Ravhael kucnął przy niekontaktującym demonie pogrążony w
głębokiej zadumie. - Ale jak mu niechcący - zaczął kładąc dziwnie mocny nacisk
na ostatnie słowo - coś zrobię to nie moja wina, mówię od razu.
- Jak nie twoja? Oczywiście, że była by twoja. Słono byś za
to zapłacił i to najwyższą cenę - wysyczał Rakanoth patrząc na niego nieufnie.
Boreasz już nie słuchał, chodził wkoło skamieniałego ciała
mamrocząc coś pod nosem.
- Już zacząłeś czarować? - spytał Adulin.
Mag łypnął na niego czerwonym okiem. - Gdyby nie ta
"dostojna" postawa, śmiało bym powiedział że jesteś idiotą. Przymknij
się, nic nie mów, i daj się tu mądremu skupić.
Ravhael podrapał się po głowie, rozejrzał czujnie i ugryzł
się w kciuk.
- Co ty robisz?
- Mówiłem żebyś się nie odzywał. Mam ci każdą moją czynność
opisywać? Tak więc teraz, SIADAM!
- Nie trzeba - mruknął Rakanoth nieco zirytowany postawą
mężczyzny.
- A więc teraz ODPOWIADAM, będę teraz CZAROWAŁ.
- Naprawdę nie trzeba.
- Teraz MÓWIĘ, że jednak trzeba skoro jaśniepan musi mieć
wszystko czarno na białym.
- Dobra, dobra, już się nie odezwę.
Boreasz zrobił z ust dzióbek patrząc na powoli sączącą się
krew z kciuka. Miał do niej słabość. - Widzisz jaka jest piękna? - wyszeptał
niczym kochanek czekający na przybycie ukochanej. Zadał pytanie ale nie chciał
słyszeć odpowiedzi. Na kamiennym nadgarstku Malthaela narysował znak
przypominający kryształ a w koło coraz mniejsze i mniejsze kryształki wirujące
w koło głównego.
- Co to za rodzaj magii? - spytał Rakanoth marszcząc czoło.
Ravhael nie spojrzał, jego zadanie pochłonęło go całkowicie.
Zaczął szeptać zaklęcie w języku znanym tylko sobie, słowa jak syczenie węża
były niemożliwe do powtórzenia. Ciało Malthaela uniosło się a potem ustał na równe
nogi.
- Jak ty to zrobiłeś?!
- Nadal śpi - mruknął robiąc kilka płynnych ruchów ręką.
Koszmar po kolei unosił rękę, nogę, potem znów rękę a na koniec podskoczył
machając wszystkimi kończynami na raz.
- Co się z nim dzieje? Co z nim robisz?
- Em...To...To starożytny rytuał z królestw na dalekim
wschodzie, taniec do Boga Słońca. Starożytni uważali, że pomaga to oczyścić
umysł i duszę a człowiek zaczyna życie ze szczęściem w środku i innym
spojrzeniem na świat.
- I uważasz, że to pomoże?
- Nie mam pojęcia, ale spróbować można - odparł z lekkim
uśmiechem na twarzy. Był całkiem zadowolony z tego kłamstwa wymyślonego na
poczekaniu, ale nie był to szczyt jego umiejętności. Trzeba będzie nad tym
popracować...
<Rahanoth? Jakimś cudem udało mi się jedno zamieścić ^^
Ale Bori i tak to szycha XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz