzięłam trochę piasku z ruin.
-Taka zabawka ma mnie niby przestraszyć? -zaśmiał się.
-Broń to tylko przykrywka przyjacielu - oznajmiłam z delikatnym uśmiechem po czym sypałam mu niespodziewanie piasek po oczach. Odwróciłam się i zaczęłam uciekać. Na moje nieszczęście facet zatamował wyjście.
-Nie no serio!? - natychmiast szukałam innego wyjścia. Trzy metry wyżej widziałam kolejną szczelinę która pędzi aż na górę. Facet powoli odzyskiwał wzrok. Nie było czasu do stracenia. Wypowiedziałam trzy słowa tajnego zaklęcia z starożytnego zwoju numer 13/143. Zaklęcie sprawiało że mogłam chodzić po ścianach. Więc oczy mi się zaświeciły a ja szybko wzbiłam się ku górze. Weszłam na najwyższy szczyt. Oczywiście nie sama. Za mną była przepaść a przede mną ten pan...
-Dlaczego wciąż uciekasz - uśmiechnął się. Jakby chciał przekazać że nie mam szans przed nim uciec. Ja uspokoiłam oddech.
-Nie podchodź! - krzyknęłam wysuwając do niego dłoń z bronią.
-Nie masz takiej odwagi by skoczyć. - najgorsze jest to że miał racje.. Jednak mój entuzjazm rozkazywał uciekać. Co przyznam. Bałam się...
-Skocze... nie podchodź! - powtórzyłam delikatnie się cofając.
<Artur?>
-Moje imię już znasz. Ja tylko szukam informacji - oznajmiłam szybko.
-Informacji powiadasz.... Na jaki temat?
-Na temat różnych zaklęć oraz własnego pochodzenia. Działam sama - dodałam po chwili. Przeczuwałam że łatwo mnie nie zostawi. Wyciągnęłam broń , małą w długości mej ręki ale po chwili dzięki magi rozciągnęła się na metr długości. Po lewej i prawej stronie były ostrza.
-Nie zbliżaj się do mnie - oznajmiłam. Do drugiej ręki wzięłam trochę piasku z ruin.
-Taka zabawka ma mnie niby przestraszyć? -zaśmiał się.
-Broń to tylko przykrywka przyjacielu - oznajmiłam z delikatnym uśmiechem po czym sypałam mu niespodziewanie piasek po oczach. Odwróciłam się i zaczęłam uciekać. Na moje nieszczęście facet zatamował wyjście.
-Nie no serio!? - natychmiast szukałam innego wyjścia. Trzy metry wyżej widziałam kolejną szczelinę która pędzi aż na górę. Facet powoli odzyskiwał wzrok. Nie było czasu do stracenia. Wypowiedziałam trzy słowa tajnego zaklęcia z starożytnego zwoju numer 13/143. Zaklęcie sprawiało że mogłam chodzić po ścianach. Więc oczy mi się zaświeciły a ja szybko wzbiłam się ku górze. Weszłam na najwyższy szczyt. Oczywiście nie sama. Za mną była przepaść a przede mną ten pan...
-Dlaczego wciąż uciekasz - uśmiechnął się. Jakby chciał przekazać że nie mam szans przed nim uciec. Ja uspokoiłam oddech.
-Nie podchodź! - krzyknęłam wysuwając do niego dłoń z bronią.
-Nie masz takiej odwagi by skoczyć. - najgorsze jest to że miał racje.. Jednak mój entuzjazm rozkazywał uciekać. Co przyznam. Bałam się...
-Skocze... nie podchodź! - powtórzyłam delikatnie się cofając.
<Artur?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz