poniedziałek, 29 grudnia 2014

Od Jake'a Cd. Sylvanas

Strażnicy stali pilnując celi cicho rozmawiając między sobą. Co jakiś czas spoglądali na mnie, czy aby na pewno nic nie kombinuję. Kiedy stracili czujność, cicho podszedłem do nich i poderżnąłem im gardła. Padli na ziemię martwi. Pobiegłem w stronę miejsca, gdzie przed chwilą usłyszałem krzyk Sylvanas.
Leżała na ziemi, a obok niej stała jakaś kobieta. W okół była kałuża krwi...
-Stój! -krzyknęła kobieta i wyciągnęła zza siebie nóż kierując go w stronę dziewczyny. -Jeden krok, a ją zabiję! Nie chcesz tego, prawda!? Masz się odsunąć!
Sylvanas patrzyła na mnie przestraszonym wzrokiem. Nic nie mówiła, miała łzy w oczach. Nie mogła nic zrobić.
-Nie mam na to czasu... -wymamrotałem.
Byłem pewien, że magia zaczęła działać. Jeśli się jednak myliłem... to był NASZ koniec.
-Sprzeciwiasz się!? Więc dobrze! -zostawiła Sylvanas i rzuciła nożem w moją stronę.
-Jake nie...! -zawołała.
Uważa, że jestem nikim? Myśli, że taki nóż załatwi sprawę?
Rozłożyłem skrzydła i uniosłem się wysoko w górę.
-Więc jednak coś potrafisz. Siostrunia może jednak ma dobry gust?
...siostrunia? Dlaczego... Ja nie mogę jej nic zrobić...
Opadłem na ziemię. Odsunęła się dalej. Teraz była dalej ode mnie.
-Teraz się dowiedziałeś? Zlitujesz się nade mną? Masz słabą psychikę... -spojrzałem na Sylvanas oczekując jakichkolwiek znaków.
-Jake... proszę... pomóż mi... -szepnęła.
Moje myśli nie wskazywały na to, bym miał ją zabić, jednak nie mogłem jej też skrzywdzić.
-A chciałam się z tobą trochę zabawić... -powiedziała oburzona.
Chwyciła za ostrze i trafiła nim w mój brzuch. Skuliłem się, ból był ogromny.
-ŻENADA. Gdybym teraz ją zabiła co byś zrobił? Też byś umarł, bo ją kochasz? Opłakiwał? Wskrzeszał? Nie jesteś jej wart. Mimo, że jej nienawidzę, to TY jesteś NIKIM.
Uśmiechnąłem się szyderczo.


-Nie będzie nawet blizny... -cicho powiedziałem, po czym moja rana zniknęła.
-Więc jednak coś się będzie działo!? No więc dajesz! -była pewna siebie.
Rana Sylvanas wciąż krwawiła (NIE, tym razem jej nie polizał XD...). Nie można było tego tak zostawić, a na opatrunki nie było czasu.
Podszedłem do niej i chwyciłem ją za ręce. To było pewne, że siostra skorzysta z okazji by nas zabić, dlatego osłoniłem nas skrzydłami. Musnąłem (HA XD) ustami jej rany, które po chwili zniknęły.
To nie był koniec. Było jej ciężko oddychać, nie mogła wstać.
-Wytrzymaj jeszcze chwilę... wyjdziemy stąd. -delikatnie się uśmiechnęła. -Nikt nie będzie umierał... -dodałem.
Wytworzyłem nad Sylvanas mglistą "tarczę", która miała chronić ją przed atakami. (To dotyczy tego co Ci wysłałam na privie XD).

Bitwa pomiędzy mną, a Anną trwała jeszcze przez dłuższy czas. Ta suka bawiła się tylko w ataki z odległości... W końcu chciałem to zakończyć i chwyciłem za miecz i wbiłem go w jej serce... Opadła na ziemię.
-T-ty ją zabiłeś!? -zapytała przestraszona Sylvanas.
-Nie. O to się nie martw. To tylko iluzja. Straciła przytomność na kilka minut. Wynośmy się stąd.

<Sylvanas? XD>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz