wtorek, 30 grudnia 2014

Od Sylvanas cd. Jake'a


- Miałeś nie być smutny.- odezwał się słaby, łagodny głos.
  Anna stała nad nim szyderczo się uśmiechając. Jak wcześniej przybrała postać szlachcica, teraz przybrała postać Sylvanas. Jej głos, włosy, nawet oczy były jak jej. Jake zacisnął pięści, gdy ta zaśmiała się szyderczo i powtórnie była sobą. Wstał gwałtownie i złapał ją za szyję. Jego oczy płonęły od gniewu. Ona nadal była z siebie zadowolona. Przycisnął kobietę do ściany.
- To twoja wina!- warknął.
-Moja?- zaśmiała się.- To ona próbowała cię obronić. Wiedziała co robi.- warknęła. 
Jake był bezsilny, puścił ją zrezygnowany. W jego oczach nadal kręciłą się łza. Spojrzał na ciało dziewczyny. Wziął w rękę sztylet i przebił dla Anny brzuch, ta nawet się nie zgięła.
-Och, kotku.- pokręciła zawiedziona głową, rana zniknęła.-Nie tylko ty masz możliwość leczenia.- uderzyła go promieniem dźwiękowym, a chłopak uderzył i ścianę.- I niby to ona była ta silnejsza.- syknęła z pogardą patrząc na ciało Sylvanas.-Padła po jednym uderzeniu zatrutym sztyletem.- powtórnie fala dźwiękowa poleciała w stronę Jake'a. Przebiła go przez murowaną ścianę.
-Wstawaj i walcz ja mężczyzna!
-Zabiłaś ją z własnych, popieprzonych ambicji- podniosł się trzęsącymi rękoma, krótko zajęło mu zregenerowanie się i stanął na równych nogach.
-To nie były ambicje. To była zemsta. Zamknęła mnie w lochcach. Czekałam 30 lat na zemstę, która i tak się nie dopełniła. A teraz? To już koniec! Niedługo umrze!- krzyknęła i uśmiechnęła się szeroko.
Jake jakby dostał przebłysku. 
-Ona żyje.- szepnął do siebie.
Znów przycisnął ją do ściany. 
-Gadaj! Jak ją uratować?!- krzyknął przykładając jej sztylet do gardła. 
-I mam zniszczyć mój plan? Śnisz!- syknęła. 
Zniknęła. Zostawiła jednak coś po sobie, a raczej zgubiła. Fiolka z czarną substancją, którą naszączony był miecz. Na fiolce była nazwa. Nazwa Tor-sul. 

<Jake? Masz wskazówkę XD >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz