wtorek, 30 grudnia 2014

Od Rovneya CD Aerty

Rovney widocznie się nie przejął, wzruszył jedynie ramionami i zaczął iść przed siebie, tam gdzie miał iść od samego początku.
- Co ty odpierdzielasz?! - wrzasnęła wściekła. Małpy były coraz bliżej, biegły z zawrotną prędkością a mag nadal nic sobie z tego nie robił. - Biegnij!
- Ojć, naucz się pokory i cierpliwości, one nic nam nie zrobią.
Dziewczyna już go nie słuchała, zaczęła ciąć zombie na lewo i prawo przecinając martwe ciała. Smród był nieznośny, jak sterta zgniłych jajek przywalona starymi skarpetkami starszego brata i doprawiona zapachem rozkładających się ciał.
Rovney dopiero teraz zaczął biec. Wszystkie małpy ruszyły za nim zostawiając Aerte, w tym momencie nie wiadomo czemu, ale nie interesowała ich. Mag po dość długim sprincie między zaroślami i skałami - zatrzymał się gwałtownie i skoczył w górę. - Mam skrzydła - mruknął pod nosem. Coś zawirowało i unosił się nad mini trzepocząc ciemnymi skrzydłami. Małpy nie miały takich zdolności, zaczęły spadać jedna po drugiej aż została tylko garstka.
- Nie mam skrzydeł - powiedział i jak na wezwanie, skrzydła zniknęły a on miękko wylądował przy krawędzi. Patrzył w dół za spadającymi stworzeniami. Obrócił głowę w bok, obok niego stała jedna z tych małp zombi, która cudem nie spadła. Patrzyli chwilę na siebie a potem znów w dół. - Ładnie poleciały...
Małpa pokiwała powoli głową. - Uhahahahu - przytaknął człekokształtny.
Stanowili dość dziwnych znajomych.


<Aerta? Rovi będzie chciał wziąć ją ze sobą XD>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz