Żołądek podskoczył mi do gardła. Nie żebym nie lubił koni ale jazda w takim tempie nie należała do najprzyjemniejszych. Słyszałem słowa towarzyszki z ledwością. Bogowie, ledwo nawet trzymałem się grzbietu tego końskiego demona! Przełknąłem gulę w gardle i spojrzałem na Isabellę. Włosy rozwiewał jej wiatr. Wydawała się być w swoim żywiole. Czy chciałem o coś jeszcze zapytać? No ba! Jasne! Ale najpierw niech organy nie chcą mi wyskoczyć uszami. Zwolniłem a oni zrobili to samo, acz niechętnie.
- Wkraczamy na... - zakręciło mi się w głowie. Spoookój! Opanuj się albo pomyślą, że jesteś jakimś słabeuszem. - ...na tereny bagienne. Tu pośpiech nie jest wskazany.
- Skoro tak twierdzisz. - powiedziała Isabelle.
Rzuciłem jej ostre spojrzenie.
- Wiem co mówię. - warknąłem i ruszyłem przodem. - Starajcie się iść dokładnie za mną. - powiedziałem nie odwracając się.
Usłyszałem stłumione przekleństwo ale chlupot kopyt zagłuszył wszystko. Zatrzymałem się. Znaleźliśmy się dosłownie w krainie lamentów. Powyginane nienaturalnie drzewa ze zwieszającymi się pnączami nadawały okolicy paskudny wygląd. Wszędzie woda. Brudna i śmierdząca. Pełna zdradliwych płycizn i zabłąkanych dusz.
- Co to? - usłyszałem syk dziewczyny.
- Spokojnie. Nic nam nie zrobią.
- Co to było? - wskazała na sunący nieopodal kształt błękitnego światła.
- Duch oczywiście. Zginęło tu mnóstwo ludzi. Nie podejdzie. Boi się. - nie chciałem dodawać, że mnie.
Normalnie zaatakowałyby ich chmarą. Wysysając energię życiową. Dotknąłem znaczku na drzewie i zostawiłem kolejny, bardziej widoczny.
- Dobra tędy. - wskazałem wodę porośniętą zieloną, zgniłą roślinnością. Niczym nie różniła się od reszty. - A właśnie... dlaczego ich zabijacie? Znaczy wampiry.
<Isabello? ^^ >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz