-Pff przed chwilą pytałam się o to samo. Ty jednak udawałeś że śpisz. -mruknęła cicho.
- Czyli idziemy.
-Tak.-wstała i rozciagnęła się jakby właśnie się obudziła.
Wyszli z pokoju i skierowali się w stronę wyjścia. Szybko znaleźli się na podwórku.
-Gdzie idziemy?- dziewczyna spojrzała na niego ciekawsko.
-A gdzie masz ochotę iść?
-Miasto?-zaproponowała.
Jake niechętnie przytaknął.
-Oj no, gdzie twój uśmiech?- zaśmiała się i pociągnęła go za rękę. Poszli w stronę miasta. Droga przeszła szybko. O dziwo zdawało się jakby to było szybkie klaśnięcie lub jedno mrugnięcie (Drops poeta xd). Budynki wydawały się tworzyć drogę bez końca. Na rynku ludzie bawili się jak nigdy. Czyżby jakiś festyn? Sylvanas poczuła mocne szarpnięcie za rękę. Ktoś postanowił wyrwać ją do tańca. Spojrzała na rozbawionego Jake'a. Chwila nieuwagi wystarczyła. Dziewczyna zderzyła się z uzbrojonym po zęby facetem. Ten uśmiechnął się. Gdy ona chciała sięgnąć po sztylet... zapomniała, że ich nie wzięła. Ukryte ostrze też nie zagościło na jej ręku. Kucnęła przed atakiem potężnego topora. Rozglądała się za Jake'm. Nie mogła go dostrzec wśród tłumu gapiów. Oglądanie się było kolejnym jej błędem. Końcówka topora wbiła się w jej ramię. Ta syknęła i padła na ziemię. Traciła przytomność. Drobne pnącza wybiły się z ziemi, ale nic to nie dało, dziewczyna już całkowicie straciła przytomność.
- Czyli idziemy.
-Tak.-wstała i rozciagnęła się jakby właśnie się obudziła.
Wyszli z pokoju i skierowali się w stronę wyjścia. Szybko znaleźli się na podwórku.
-Gdzie idziemy?- dziewczyna spojrzała na niego ciekawsko.
-A gdzie masz ochotę iść?
-Miasto?-zaproponowała.
Jake niechętnie przytaknął.
-Oj no, gdzie twój uśmiech?- zaśmiała się i pociągnęła go za rękę. Poszli w stronę miasta. Droga przeszła szybko. O dziwo zdawało się jakby to było szybkie klaśnięcie lub jedno mrugnięcie (Drops poeta xd). Budynki wydawały się tworzyć drogę bez końca. Na rynku ludzie bawili się jak nigdy. Czyżby jakiś festyn? Sylvanas poczuła mocne szarpnięcie za rękę. Ktoś postanowił wyrwać ją do tańca. Spojrzała na rozbawionego Jake'a. Chwila nieuwagi wystarczyła. Dziewczyna zderzyła się z uzbrojonym po zęby facetem. Ten uśmiechnął się. Gdy ona chciała sięgnąć po sztylet... zapomniała, że ich nie wzięła. Ukryte ostrze też nie zagościło na jej ręku. Kucnęła przed atakiem potężnego topora. Rozglądała się za Jake'm. Nie mogła go dostrzec wśród tłumu gapiów. Oglądanie się było kolejnym jej błędem. Końcówka topora wbiła się w jej ramię. Ta syknęła i padła na ziemię. Traciła przytomność. Drobne pnącza wybiły się z ziemi, ale nic to nie dało, dziewczyna już całkowicie straciła przytomność.
○ ○ ○
Mocny dreszcz obudził dziewczynę. To był strumień wody wylany na nią przez strażnika. Metalowe kraty nie wskazywały na nic dobrego. Syknęła lekko próbując się podnieść. Musiała coś zrobić. Wstała powoli. Od razu ktoś podciął jej nogi. Wylądowała z hukiem na kamiennej posadzce.
-Nie wstawaj.- warknął strażnik.
-Czego wy ode mnie chcecie?- przeszyła go wzrokiem zabójcy, nie czuła się na siłach jej moce w więzieniu nie wiedzieć czemu nie działały.
- Jesteś oskarżona o kilkanaście zabójstw na najbardziej wpływowych ludzi.
Zacisnęła ręce przejeżdżając nimi po posadzce. Kucnęła w kącie.
-Jeszcze dziś pokażesz swoją twarz przed ich rodzinami.-syknął odchodząc.
Ta nie martwiła się teraz o to. Zadawała sobie jedno pytanie. Co z Jake'm?
<Jake? XD Muahahha XD >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz