wtorek, 30 grudnia 2014

Od Jake'a Cd. Sylvanas

Zabrałem ze sobą fiolkę, po czym spojrzałem na Sylvanas.
-Wyjdziesz z tego, przysięgam... -szepnąłem.
Wziąłem ją na ręce i zmieniłem nas w mgłę.
Kiedy byliśmy już w zamku, ułożyłem ją na łóżku w jej komnacie i zawołałem Marię, aby jej pilnowała.
Natomiast ja, dosiadłem czarnego konia i powędrowałem do Najemników w poszukiwaniu jakiegoś doświadczonego alchemika. Kiedy dotarłem na miejsce spotkałem starszego mężczyznę, który przedstawił się jako Dhan Hoopfcard.
Wytłumaczyłem mu tylko kilka szczegółów, a następnie podałem mu fiolkę z trucizną.
Wiedziałem, że nie będzie łatwo, Dhan tylko westchnął, mówiąc:
-Pomogę ci młody człowieku, jednak większość zależy od ciebie. Już nie wspominając o małej zapłacie... -wyjąłem z torby dużą sakwę z pieniędzmi.
-Tyle wystarczy? -zadowolony skinął znacząco głową. -Więc? Od czego mam zacząć? -zapytałem.
-Dla kogo tak się poświęcasz? -dopytał.
-Dla kogoś bardzo bliskiemu mojemu sercu. -odpowiedziałem.
-Rozumiem... -uśmiechnął się. Więc zacznijmy od tego, że musisz zdobyć skałę Tytanu (tylko to byłam w stanie wymyślić, choć wiem, że takiego syfu jest cała masa XD). Musisz udać się w najwyższe góry i tam go znaleźć. Resztą zajmę się ja. A teraz śpiesz się! Nie zostało wiele czasu!
Wyszedłem z wielkiego domu alchemika.
Zostawiłem konia pod jego opieką, a ja wyruszyłem w podróż całkiem samotnie.
Śnieg, zimno, wichura... Bałem się, że nie przeżyję tego.
Wspinałem się po zaśnieżonych wzgórzach. Upadłem wiele razy, z dużych wysokości. Byłem obolały i zmęczony.
Po ostatnim upadku nie mogłem wstać.
-Boże... pomóż... -modliłem się...
Nie było mowy o tym, bym się poddał. Nie ma takiej opcji. Dla Sylvanas zrobię wszystko.
Podniosłem się i wspinałem się coraz to wyżej, aż nareszcie doszedłem do celu.
Zabrałem to, co było mi potrzebne i zszedłem na dół. Bez żadnych problemów.
Wróciłem do Dhan'a. Zaparzył mi ciepłą herbatą i zajął się eliksirem.
-Dz-dziękuję... -wymamrotałem.
-Mhm. -przytaknął.
W końcu zakończył tworzenie mikstury.
Szybko wróciłem do zamku i do komnaty dziewczyny...
Maria wciąż tam była. Podszedłem do Sylvanas i do jej ust wlałem kilka kropel płynu.
Minęło już dość sporo czasu i nic. Miałem łzy w oczach...
-Przepraszam... spóźniłem się. Proszę wybacz mi to... błagam! Jestem nikim... nie jestem nawet ciebie wart... To moja wina, proszę wybacz mi... Kocham cię...

Poczułem jak ktoś ociera moje łzy... to ciepło dłoni...

<Sylvanas? Wracaj już zza światów noo XD>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz