-Piękne przedstawienie. Tylko szkoda, że to zwykła tandeta-powiedziałam
udając smutek do mężczyzny w kapeluszu, który stał tyłem do mnie. Nawet
nie musiałam widzieć jego twarzy, gdyż doskonale wiedziałam kto to.
-Tandeta powiadasz?-odpowiedział po czym odwrócił się. Patrzyłam się mu prosto w oczy. Siedziałam na murku przy schodach. Było to dostatecznie wysoko by nie musieć zadzierać głowy. Plecami oparta byłam o zimną ścianę, nogami machałam lekceważąco, a dłonią wykonywałam taki ruch, jakbym chciała przegonić okrutnie natrętną muchę. Moja dłoń majtała się tam i z powrotem, tam i z powrotem. -Tak, tandeta, kicz. Nie wiesz co to? "Tandeta musi z natury rzeczy znieprawiać i wykoślawiać wrodzone poczucie piękna.".-zaśmiałam się gorzko zeskakując z kamiennego parkanu. -Ty chyba nie wiesz kim jestem.-odpowiedział spokojnie. -Wiem kim jesteś. I muszę Ci powiedzieć, że Cię nie lubię. Ba, bardzo Cię nie lubię-warknęłam na niego przyrywając mu. Nie chciało mi się słuchać jego ględzenia. W ogóle nie chciało mi się jego słuchać. Co z tego, że było to niegrzeczne. Ja takimi bzdurami jak kurtuazja czy savoir vivre nigdy się nie przejmowałam. Nawet gdy jeszcze podróżowałam z rodzicami nie specjalnie przejmowałam się tym, mimo iż mama próbowała wtłuc mi to do głowy młotkiem. -Moja mama się Tobą zachwycała, wiesz?-ciągnęłam swoją wypowiedź wyraźnie znudzona.-Mówiła "Lovello to, a Lovello tamto". "Nie mogłabyś być taka jak Lovello?"-przedrzeźniałam głos mamy. -Widać, że wie co dobre-odpowiedział pewny siebie. Wewnątrz mnie aż zawrzało. On dobry? Nie rozśmieszajcie mnie. On mi nawet do pięt nie dorasta, mimo że mam niecałe 161cm wzrostu. W końcu to tylko człowiek. Ja jestem demonem. Magię i iluzję mam we krwi. A on? Nauczył się kilku banalnych trików i myśli, że jest genialny. -To była raczej chwilowa fascynacja. Bo w końcu jak ktoś taki jak Ty może być dobry? Nie chcieli Cię w żadnej organizacji więc poszedłeś do Najemników-zaśmiałam się. -A co taka smarkula jak Ty może wiedzieć?-warknął. Jakże on był przewidywalny. Jednak trochę się zawiodłam. Czyżby tak łatwo można było wyprowadzić go z równowagi? Nie, to chyba niemożliwe. W takim wypadku nie byłoby w ogóle zabawy... Jednakże rozbawiły mnie jego słowa. -"Tandeta i przewidywalność otoczenia dość mocno mnie irytuje"-odpowiedziałam bardzo spokojnie. Tak jakby jego słowa spłynęły po mnie jak po kaczce. Z resztą tak właśnie było. Na tym nie skończyłam swojej wypowiedzi. W końcu to oczywiste, źe moje musi być na wierzchu.-Taka SMARKULA jak ja-specjalnie podkreśliłam epitet, który użył-wie o wiele więcej niż Ci się wydaje. <Rovney? ^^> |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz