Spojrzałem na nią z cierpliwością którą mają chyba tylko nieumarli.
- Jak chcesz. - mruknąłem rozwijając skrzydła.
Czy celowo trzasnąłem nimi tak mocno, że "Lady" zaliczyła spotkanie z ziemią? Może... Nie usłyszałem jej złorzeczenia gdyż spoglądałem na piękny widok rozciągający się pode mną. Góry zawsze mnie fascynowały. Nieprzekraczalna granica dla zwykłych śmiertelników. Poczułem ukłucie bólu i żalu, że mój Arato nie może ich widzieć. Jakże mi go brakowało. Zdusiłem to uczucie. Nie pora ani miejsce na sentymenty. Skupiłem się na zadaniu. Z tej wysokości Carella wydawała się małą, wściekłą kropką. I tak uważałem, że była urocza. Zakręciłem wielkie koło ale nadal nic nie dostrzegłem. Z wyjątkiem...
Szybko runąłem w dół, zwijając skrzydła. Dziewczyna widząc jak pędzę w jej stronę, pisnęła i schowała się za skałę. Wyhamowałem nieco przed jej kryjówką a podmuch wiatru wzbił w niebo drobinki ziemi i kamyków.
- Zgłupiałeś?! - wrzasnęła.
Ponownie byłem człowiekiem. Uśmiechnąłem się lekko.
- Wygasłe ognisko pół godziny drogi stąd chyba jest podejrzane.
- Jaaasne. Jakby w górach ludzi nie było.
- Uspokój się i pomyśl. Wyglądało na świeże. Albo nasz pracodawca kłamie, albo ci nieznajomi właśnie mają cel zlecenia.
- Myślisz?
- To możliwe. Mogli zaleźć błyskotkę i ... zaraz... dokąd idziesz?1
Carella wyminęła mnie i z zacięta miną ruszyła w góry.
- A jak myślisz?
- Nie możesz ich zaatakować! Na pewno mają przewagę!
- I? Ja mam smoka.
- TY masz? - spojrzałem, rozbawiony krzyżując ręce na piersi. Nawet nie drgnąłem. Niech sie nieco wysili.
<Carello? xD >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz