Jake wezwał mnie do siebie. Byłam lekko skrępowania, ponieważ nie wiedziałam o co może mu chodzić. Chyba nie zrobiłam niczego źle, racja? Zresztą nie miałam nawet czym zawinić, więc nie wiem o co się martwię.
Całą siłą popchnęłam ciężkie drzwi pokoju przywódcy. Dumnym krokiem weszłam do środka zamykając je za sobą.
Nad biurkiem Jake'a stał pochylony mężczyzna, opierał się rękoma o blat, a jego twarz była naprawdę blisko twarzy Lorda, wyglądało to na typową kłótnie. Gdy drzwi się zatrzasnęły mężczyzna odwrócił się w moją stronę, miał śnieżno białe włosy, tak jak ja, oraz czerwone tęczówki. "Zbieg okoliczności" - pomyślałam i zignorowałam wzrok mężczyzny, on po chwili odwrócił się i dalej kontynuował rozmowę.
Klęknęłam obok białowłosego i złożyłam dłoń na piersi, chyba tylko ja tutaj dążyłam przywódcę tak ogromnym szacunkiem.
- Wybacz, że się wtrącam lordzie, lecz wzywałeś mnie do Siebie.
- Tak. Potrzebuje kogoś by sprawdził tereny Silencio, ostatnio podobno roi się tam od demonów 1 i 2 stopnia. Nie powinny być dla was niczym groźnym, racja?
- Was?
- Chciałem byście razem tam ruszyli, panienko Esdeath, Uri - powiedział z delikatnym uśmiechem.
Spojrzałam na 'Uriego', widać było, że ta propozycja nie przypadła mu do gustu.
- Pójdziesz tam ze mną? - zapytałam.
- A mam jakiś wybór? Mogłeś mi chociaż dać kogoś innego niż dzieciaka - westchnął.
- Wiek nie jest wyznacznikiem umiejętności władania ostrzem. A tak właściwie wątpię by wiele nas dzieliło w tej kwestii.
Odwróciłam się do wyjścia i machając za siebie ręką powiedziałam;
- Wyruszmy z samego ranka spod głównej bramy.
<Uri? Przepraszam kochanie, moje umiejętności zmarniały :/>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz