Leżała na ziemi, a obok niej stała jakaś kobieta. W okół była kałuża krwi...
-Stój! -krzyknęła kobieta i wyciągnęła zza siebie nóż kierując go w stronę dziewczyny. -Jeden krok, a ją zabiję! Nie chcesz tego, prawda!? Masz się odsunąć!
Sylvanas patrzyła na mnie przestraszonym wzrokiem. Nic nie mówiła, miała łzy w oczach. Nie mogła nic zrobić.
-Nie mam na to czasu... -wymamrotałem.
Byłem pewien, że magia zaczęła działać. Jeśli się jednak myliłem... to był NASZ koniec.
-Sprzeciwiasz się!? Więc dobrze! -zostawiła Sylvanas i rzuciła nożem w moją stronę.
-Jake nie...! -zawołała.
Uważa, że jestem nikim? Myśli, że taki nóż załatwi sprawę?
Rozłożyłem skrzydła i uniosłem się wysoko w górę.
-Więc jednak coś potrafisz. Siostrunia może jednak ma dobry gust?
...siostrunia? Dlaczego... Ja nie mogę jej nic zrobić...
Opadłem na ziemię. Odsunęła się dalej. Teraz była dalej ode mnie.
-Teraz się dowiedziałeś? Zlitujesz się nade mną? Masz słabą psychikę... -spojrzałem na Sylvanas oczekując jakichkolwiek znaków.
-Jake... proszę... pomóż mi... -szepnęła.
Moje myśli nie wskazywały na to, bym miał ją zabić, jednak nie mogłem jej też skrzywdzić.
-A chciałam się z tobą trochę zabawić... -powiedziała oburzona.
Chwyciła za ostrze i trafiła nim w mój brzuch. Skuliłem się, ból był ogromny.
-ŻENADA. Gdybym teraz ją zabiła co byś zrobił? Też byś umarł, bo ją kochasz? Opłakiwał? Wskrzeszał? Nie jesteś jej wart. Mimo, że jej nienawidzę, to TY jesteś NIKIM.
Uśmiechnąłem się szyderczo.
-Nie będzie nawet blizny... -cicho powiedziałem, po czym moja rana zniknęła.
-Więc jednak coś się będzie działo!? No więc dajesz! -była pewna siebie.
Rana Sylvanas wciąż krwawiła (NIE, tym razem jej nie polizał XD...). Nie można było tego tak zostawić, a na opatrunki nie było czasu.
Podszedłem do niej i chwyciłem ją za ręce. To było pewne, że siostra skorzysta z okazji by nas zabić, dlatego osłoniłem nas skrzydłami. Musnąłem (HA XD) ustami jej rany, które po chwili zniknęły.
To nie był koniec. Było jej ciężko oddychać, nie mogła wstać.
-Wytrzymaj jeszcze chwilę... wyjdziemy stąd. -delikatnie się uśmiechnęła. -Nikt nie będzie umierał... -dodałem.
Wytworzyłem nad Sylvanas mglistą "tarczę", która miała chronić ją przed atakami. (To dotyczy tego co Ci wysłałam na privie XD).
-Stój! -krzyknęła kobieta i wyciągnęła zza siebie nóż kierując go w stronę dziewczyny. -Jeden krok, a ją zabiję! Nie chcesz tego, prawda!? Masz się odsunąć!
Sylvanas patrzyła na mnie przestraszonym wzrokiem. Nic nie mówiła, miała łzy w oczach. Nie mogła nic zrobić.
-Nie mam na to czasu... -wymamrotałem.
Byłem pewien, że magia zaczęła działać. Jeśli się jednak myliłem... to był NASZ koniec.
-Sprzeciwiasz się!? Więc dobrze! -zostawiła Sylvanas i rzuciła nożem w moją stronę.
-Jake nie...! -zawołała.
Uważa, że jestem nikim? Myśli, że taki nóż załatwi sprawę?
Rozłożyłem skrzydła i uniosłem się wysoko w górę.
-Więc jednak coś potrafisz. Siostrunia może jednak ma dobry gust?
...siostrunia? Dlaczego... Ja nie mogę jej nic zrobić...
Opadłem na ziemię. Odsunęła się dalej. Teraz była dalej ode mnie.
-Teraz się dowiedziałeś? Zlitujesz się nade mną? Masz słabą psychikę... -spojrzałem na Sylvanas oczekując jakichkolwiek znaków.
-Jake... proszę... pomóż mi... -szepnęła.
Moje myśli nie wskazywały na to, bym miał ją zabić, jednak nie mogłem jej też skrzywdzić.
-A chciałam się z tobą trochę zabawić... -powiedziała oburzona.
Chwyciła za ostrze i trafiła nim w mój brzuch. Skuliłem się, ból był ogromny.
-ŻENADA. Gdybym teraz ją zabiła co byś zrobił? Też byś umarł, bo ją kochasz? Opłakiwał? Wskrzeszał? Nie jesteś jej wart. Mimo, że jej nienawidzę, to TY jesteś NIKIM.
Uśmiechnąłem się szyderczo.

-Nie będzie nawet blizny... -cicho powiedziałem, po czym moja rana zniknęła.
-Więc jednak coś się będzie działo!? No więc dajesz! -była pewna siebie.
Rana Sylvanas wciąż krwawiła (NIE, tym razem jej nie polizał XD...). Nie można było tego tak zostawić, a na opatrunki nie było czasu.
Podszedłem do niej i chwyciłem ją za ręce. To było pewne, że siostra skorzysta z okazji by nas zabić, dlatego osłoniłem nas skrzydłami. Musnąłem (HA XD) ustami jej rany, które po chwili zniknęły.
To nie był koniec. Było jej ciężko oddychać, nie mogła wstać.
-Wytrzymaj jeszcze chwilę... wyjdziemy stąd. -delikatnie się uśmiechnęła. -Nikt nie będzie umierał... -dodałem.
Wytworzyłem nad Sylvanas mglistą "tarczę", która miała chronić ją przed atakami. (To dotyczy tego co Ci wysłałam na privie XD).
Bitwa pomiędzy mną, a Anną trwała jeszcze przez dłuższy czas. Ta suka bawiła się tylko w ataki z odległości... W końcu chciałem to zakończyć i chwyciłem za miecz i wbiłem go w jej serce... Opadła na ziemię.
-T-ty ją zabiłeś!? -zapytała przestraszona Sylvanas.
-Nie. O to się nie martw. To tylko iluzja. Straciła przytomność na kilka minut. Wynośmy się stąd.
<Sylvanas? XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz