Pomógł jej wstać. Wolała iść na własnych siłach niż obciążać chłopaka. Ciężki i płytki oddech stawał się coraz rzadszy. Chłopak obiął ją w pasie jedną ręką, by ją podtrzymać, drugą ręką natomiast trzymał dłoń dziewczyny, by ta nie zsuwała się z jego ramienia. Każdy krok był mały i powolny. Po dwóch takich dla dziewczyny było już ciężko.
-Wytrzymaj...-szepnął i przycisnął ją mocniej do siebie.
Byli blisko wyjścia stąd. Kilka kroków ich dzieliło. Niestety...
Anna pojawiła się przed nimi.
-Nie zabieraj mi jej.- warknęła.
Oboje zostaje odrzuceni na boki przez strumień fali dźwiękowej. Jake syknął gdy coś wbiło mu się w plecy. Anna zmierzała z jego stronę. W ręku trzymała już kilka noży. Sylvanas próbowała się podnieść jak najszybciej. Udało jej się, stanęła słaba na ugiętych nogach. Próbowała podejść niepostrzeżenie.
-Co moja siostra w tobie widzi?- kierowała każdy z noży.
Rzucała oddzielnie. Każdym nietrafnie. Został jej jeden.
-Jesteś śmieciem jak ona.- zaśmiała się złowieszczo i rzuciła ostatni z noży tym razem celnie.
Sylvanas wzięła ostrze na siebie. Wbiło jej się w klatkę piersiową.Przy sercu. Jęknęła cicho i wyjęła ostatkiem sił ostrze z ciała. Zachwiała się lekko i upadła na ziemię.
-Głupia.- syknęła zadowolona i zniknęła w strudze czarnego dymu.
-Sylvanas!- Jake podszedł do niej już cały.
Wokół rany pojawiła się czarna obwódka. Trucizna. Chłopak wziął ją na ręce.
-Jake...- szepnęła cicho.
Z jego oczu leciały łzy. W tej sytuacji marne były szanse by zdążyć.
-Nie płacz, nie lubię jak się smucisz...- uśmiechnęła się mimowolnie.
Było jej ciężko mówić. Oddech prawie znikał.
-Wyciągnę Cię stąd, obiecałem.-mówił przez łzy.
- Proszę, nie płacz. Nie chcę cię widzieć smutnego.- trzęsącą się ręką dotknęła jego policzka.
Ten stanął i spojrzał na nią. Próbował się uśmiechnąć, ale jak?
-Chcę cię przeprosić. Chcę cię przeprosić, że cię w to wpakowałam nieświadomie. Chcę cię przeprosić za wszystkie przykrości z mojego powodu. Za wszystko co złego ci wyrządziłam.
-Nie zostawiaj mnie tu, proszę.- wyszlochał.
-Nie płacz, nie chcę żebyś się smucił,nie lubię jak się smucisz.- uroniła łzę.
Czarna plama w miejscu rany stawała się coraz większa. Sylvanas coraz bardziej bladła. Ledwie mogła unieść rękę. Dotknęła opuszkami palców miejsca, gdzie znajdowało się jego serce.
-Mam nadzieję, że kiedyś będzie biło dla innej tak mocno jak dla mnie,że nie będziesz się smucił, że mnie już nie ma, że mimo wszystko będziesz potrafił powiedzieć coś o mnie bez smutku w oczach.- skóra zdawała się jakby była z porcelany. Usta powoli zaczęły zasychać.
- Nie mów tak... zdążymy, proszę wytrzymaj Sylvanas! Proszę!
-Kocham cię... -ręka opadła bezwładnie.
Oddech ustał.
-Wytrzymaj...-szepnął i przycisnął ją mocniej do siebie.
Byli blisko wyjścia stąd. Kilka kroków ich dzieliło. Niestety...
Anna pojawiła się przed nimi.
-Nie zabieraj mi jej.- warknęła.
Oboje zostaje odrzuceni na boki przez strumień fali dźwiękowej. Jake syknął gdy coś wbiło mu się w plecy. Anna zmierzała z jego stronę. W ręku trzymała już kilka noży. Sylvanas próbowała się podnieść jak najszybciej. Udało jej się, stanęła słaba na ugiętych nogach. Próbowała podejść niepostrzeżenie.
-Co moja siostra w tobie widzi?- kierowała każdy z noży.
Rzucała oddzielnie. Każdym nietrafnie. Został jej jeden.
-Jesteś śmieciem jak ona.- zaśmiała się złowieszczo i rzuciła ostatni z noży tym razem celnie.
Sylvanas wzięła ostrze na siebie. Wbiło jej się w klatkę piersiową.Przy sercu. Jęknęła cicho i wyjęła ostatkiem sił ostrze z ciała. Zachwiała się lekko i upadła na ziemię.
-Głupia.- syknęła zadowolona i zniknęła w strudze czarnego dymu.
-Sylvanas!- Jake podszedł do niej już cały.
Wokół rany pojawiła się czarna obwódka. Trucizna. Chłopak wziął ją na ręce.
-Jake...- szepnęła cicho.
Z jego oczu leciały łzy. W tej sytuacji marne były szanse by zdążyć.
-Nie płacz, nie lubię jak się smucisz...- uśmiechnęła się mimowolnie.
Było jej ciężko mówić. Oddech prawie znikał.
-Wyciągnę Cię stąd, obiecałem.-mówił przez łzy.
- Proszę, nie płacz. Nie chcę cię widzieć smutnego.- trzęsącą się ręką dotknęła jego policzka.
Ten stanął i spojrzał na nią. Próbował się uśmiechnąć, ale jak?
-Chcę cię przeprosić. Chcę cię przeprosić, że cię w to wpakowałam nieświadomie. Chcę cię przeprosić za wszystkie przykrości z mojego powodu. Za wszystko co złego ci wyrządziłam.
-Nie zostawiaj mnie tu, proszę.- wyszlochał.
-Nie płacz, nie chcę żebyś się smucił,nie lubię jak się smucisz.- uroniła łzę.
Czarna plama w miejscu rany stawała się coraz większa. Sylvanas coraz bardziej bladła. Ledwie mogła unieść rękę. Dotknęła opuszkami palców miejsca, gdzie znajdowało się jego serce.
-Mam nadzieję, że kiedyś będzie biło dla innej tak mocno jak dla mnie,że nie będziesz się smucił, że mnie już nie ma, że mimo wszystko będziesz potrafił powiedzieć coś o mnie bez smutku w oczach.- skóra zdawała się jakby była z porcelany. Usta powoli zaczęły zasychać.
- Nie mów tak... zdążymy, proszę wytrzymaj Sylvanas! Proszę!
-Kocham cię... -ręka opadła bezwładnie.
Oddech ustał.
Ciemność.
Ciche krzyki.
Prośby.
Światło.
Ulga...
...........
<Jake? Tylko nie usuwaj! :c>
O ho ho, no to naprawdę długo byli razem... XD
OdpowiedzUsuńNo bardzo długo XDDD ja to potrafię niespodzianki robić xD
UsuńDropsie, wszyscy niczego nieświadomi. XD
UsuńMuahhahahaha XD
UsuńRozkleiłam się :c
OdpowiedzUsuńA tak lubiła te wasze opo...