Posłałam mu mordercze spojrzenie.
- Co to? - spytałam.
- To... - nie wysłowił się.
Patrzył cały czas w stronę odchodzącego stworzenia.
Nie wiedzieć czemu, ciągle trzymał mnie w talii.
- Możesz już mnie puścić. - powiedziałam.
- Hę?
Wskazałam głową na jego rękę, puścił mnie.
Duch dziwnie na nas spojrzał.
- Jak ja z Tobą wytrzymuje? - spytałam retorycznie.
- Po prostu, mnie lubisz. - zakpił.
Spuściłam wzrok, nic nie odpowiadając.
- Chodźmy. - powiedział lekko zmieszany.
Szłam obok bruneta. Zerkałam na niego kątem oka.
Wyglądał na zamyślonego, ciekawa o czym tak myśli?
Zauważyłam że zaraz, nadepnie na pułapkę.
- Tibor...! - wybiegłam przed niego.
Z podłogi wysunął się kolec, który przebił mi stopę.
Automatycznie złapałam się za nogę, nie utrzymałam przy tym równowagi i razem z stojącym za mną chłopakiem, upadliśmy na ziemię.
- Panienko! - Nic Ci nie jest? - spytał duch.
- Nie, Tibor zamortyzował upadek. - powiedziałam.
Chłopak wstał i otrzepał się z brudu, po czym pomógł mi wstać.
- Dzięki. - Możesz mówić że na Ciebie poleciałam.
- Twoja... - wskazał na moją stopę.
Dopiero wtedy zorientowałam się że stoję w kałuży krwi.
- Dasz radę chodzić?
Spróbowałam zrobić kilka, kroczków jednak każdy z nich kończył się upadkiem.
<Tibor?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz