niedziela, 28 grudnia 2014

Od Sylvanas cd. Jake'a

Dziewczyna straciła poczucie czasu. Sekundy zmieniały się w minuty, minuty w godziny, a godziny w nieznośne dni. Nie wie ile tam siedziała, ale nie miała zamiaru też tam zostawać. Głowa spuszczona w dół i dość pobladła twarz nie wskazywała na nic dobrego. Cień padający na nią i dźwięk otwieranych krat zmusił ją do podniesienia głowy. Był to ten sam strażnik co wsześniej. Zamknął za sobą kraty i szarpnął ją mocno zaciskając na jej rękach kajdany, które usuwały z danej osoby zdolności magiczne.  Podniósł ją za ubranie i popchnął w stronę wyjścia. Ta ledwo utrzymywała się na nogach od ciężaru kajdan. Prawie szła w skłonie. Przeszła do jakiegoś pokoju. Coraz gorzej było jej z tym iść. Znalazła się w ogromnej sali. To był sąd. Widziała dużo kobiet i niektórych mężczyzn ubranych na czarno. Chcieli sprawiedliwości. Chcieli jej śmierci. Udowodniono jej 5 zabójstw. Została skazana na karę śmierci poprzez spalenie. Sprawa była przesądzona. Chyba pierwszy raz Sylvanas odczuwała jakikolwiek strach.

○ ○ ○

Przywiązali ją do krzesła. Wokół niej kręcił się szlachcic, któremu zabrała klucz. Na jego szyi dotrzegła lekki ślad po ostrzu.
-Gdzie to jest?- warknął opierając się o mahoniowe biurko, które stało za nim. -Gdzie masz klucz?
-Nie mam żadnego klucza.- odpowiedziała półgłosem, jej suche spojrzenie była jak maska, która zakrywała prawdę.
-Kłamiesz. To ty go ukradłaś!-wrzasnął, że kilka szklanek na biurku zatrzęsło się.
Ta nie odpowiedziała. To rozjuszyło mężczyznę jeszcze bardziej. Chwycił za ostrze, leżące na małym stoliczku przy oknie i wbił jej w rękę przeszywając ją na wylot. Ta krzyknęła z bólu.
-Masz mi coś do powiedzenia?
-Tylko winni się tłumaczą.- mówiła zaciskając zęby.
-Zabierz ją...- poddał się, usiadł przy meblu i nalał do szklanki whisky.
Targał ją po podłodze do lochu w którym miała spędzić kolejne dwa dni, zanim odbędzie się egzekucja. Wrzucił ją tam, a jej bezwładne ciało uderzyło o kamienną ścianę. Zsunęła się na podłogę i złapała się za rękę, chcąc jakoś powstrzymać krwotok.  Zacisnęła mocno zęby, nie chcąc krzyczeć. Oczy zrobiły się szkliste. Myślała, że zaraz oszaleje.


Nawet rana na plecach teraz nie sprawiała takiego męczącego bólu. Spojrzała na księżyc wbijający się przez drobny otwór w ścianie. Pomyślała o Jake'u. Tęsknota za nim wyżerała ją od środka. Położyła głowę na kolanach i próbowała otrzeć łzy. 
-Jake...- szepnęła niesłyszalnie.

< Jake? XD No jak ona tęskni to już musi być coś na rzeczy XD>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz