poniedziałek, 29 grudnia 2014

Od Jake'a Cd. Sylvanas

Dziewczyna siedziała blisko mnie. Nie czułem się z tym wcale dobrze.
-Przestań się nią już tak przejmować! Ona pewnie już nie żyje...
-Co ty jej zrobiłaś!?
-Było łatwo ją wkręcić w te wszystkie zabójstwa...
Ona jest pijana, czy głupia?
Zacząłem rozwiązywać sznury, które miałem zawiązane... marnie mi to szło, jednak się udało.
-Zostań! -krzyknęła.
Uderzyłem ją w twarz. Kobiet się nie bije... jej się należało.
-Straże! -zawołała, a ja wbiegłem w długi korytarz.
Moje nadnaturalne umiejętności w tym miejscu nie działały.
Strażnicy zaczęli mnie gonić. Moja ucieczka skończyła się w miejscu, gdzie uzbrojeni mężczyźni zapędzili mnie w kozi róg. Przybyła także nieznajoma.
-Kretyn z ciebie, wiesz? Straże, zamknąć go. Sędzia zajmie się fałszywymi oskarżeniami.
-Ty... udawałaś... -żołnierze chwycili mnie mocno za ręce.
-Oczywiście, że tak. Chociaż, wiesz...? Jesteś całkiem przystojny, dlatego sądziłam, że jesteś głupi i bez problemu mi się oddasz. -zaśmiała się.
-Dziwka... -mruknąłem.
-Hmm? Mówiłeś coś? Zaprowadzić go do tamtej suki! -rozkazała.

Mężczyźni zaprowadzili mnie do celi.
-Sylvanas! -siedziała skulona w kącie celi.
Wcale nie wyglądała dobrze. Od razu do niej podszedłem.
-Tak się cieszę, że cię widzę Jake. -powiedziała i wtuliła się we mnie.
Pocałowałem ją.
-Co tutaj robisz? I dlaczego...
-Oskarżyli mnie o pięć zabójstw. Czeka mnie kara śmierci... ja nie chcę umierać... -łzy spłynęły jej po policzkach.
Spojrzałem na jej dłoń. Krwawiła.
Wziąłem więc sztylet, który wciąż miałem ze sobą. Uciąłem(?) nim kawałek mojej koszuli i obwiązałem nim dłoń Sylvanas. W pomieszczeniu było naprawdę bardzo zimno.
Uwolniłem moje czarne, duże skrzydła, których już bardzo dawno nie używałem by latać... Objąłem Sylvanas i osłoniłem nas obojga.
-Dlaczego cię tutaj wsadzili?
-Jakaś młoda dziwka zamknęła mnie i chciała się ze mną przelecieć...
-Zgodziłeś się!?
-Co!? Oczywiście, że nie!
Spojrzałem na jej twarz. W pobliżu jej ust była rozciętą rana, z której leciała krew... Liznąłem(? XD) ją delikatnie.
-Ty... -zdziwiona popatrzyła na mnie czerwieniąc się przy tym.
-Przepraszam... w pewien sposób jestem uzależniony od tego czerwonego płynu... -spuściłem głowę.
Jej rana momentalnie zniknęła. Nie było śladu.
-Tak nagle... jak... -zapytała.
-Kontakty z demonem takim jak ja będą miały na ciebie właśnie takie wpływy... -odpowiedziałem.

<Sylvanas? To wszystko sprawka tamtej jędzy! XD>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz