Uniosłem brwi.
- Zdrajca?
- Tak. Zdradził Zakon.
Pokiwałem głową. Nie chciałem się w to mieszać. Nie moje sprawy. W pewnym sensie ją podziwiam, że odmówiła wysokiego stanowiska w Radzie. Mi zawsze zależało żeby wzrosnąć w hierarchii, ale jak widać nie zaszedłem daleko. Ech…
- A ty?
- Co ja?
- Zmiennokształtni mają jakiś wrogów? Sojuszników?
Parsknąłem.
- Zazwyczaj raczej trzymamy się na uboczu. Kiedyś mieliśmy mini wojenkę z wilkołakami. Uważali, że to niegodne zmieniać się w zwierze tak… od urodzenia. Nie pamiętam dokładnie o co chodziło. To było dawno. Teraz staramy się nie wchodzić nikomu w drogę. Nie jest dużo zmiennokształtnych, oszczędzamy się. Sojuszy też unikamy. Nie ma co się z kimś sprzymierzać, bo też nie wynika z tego nic dobrego.
Isabelle przekrzywiła głowę.
- Dlaczego?
- Często sprzymierzeńcy stają się wrogami. Wystarczy drobna kłótnia i z sojuszu nici.
- Rozumiem.
Wyjąłem z kieszeni cygaro i podpaliłem. Już po chwili w powietrzu unosiła się smużka dymu.
<Isabelle? Palacz jeden *o*>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz